Michael Parenti

Eko-apokalipsa – czyn klasowy

W 1876 współpracownik Marksa, Fryderyk Engels, napisał prorocze słowa: „Ale nie pochlebiajmy sobie zbytnio z powodu naszych ludzkich zwycięstw nad przyrodą. Za każde z nich mści się ona na nas. […] każdy nasz krok przypomina nam, że bynajmniej nie panujemy nad przyrodą jak zdobywcy nad obcym ludem, jak ktoś stojący poza przyrodą; ale że przynależymy do niej ciałem, krwią i mózgiem, że znajdujemy się wewnątrz niej […]”.
Kapitalizm, wraz z jego naciskiem na wyzysk i ekspansję oraz obojętność względem kosztów środowiskowych, zdaje się być zdeterminowany, by stać poza przyrodą. Esencją kapitalizmu, jego powodem istnienia, jest przekształcanie natury w towary i towarów w kapitał, przekształcanie żyjącej ziemi w martwe bogactwo. Ten proces akumulacji kapitału dokonuje spustoszenia w globalnym systemie ekologicznym. Traktuje zasoby podtrzymujące życie na ziemi (ziemię uprawną, wodę, bagna, lasy, łowiska ryb, dna oceanów, rzeki, jakość powietrza) jako nieskończonej podaży przedmioty jednorazowego użytku, które mogą być do woli konsumowane i zanieczyszczane. A więc systemy podtrzymujące całą ekosferę – świeże powietrze, woda, wierzchnia gleba – są zagrożone przez sprawy takie, jak globalne ocieplenie i ogromna erozja […].
Globalne ocieplenie jest powodowane przez deforestację lasów tropikalnych, wydech pojazdów silnikowych i inne emisje pochodzące z użycia paliw kopalnianych, które powodują „efekt cieplarniany” poprzez tworzenie bariery, dzięki której ciepło nie może się wydostać i pozostaje blisko powierzchni planety. To zgromadzone ciepło zmienia chemiczną zawartość atmosfery i wzorce klimatyczne na całej planecie, powodując rekordowe susze, powodzie, pływy, burze śnieżne, huragany, fale gorąca i wielkie straty w wilgotności gleby. Wiemy teraz, że planeta nie jest w stanie w nieskończoność absorbować ciepło, które gromadzi się wraz z konsumpcją energii.

[…]


W tym samym czasie wzrost zanieczyszczeń i populacji dał nam kwaśne deszcze, erozję gleby, zanikanie zasobów wodnych i mokradeł oraz wyniszczenie tysięcy gatunków i wpisanie setek gatunków na listę gatunków zagrożonych.
W 1970 podczas dnia, który nazywano „dniem dla środowiska” prezydent Nixon powiedział: „Jakże dziwnym stworzeniem jest człowiek, że brudzi we własnym gnieździe”. Tą wypowiedzią Nixon pomógł propagować mit, według którego ekologiczny kryzys jest kwestią indywidualnego zachowania, a nie problemem o znaczeniu społecznym. W rzeczywistości problemem nie są wybory jednostek. Za ekologicznym kryzysem stoi rzeczywistość klasowych interesów i władzy.
Ciągle rozszerzający się kapitalizm i delikatna, skończona ekologia znajdują się na katastrofalnym kursie kolizyjnym. Nie jest prawdą, że rządzące polityczno-gospodarcze interesy temu zaprzeczają. O wiele gorzej niż zaprzeczają – są w stanie całkowitego antagonizmu wobec tych, którzy myślą, że planeta jest ważniejsza od korporacyjnych zysków. A więc zniesławiają ekologów jako „eko-terrorystów”, „środowiskowe gestapo”, „przytulaczy drzew” i propagatorów „zielonej histerii” i „liberalnych bzdur”.
Niektórzy ekologiczny aktywiści w tym kraju byli celem ataków terrorystycznych, dokonanych przez nieznanych sprawców. Te ataki otrzymały bezwarunkowe wsparcie ze strony organów ścigania.1 Autokratyczni rządzący w krajach takich jak Nigeria, ściśle powiązani z powodującymi zanieczyszczenia korporacjami naftowymi, wypowiedziały tak brutalną wojnę ekologom, że aż powiesili popularnego lidera Kena Saro Wiwa.
W ostatnich latach konserwatyści wewnątrz i poza kongresem, napędzani przez korporacyjnych lobbystów, wspierali rozwiązania, które: (1) wstrzymywały agencję ochrony środowiska przed zatrzymaniem przedostawania się toksycznych substancji do jezior i wód portowych, (2) wyeliminowały większość mokradeł, które miały stać się rezerwatami, (3) całkowicie zderegulowały produkcję chlorofluorowęglowodorów, które wyniszczają warstwę ozonową, (4) praktycznie całkowicie wyeliminowały standardy czystej wody i czystego powietrza, (5) otworzyły dziewicze sanktuarium arktycznej flory i fauny dla pozyskiwania ropy i gazu, (6) zdefundowały próby przekierowania surowych ścieków z dala od rzek i plaż, (7) sprywatyzowały i otworzyły parki narodowe dla komercyjnego rozwoju, (8) pozwoliły na nieograniczone pozyskiwanie drewna z tych niewielu pierwotnych lasów, które jeszcze istniały, (9) odwołały Endangered Species Act. Podsumowując, ich otwarcie przyznawanym celem było pozbycie się wszelkich metod ochrony środowiska, nieważne jak nieadekwatne były.
Konserwatyści utrzymują, że nie ma żadnego środowiskowego kryzysu. Technologiczny postęp będzie dalej sprawiał, że życie będzie lepsze dla coraz większej ilości ludzi. Można się zastanawiać, dlaczego interesy bogatych i potężnych podążają anty-środowiskową ścieżką, która wydaje się samobójcza. Mogą bezkarnie niszczyć zasiłki, publiczne mieszkalnictwo, publiczną edukację, publiczny transport, ubezpieczenia społeczne, Medicare, Medicaid, ponieważ ani oni, ani ich dzieci nie zostaną pozbawione środków do otrzymania tych wszystkich usług prywatnie. Ale środowisko to inna kwestia. Bogaci konserwatyści i korporacyjni lobbyści mieszkają na tej samej zanieczyszczonej planecie, co wszyscy inni, jedzą to samo jedzenie pełne chemikaliów i oddychają tym samym toksycznym powietrzem.
W rzeczywistości, nie żyją oni tak, jak inni. Doświadczają innej rzeczywistości klasowej. Mieszkają w miejscach, gdzie powietrze jest trochę lepsze niż w miejscach, w których mieszkają niższe i średnie klasy. Mają dostęp do jedzenia, które jest organiczne i specjalnie przygotowane. Krajowe toksyczne wysypiska i autostrady zazwyczaj nie znajdują się blisko ich szykownych osiedli. Ich drzewa i ogrody nie są spryskiwane pestycydami. Wycinanie drzew nie pustoszy ich rancz, posiadłości i miejsc, w których spędzają wakacje. Nawet kiedy oni lub ich dzieci spotkają się z poważną chorobą, taką jak rak, nie łączą tej tragedii z czynnikami środowiskowymi – chociaż dziś naukowcy wierzą, że większość przypadków raka powoduje ludzka aktywność. Zaprzeczają temu, że istnieje jakiś wielki problem, ponieważ oni sami powodują ten problem i temu problemowi zawdzięczają dużą część swojego bogactwa.
Lecz jak mogą zaprzeczać zagrożeniu ekologicznej apokalipsy, którą przyniesie […] globalne ocieplenie, znikającą glebę wierzchnią i umierające oceany? Czy dominujące elity chcą widzieć, jak życie na ziemi, wliczając w to ich własne życie – zostaje zniszczone? Na dłuższą metę rzeczywiście będą ofiarami swojej polityki, razem ze wszystkimi innymi. A jednak, tak samo, jak my – nie żyją na dłuższą metę, lecz żyją tu i teraz. Dla interesów rządzących na szali jest coś, co martwi ich nie w przyszłości, lecz martwi ich tu i teraz, i martwi ich to o wiele bardziej niż globalna ekologia: tym czymś jest globalna akumulacja kapitału. Los biosfery jest abstrakcją w porównaniu do losów czyichś własnych inwestycji.
Ponadto, podczas gdy zanieczyszczanie popłaca, ekologia kosztuje. Każdy dolar, który firma musi wydać na ochronę środowiska, to jeden dolar mniej w przychodach. O wiele zyskowniejsze jest traktowanie środowiska jak szambo, wprowadzając tysiące nowych i szkodliwych chemikaliów do atmosfery rok w rok, zrzucanie surowych ścieków przemysłowych do rzek lub zatok i zamienianie rzek w otwarte ścieki. Długoterminowe korzyści dbania o rzekę, która płynie obok jakieś społeczności (w której ci korporacyjni zanieczyszczający i tak nie mieszkają), nie jest dla nich tak ważne, jak natychmiastowe korzyści, które płyną ze środowiskowo kosztownych sposobów produkcji.
Energia słoneczna, wiatrowa i energia pływów może pomóc zatrzymać klimatyczną katastrofę, lecz byłaby katastrofą dla bogatych karteli naftowych. Sześć z dziesięciu największych globalnych korporacji przemysłowych jest zaangażowana głównie w produkcję ropy, benzyny i pojazdów silnikowych. Zanieczyszczenia pochodzące z użycia paliw kopalnianych oznaczają miliardy dolarów zysku. Ekologicznie odnawialne sposoby produkcji zagrażają tym zyskom.2
Ogromne i natychmiastowe osobiste korzyści są o wiele bardziej zachęcające, niż rozproszona strata, którą ponosi ogół społeczeństwa. Koszty przekształcenia lasu w pustkowie znaczą niewiele w porównaniu do zysków z pozyskania drewna.
Ten konflikt pomiędzy natychmiastową, prywatną korzyścią z jednej strony, a przyszłą, publiczną korzyścią z drugiej, funkcjonuje również na poziomie indywidualnego konsumenta. W długoterminowym interesie jednostki nie leży używanie pojazdu silnikowego, który przyczynia się do zmiany klimatycznej bardziej niż jakiekolwiek inne dobro konsumenckie. Ale mamy natychmiastową potrzebę transportu, by dostać się do pracy, czy by zrobić cokolwiek innego, co wymaga wykonania, więc większość z nas nie ma innego wyboru niż posiadanie i używanie samochodów.
„Kultura samochodowa” pokazuje w jaki sposób kryzys ekologiczny nie jest kwestią indywidualnego człowieka srającego do własnego gniazda. W większości przypadków „wybór” używania samochodu w ogóle nie jest wyborem. Ekologicznie wydajne i mniej kosztowne metody masowego transportu, takie jak elektryczne tramwaje, były z premedytacją wyniszczane od lat 30 w kampaniach dokonywanych przez przemysł motoryzacyjny, naftowy i przemysł produkcji opon. Korporacje zaangażowane w transport „postawiły Amerykę na kołach” w celu maksymalizacji kosztów konsumpcji dla ogółu i dla maksymalizacji zysków dla siebie. Środowisko może iść się j****.
Ogromne zainteresowania gigantycznych wielonarodowych korporacji mają większą siłę niż prognozy ekologicznego kryzysu. Trzeźwe głowy biznesu odmawiają wplątywania się w „histerię” środowiskową i wolą po cichu mnożyć swoje fortuny. Ponadto zawsze znajdzie się kilku ekspertów, którzy wyjdą naprzeciw wszystkim dowodom i powiedzą, że nie ma żadnych twardych dowodów, które popierałyby ekologów. Twarde dowody oznaczają w tym przypadku osiągnięcie punktu, z którego nie ma już odwrotu.
Ekologia jest głęboko sprzeczna z kapitalizmem. Wymaga ona planowanej, środowiskowo odnawialnej produkcji, zamiast zachłannej, nieuregulowanej produkcji. Wymaga skromniejszej konsumpcji a nie sztucznie stymulowanego i ciągle rosnącego konsumpcjonizmu. Potrzebuje naturalnych systemów energetycznych o niskim koszcie dla środowiska, a nie zyskownych, kosztownych dla środowiska, zanieczyszczających systemów. Implikacje ekologii dla kapitalizmu są zbyt potworne, by kapitaliści śmieli je w ogóle rozważyć.
Ci w wyższych sferach, którzy kiedyś zatrudnili czarne koszule (faszystów) by zniszczyć demokrację w obawie o swoje klasowe interesy, nie mieli żadnego problemu ze zrobieniem tego samego przeciwko „eko-terrorystom”. Ci, którzy wypowiedzieli bezlitosne wojny czerwonym nie mają żadnego problemu, by wypowiedzieć wojnę zielonym. Ci, którzy dali nam ubogie pensje, wyzysk, bezrobocie, bezdomność, rozpad miast i inne represyjne warunki gospodarcze nie są zbyt zakłopotani zaopatrzeniem nas w kryzys ekologiczny. Plutokraci są o wiele bardziej przywiązani do swojego bogactwa niż do planety, na której żyją, są bardziej zmartwieni losami swoich majątków niż losami Ziemi.
Walka o ekologię jest częścią samej walki klasowej, a to jest fakt, który zdaję się, że nie został dostrzeżony przez wielu ekologów. Nadchodząca eko-apokalipsa jest czynem klasowym. Została stworzona przez i dla korzyści niewielu, a wielu ponosi tego koszta. Problem leży w tym, że tym razem czyn klasowy może zniszczyć nas wszystkich, raz na zawsze.3
W stosunku pomiędzy bogactwem i władzą, na szali nie leży wyłącznie gospodarcza sprawiedliwość, lecz sama demokracja i przetrwanie biosfery. Niestety walka o demokrację i logiczny, zdrowy rozsądek najpewniej nie będzie posunięta do przodu przez modnych, posługujących się żargonem teoretyków, którzy traktują klasę jako przedawnione pojęcie i którzy zdają się być gotowi, by wziąć pod uwagę wszystko prócz realiów władzy kapitalistycznej. W tym nie różnią się wiele od ideologii, której twierdzą, że się sprzeciwiają. To oni są tymi, którzy muszą zejść na ziemię.
Jedyną siłą, która może w końcu odwrócić bieg wydarzeń w lepszym kierunku, są doinformowani i zmobilizowani obywatele. Jakiekolwiek nie byłyby ich niedociągnięcia, ludzie są naszą największą nadzieją. W końcu jesteśmy nimi. Nieważne, czy kręgi rządzące dalej noszą czarne koszule, czy też nie i czy ich wrogami są czerwoni, czy nie – wszystko trwa dalej, walka trwa dalej, dziś, jutro i przez całą historię.

Dodatkowe informacje

W tym nagraniu czytam ostatnią sekcję ostatniego rozdziału książki Michaela Parenti pod tytułem „Blackshirts and Reds”. W tej sekcji Michael Parenti przedstawia kwestię globalnej katastrofy klimatycznej jako efekt dynamik klasowych i krytykuje to, że ruchy próbujące przedziwdziałać katastrofie pomijają tę kwestię.

Wersja PDF