09.01.2026

LEWE SKRZYDŁO IMPERIALIZMU - CO ZDRADZA WYPOWIEDŹ KAMALI HARRIS?

Link: https://www.youtube.com/post/Ugkx93_6oz5TtNtRgjN4QC6S_-8PPYPMVhjg

LEWE SKRZYDŁO IMPERIALIZMU - CO ZDRADZA WYPOWIEDŹ KAMALI HARRIS?

Eks-rywalka Trumpa w wyścigu po prezydenturę, reprezentantka lewego skrzydła imperializmu Kamala Harris, wypowiedziała się o agresjiadministracji Trumpa na Wenezuelę. Harris pisze na Twitterze:

„To, że Maduro jest brutalnym, nielegalnie panującym dyktatorem, nie zmienia faktu, że ta akcja była bezprawna i niemądra. Widzieliśmy to już wcześniej. Wojny o zmianę reżimu lub ropę są ukazywane jako nasza siła, lecz zmieniają się w chaos, a amerykańskie rodziny płacą za to cenę.
Amerykański lud nie chce tego, jest zmęczony byciem okłamywanym.
Tu nie chodzi o narkotyki ani demokrację – chodzi o ropę [...]
Prezydent naraża naszych żołnierzy na ryzyko, wydaje miliardy, destabilizuje region [...]”

Dla niewprawionego oka, może wydawać się, że Pani Harris potępia agresję wobec Wenezueli. Nic bardziej mylnego. Potępienia samej agresji, samej zmiany reżimu, jest tu bardzo niewiele. Zobaczmy jakie są priorytety pani Harris. Po pierwsze pisze ona, że akcja ta była „bezprawna i niemądra”. To znaczy - pani Harris byłaby zadowolona z napaści na Wenezuelę, gdyby oprawiono ją w lepsze uzasadnienie prawne, i gdyby została wykonana w sposób „mądry”. Dalej widzimy kolejny tego przykład: „Prezydent naraża naszych żołnierzy na ryzyko, wydaje miliardy, destabilizuje region” – dla Pani Harris większym zmartwieniem jest to, że jej imperialistyczni żołnierze zostają narażeni na ryzyko i zużywane są amerykańskie miliardy – destabilizacja regionu jest wymieniona dopiero na trzecim miejscu. Życia amerykańskich żołnierzy dokonujących bandyckiej napaści pozostają ważniejsze niż niewinni cywile i patrioci zabici jako ofiary imperialistycznej agresji. Dalej Harris pisze, że „wojny o zmianę reżimu lub ropę zamieniają się w chaos, a amerykańskie rodziny za to płacą”. Czyli to nie wojny o zmianę reżimu lub ropę są złe same w sobie – jedynie jest złe to, że zamieniają się w chaos. Ważniejsze od morderstw setek tysięcy cywilów i wyniszczania gospodarek całych regionów jest to, że „amerykańskie rodziny za to płacą”.

Tu jednak nie kończy się demagogia Pani Harris, która jest jeszcze obrzydliwsza, niż jawne wsparcie dla imperializmu wykazane wyżej. Pani Harris wie, że amerykańska populacja zdaje się być już na tyle świadoma, że nie uwierzy w bajkę o tym, że inwazja ma na celu demokrację; udaje więc, że przejmuje się tym, iż amerykańskie rodziny ponoszą koszta inwazji, iż amerykańskie rodziny są zmęczone kłamstwami, iż popiera ich oburzenie wojnami o ropę. To typowa zagrywka demokratów – próbują stworzyć złudzenie wśród niezadowolonej warstwy populacji, że ich głos JEST JUŻ reprezentowany w rządzie – że nie muszą organizować się na własną rękę, tworzyć alternatyw: wystarczy, że poprą demokratów.

Ta wypowiedź Harris reprezentuje również trwający obecnie rebranding partii demokratów, która po spodziewanej i zasłużonej utracie poparcia zrozumiała, że musi dostosować swoją propagandę do zmieniających się warunków – do warunków rosnącej świadomości klasowej i świadomości o imperialiźmie. W tych nowych warunkach muszą stać się nowymi psami pasterskimi kapitalizmu i dokonać rebrandingu w stronę socjaldemokracji, używając kandydatów „reprezentujących klase pracowniczą”, stosując bardziej „klasowo świadome”, „antyimperialistyczne” wypowiedzi o „wojnach o ropę”.

Republikanie to jawne sukinsyny, widać, że są groźni, nie unikają brudnej roboty, szczycą się nią. Demokraci są podstępni, lecz równie niebezpieczni. Imperializm potrzebuje dwóch stron - jednej jawnie agresywnej, która bez ceregieli wykona to, co konieczne. Drugiej bardziej stonowanej, budującej fałszywe poczucie bezpieczeństwa i nadziei zmiany na lepsze. Potrzebuje złego policjanta i dobrego policjanta.

Skupianie się na Trumpie jako jednostce i jego klice jako na powodach inwazji odwraca uwagę od tego, że napaść jest po prostu kolejnym wydarzeniem odzwierciedlającym długo już ustalony modus operandi amerykańskiego imperializmu na swoim podwórku. Imperializm Trumpa nie jest niczym nadzwyczajnym. Nixon również wywołał konflikt bez zgody kongresu (tak jakby w tym bandyckim kraju to cokolwiek znaczyło), a rządy Busha były również ekstremalnie reakcyjne. Różnica jest taka, że retoryka Trumpa stała sie jawnie imperialistyczna (ten sam trend widzieliśmy w całej Europie zachodniej w latach trzydziestych ubiegłego wieku). To znaczy - tam gdzie Harris próbuje apelować do tych ludzi, którzy stali się świadomi imperializmu i uważają, że imperializm jest zły, tam Trump apeluje do ludzi, którzy stali się świadomi imperializmu i uważają, że imperializm jest dobry. Obydwoje są niezbędni dla funkcjonowania amerykańskiego imperializmu.

Trzecia wojna światowa coraz bliżej. Nie jest to wina Trumpa - jest to wina natury kapitału, którego Trump jest jedynie wybornym reprezentantem. Wina spadającej stopy zysków, konkurencji pomiędzy imperialistami, konieczności zabezpieczenia najważniejszych surowców w nadchodzącej epoce zmian klimatycznych i wyczerpujących się zapasów ropy. Rozwoju w kierunku nowej wojny światowej nie da się już zatrzymać, nie ważne, jakiego kandytata amerykańska burżuazja wybierze na swego reprezentanta.