04.11.2025
KOLEKTYWNE ROLNICTWO W KAPITALIŹMIE I GŁÓD WYWOŁANY SZTUCZNIE
Link: https://www.youtube.com/post/UgkxN0mn806aRB_HQDM0ybtELNLgjyVI9mt7
Uczeni jesteśmy poczucia trwogi na samą myśl o kolektywnym rolnictwie. Żywność produkowana powinna być przez małego rolnika, który dziedziczy swoje pole od pokoleń, który wkłada w tą ziemię miłość i dzięki temu warzywka smakują lepiej. Pamiętajcie: rolnik pracujący na własnym polu ledwo wiążac koniec z końcem i nie będąc w stanie się utrzymać bez państwowego dofinansowania to miłość, wolność i życie. Rolnicy pracujący kolektywnie na wspólnej ziemi dla większej efektywności i wspierania siebie nawzajem to nienawiść, niewolnicwto i śmierć.
Podczas gdy kapitaliści toczą nienawiść do kolektywnego rolnictwa aby ośmieszyć i zdemonizować przeszłe eksperymenty socjalistyczne, sami jednocześnie dobrze wiedzą, że kolektywne rolnictwo swoją efektywnością znacznie przewyższa rolnictwo indywidualne. Spójrzmy na załączone obrazki - Hiszpański region w okolicy miasta Almeria wygląda jak morze plastiku. Ciągnące się prawie 100km szklarnie produkują ponad 800 milionów ton papryki rocznie. Ponad 500 milionów ton przeznaczona jest na eksport. To oznacza, że w tym malutkim regionie produkuje się ponad 10% światowych eksportów papryki!
Oczywiste jest, że ta papryka nie jest produkowana przez drobnych, indywidualnych rolników. Potrzebna by wykarmić ogromną populację cywilizacji przemysłowej papryka ta jest uprawiana przez armię pracowników najemnych – kolektywnie, według centralnego planu. Jaka jest więc różnica pomiędzy taką uprawą, a kolektywną uprawą w Związku Radzieckim?
W Związku Radzieckim istniały dwa rodzaje własności rolnej. Kołchozy były kolektywnymi farmami, gdzie narzędzia, budynki i zwierzęta (w późniejszym okresie również maszyny) była własnością kolektywu. Kołchoz zarządzany był przez Kołchoźników, produkty sprzedawane były państwu lub na lokalnych rynkach, a przychody były dzielone pomiędzy kołchoźnikami. Sowchozy były państwowymi farmami, gdzie ziemia, zwierzęta i maszyny były własnością państwa. Sowchoźnicy pracowali za ustaloną pensję, zupełnie jak robotnicy w fabrykach. Socjalistyczne państwo usiłowało następnie używać bogactwa całego kraju dla sprawiedliwego rozwoju i podnoszenia standardów życiowych populacji.
Większość siły roboczej w okolicach Almerii stanowią nisko opłacani migranci i pracownicy sezonowi z Afryki, Azjii i Europy Wschodniej. Posiadają niskie pensje i liche kontrakty. Nie mają żadnych roszczeń co do środków produkcji, często nawet nie mogą głosować w wyborach parlamentarnych - nikt nie udaje więc, że istnieje tam jakakolwiek demokracja – czy na poziomie miejsca pracy, czy na poziomie obywatelskim. Całe bogactwo z ich pracy wędruje prosto do kieszeni prywaciarzy. Także jest to kolektywne rolnictwo bez kolektywnej własności oraz bez nawet udawanego sprawiedliwego rozdziału bogactwa.
Ale przecież nie możemy dokonać kolektywizacji według zasad socjalizmu - to doprowadzi do klęski głodowej nawet w wysoce przemysłowo rozwiniętym kraju! – krzyczą liberałowie. Pamiętajcie: głód w kapitaliźmie jest zawsze wywołany naturalnie, a głód w socjaliźmie zawsze wywołany SZTUCZNIE! Nie chce mi się nawet rozpisywać w szczegółach na temat SZTUCZNIE wywowałnych kapitalistycznych głodów (to znaczy przez nieodpowiedzialną polityką ekonomiczną), takich jak głód w Bengalu lub w Irlandii (który doprowadził 50% Irlandczyków do opuszczenia ojczyzny). Chcę zwrócić uwagę na częscięj pomijany fakt.
Najbardziej absurdalne szacunki dotyczące śmierci głodowych w Chinach za czasów Mao dosięgają 50 milionów. Pomimo iż głod zakończył się ponad pół wieku temu, te szacunki zdają się ciągle rosnąć, dosięgając nawet 80 milionów (ale te odrzucimy, gdyż są zbyt idiotyczne). Ale jednak dzięki rozwojowi dokonanemu przez komunistów w Chinach dziś nikt prawie nie głoduje. Za to szacuje się, że 10% ludzkości żyje w chronicznym niedożywieniu. A przecież większość świata zdominowana jest przez kapitalizm. Jak to możliwe, Panowie kapitaliści? Czyżby 10% świata żyła w socjalistycznych kolektywnych farmach? A może 10% populacji ciągle dokonuje wielkich skoków naprzód?
Szacuje się, że kilkaset tysięcy ludzi w Indiach rocznie umiera z powodu niedożywienia. Ta sytuacja toczy się nieprzerwanie od uzyskania niepodległości. Możemy więc oszacować, lekko licząc, że od czasu uzyskania niepodległości w Indiach z głodu i niedożywienia umarło kilkadziesiąt milionów ludzi. Lecz nie traktuje się tego jako taką tragedię, jak wielki głód w Chinach. Dlaczego? Ponieważ ci ludzie, w przeciwieństwie do zmarłych Chińczyków, nie mogą zostać użyci jako antysocjalistyczna propaganda. Ich śmierć jest bezuzyteczna dla kapitalistów. Dlatego umierają po cichu, nikt o nich nie słyszy i nikt o nich nie pamięta. Ponieważ nie są przydatnym narzędziem dla kapitalistycznej prasy, ponieważ są niewygodnym dowodem na morderczość kapitalizmu.
Ogromna część pracy rolniczej została już skolektywizowana, czy też raczej uspołeczniona, przez kapitalizm. Praca rolnicza w wielu miejscach i w wielu aspektach nie różni się wiele od pracy w prywatnej fabryce. Nieważne, jak kapitaliści będą próbowali zdemonizować rolnictwo kolektywne, społeczne - sami udowadniają, że społecznie wykonywana praca jest zawsze efektywniejsza niż rozbicie jej na drobnych producentów.