Michael Parenti
Morderstwo Juliusza Cezara
Linki:Jeśli mi pozwolicie, dzisiaj chcę spróbować zabrać was 2000 lat wstecz i zapewnić wam poczucie, że tam żyli rzeczywiści ludzie walczący o rzeczywiste sprawy, które są tak samo ważne i dziś. Mam na myśli – wiecie – kiedy myślimy o starożytnym Rzymie wyobrażamy sobie obraz z Hollywoodu co nie? Widzimy tych kolesi chodzących w togach, dokonujących donośnych wypowiedzi, pytających się, jak czuje się cesarz i tak dalej. Ja mam zamiar mówić o czasach poprzedzających tych wszystkich cesarzy, mam zamiar mówić o okresie znanym jako późna republika – od około roku 133 PNE do 44 PNE – czyli do czasu morderstwa Juliusza Cezara. Będę kładł nacisk na późniejszą część tego okresu.
Najpierw chcę powiedzieć coś o historii. Nasze wyobrażenie przeszłości jest tworzone w dużej mierze przez wygranych. Głosy przegranych są uciszane i docierają do nas jedynie przez starannie pielęgnowane filtry. Zgadzam się z Catherine Morland, która powiedziała: „to raczej zastanawiające, że historia jest tak nudna, skoro znaczna część historii musi być zmyślona”.
Walka o zdobycie kontroli nad pracą, ziemią i bogactwem społeczeństwa – która jest siłą napędową historii – nazywa się walką klasową. Ta walka klasowa znajduje swoje odbicie również w zapisywaniu samej historii. Spisywanie historii przez długi czas było uprzywilejowanym zadaniem, którego podejmował się kościół, dwór królewski, bogaci mieszczanie, agencje rządowe, uniwersytety i korporacyjnie finansowane fundacje.
Istniejące władze nie tylko usiłują kontrolować wydarzenia, lecz próbują również kontrolować nasze wspomnienia i nasze zrozumienie tychże wydarzeń – a to samo w sobie jest częścią kontrolowania wydarzeń. Społeczny kontekst, w którym spisywana jest historia, w ogromnym stopniu wpływa na historię, która zostanie spisana i rozdystrybuowana.
Edward Gibbon – autor monumentalnej pracy pod tytułem „Historia i upadek Imperium Rzymskiego” – już w późnym 18 wieku był całkowicie świadomy klasowej rzeczywistości pisania historii. Gibbon pisał o tym, że historia powinna być spisywana przez dżentelmenów. Czy to nie jest interesujące? Dżentelmenów, którzy mają środki i czas, by podążać za takowym powołaniem. W jego własnych słowach – nędzne byłyby owoce pracy tych, których codzienne wysiłki są stymulowane codziennym głodem. Gibbon stworzył to, co ja nazywam historią dżentelmeńską. Jest to gatunek historii, który jest głęboko przesiąknięty ideologicznymi perspektywami klas wyższych.
Patrząc wstecz aż do starożytności znajdziemy wielu dżentelmeńskich historyków, którzy posiadali ideologiczną perspektywę i uprzedzenia klas rządzących lub klas wyższych. Homer, Herodot, Tukidydes, Polibiusz, Cycero, Liwiusz, Plutarch, Swetioniusz, Appian, Józef Flawiusz, Tacyt – to są ci, których sam czytałem. Prawie wszyscy z nich mają raczej pogardliwą opinię o zwykłych ludziach, może oprócz Plutarcha. Jest on wyjątkiem i chcę go częściowo oczyścić z tych zarzutów, ponieważ czasami potrafi napisać połowicznie wyrozumiały komentarz na ich temat.
Gibbon był członkiem parlamentu. Był poplecznikiem Imperium Brytyjskiego. Głosował przeciwko zapewnieniu większej wolności mieszkańcom kolonii w Ameryce. Nienawidził i był przerażony egalitarianizmem rewolucji francuskiej. Gibbon nie miał żadnego problemu w stworzeniu bajecznego, pasterskiego obrazu Imperium Rzymskiego jako – parafrazując – miejsca, gdzie wszystkie pokonane ludy złączyły się w jeden, wspaniały lud, a części tego ludu nie miały żadnej chęci odzyskania niepodległości i cieszyły się korzyściami władzy Rzymskiej. Władza ta była kierowana przez absolutną potęgę, cnotę i mądrość.
Chodzi mi o to, że rzadko słyszymy o imperiach budowanych na złupionych miastach, spalonych plonach, rozbitych armiach, zniewolonych więźniach, okropnie zubożonych i wysoce opodatkowanych populacjach. Jeden z wybitnych dwudziestowiecznych brytyjskich historyków, Cyril Robinson, zaproponował teorię imperium stworzonego stochastycznie. Stochastycyzm to teoria, wg której wszystkie wydarzenia są losowe i nie kryją za sobą jakiegoś celowego działania, nie są świadomie projektowane. Zacytują teraz Robinsona: „Jest to być może równie prawdziwe zarówno dla Rzymu i Wielkiej Brytanii, że oba te imperia osiągnęły światową dominację w efekcie roztargnienia”. Ta. I znów widzimy tą samą bajeczkę imperializmu bez imperialistów. Czy to nie jest niesamowite? A może macie jakąś teorię spiskową? Może myślicie, że ktoś serio zbudował te imperia? Że ktoś to planował? Że ktoś starał się, podejmował zaplanowane działania, budował armie i decydował, które miejsca opłaca się podbijać? Myślicie, że ktoś to serio przemyślał? Nie – to było roztargnienie! Po prostu wstawali rano i mówili – hmmm, spójrzmy z kim dzisiaj będziemy walczyć, co będziemy dzisiaj robić.
Ten motyw jest nam bardzo znany. Słyszeliśmy to samo o USA przez pół wieku. Słyszałem, że USA zostało wepchnięte na arenę światową, gdyż niechętnie musiało przyjąć rolę światowego lidera, by sprostać wyzwaniom 20 wieku. Nigdy nie mówią nam, kto dokonał tego wepchnięcia, w czyim interesie i jakim kosztem wobec ludzi w kraju i poza nim, oraz dlaczego USA nadal pozostaje tym światowym liderem. Tak po prostu ma być. Nawet bez straszydła w postaci światowego spisku komunistycznego, którego można było używać jako wymówki.
Wraz ze swoimi klasowymi uprzedzeniami historyk-dżentelmen ma wielką szansę być męskim suprematystą. Czy jesteście zaskoczeni? Czy ktokolwiek tu jest zaskoczony? Gibbon dla przykładu opisuje żonę jednego z cesarzy: „Jednoczyła wraz z żywą wyobraźnią stanowczość umysłu i siłę osądu, którymi rzadko obdarowana jest jej płeć”.
Sytuacja rzymskich kobiet jest zazwyczaj pomijana. Często umierały one młodziej niż mężczyźni z powodu porodów, wycieńczenia, złego traktowania, niedożywienia. Kobiety, które żyły pod panowaniem jakiegoś mężczyzny – Pater Familias, męża lub opiekuna – musiały odnosić się do mężczyzn zachowując przyzwoite i słodkie usposobienie.
To brzmi znajomo, co nie? Przy okazji – w ostatnich dekadach powstały pewne feministyczne badania i nauka o rzymskich kobietach poprawiła się nieco.
Niektórzy historycy-dżentelmeni pozwalają, aby do ich pracy wdzierała się dostrzegalna ilość etnicznej i etniczno-klasowej bigoterii. Cyril Robinson twierdzi, że „czystość krwi rzymskiej zaczynała być zanieczyszczana przez proletariuszy greckiego i orientalnego pochodzenia – ludzi o słabym charakterze, którzy byli niezdolni asymilować się i przyjąć narodowe nawyki przyzwoitości i opanowania. Chociaż oczywiście nie wszyscy Grecy byli zdeprawowani i nieprzyzwoici”. To zawsze miłe, kiedy bigota próbuje przemycić swoją bigoterię w zdaniu, które ma przypominać zdanie zrównoważone, wykwalifikowane. Wiecie co? Niektórzy z moich najlepszych przyjaciół to niezdolni ludzie o słabym charakterze.
Wielki Theodor Mommsen. Mommsen opisuje forum rzymskie jako „zebranie w postaci festiwalu krzyczenia, dostępne dla każdego, kto kształtem przypomina człowieka – Egipcjan, Żydów, ulicznych chłopców, niewolników i wyzwolonych z niewoli i greków”. Dalej robi się lepiej, albo raczej gorzej. Jerome Carcopino, kolejny wybitny klasista, pisze, że „krzyżowanie się rzymskich arystokratów i ich niewolnic lub kobiet wyzwolonych z niewoli doprowadziło do hybrydyzacji zbliżonej to tej, która niedawno zanieczyściła inne ludy posiadające niewolników. To poważnie nasiliło narodowy i społeczny rozpad Rzymu”. Żaden segregacjonista lub nazistowski teoretyk rasowy nie ująłby tego lepiej. To wszystko są słowa szanowanych historyków.
Prekursorem wszystkich historyków-dżentelmenów późnej republiki, źródłem wszelkiej historii dżentelmeńskiej późnego okresu republiki, który sam był ważnym jej uczestnikiem, był Cycero, który przez wieki był czczony przez profesorów i nauczycieli. Cycero występował przeciwko Grekom i Żydom, którzy lgnęli do demokratycznych przywódców. „Zubożone jednostki często wprowadzają zamieszanie na naszych zebraniach. Grecy uciekają się do bezwstydnego kłamania, a Żydzi poddają się barbarzyńskim przesądom. Wiesz, jak trzymają się razem i jak wpływowi są na nieoficjalnych zebraniach”. Czy to brzmi znajomo?
Choć w formie była republiką, jak demokratyczna była późna republika pod względem jej rzeczywistej społecznej zawartości? Na dnie porządku społecznego była wielka populacja niewolników – około jedną trzecią całej populacji stanowili niewolnicy. Wielu z nich zostało zaharowanych na śmierć w kopalniach i na plantacjach – czy też jak je nazywano – w latifundiach. Na następnym szczeblu była masa wolnych Rzymian, proletariuszy, wielu z nich było wyzwolonymi niewolnikami lub potomkami niewolników, którzy żyli na granicy przetrwania w zubożonych miasteczkach na terenach dzisiejszych Włoch, lub żyli stłoczeni w kiepsko wentylowanych, pełnych chorób kamienicach Rzymu. W niestabilnych konstrukcjach – niektóre miały nawet osiem lub dziewięć pięter – które często ulegały pożarom, zapadały się, nie posiadały bieżącej wody ani wentylacji. Na szczeblu niedaleko wyżej znajdowali się rolnicy i mali posiadacze ziemi na obrzeżach miasta i dalej. Stopień nad nimi znajdowała się mała klasa średnia składająca się z pomniejszych państwowych oficjałów, handlarzy, pracodawców w lekkim przemyśle.
A szczebel nad nimi znajdowała się klasa składająca się z kilku tysięcy multimilionerów. Klasa zwana ekwitami – ponieważ historycznie ich własność sprawiała, że mogli służyć jako kawaleria w elitarnych oddziałach konnych – chociaż w późnym okresie republiki większość z nich najpewniej nigdy nie siedziała nawet na koniu. Ekwici byli państwowymi wykonawcami, bankierami, handlarzami, poborcami podatków i właścicielami ziem.
Na samym szczycie tej społecznej piramidy byli arystokraci – właściciele ziemscy, którzy byli częścią Rzymskiego senatu i którzy trudzili się biznesem, spekulacją i bankowością wraz z ekwitami, lecz którzy oprócz tego posiadali ogromne połacie ziemi i żyli w obscenicznym luksusie. Różnica pomiędzy ekwitami i arystokracją była głównie kwestią pochodzenia niż bogactwa. Arystokraci byli właścicielami ziem, na których nawet nie bywali. Posiadali rozległe plantacje, na których pracowały wielkie populacje niewolników. Arystokraci nie robili wiele dla tej ziemi, oprócz zapewniania niewolników, by wyzyskiwać, wyciskać z tej ziemi zyski dla siebie. Oni sami żyli w posiadłościach. Nawet Cycero, który nie był być może pośród samych najbogatszych, posiadał osiem willi i wiele kamienic wewnątrz miasta. A propos – bardzo niewielu dzisiejszych historyków zwraca uwagę na fakt, że Cycero był lordem slumsów, który chwalił się jak zyskowne są jego kamienice. Jeden z powodów, dla którego były one tak zyskowne, było to, że czynsze były tak wysokie, że proletariusze nie mogli ich opłacić, a więc musieli mieszkać w wiele rodzin w jednym mieszkaniu i powstawało ogromne przeludnienie.
Arystokracja stawała się jeszcze bogatsza poprzez uzurpowanie nadmiaru produktu rolniczego. Mniej więcej pomiędzy 3cim a 2gim wiekiem PNE zaszedł pewien proces. Poza Rzymem były rozległe tereny rolnicze, które były własnością państwa i które przez pokolenia były uprawiane przez małe kolektywy niezależnych, wolnych rolników. Wykarmiały one całe miasto Rzym. Lecz w czasie wojny, kiedy wielu małych rolników było w armii, farmy nie mogły nadążyć z produkcją. A więc arystokraci wykupili je po zaniżonych cenach. Albo używali metody coraz częściej używanej bliżej drugiego stulecie PNE. Najmowali bandytów, którzy przepędzali rodziny z państwowej ziemi, by zastąpić ich niewolnikami.
Ten proces został w większości ukończony przed drugim wiekiem PNE. Ale jest on na różne sposoby kontynuowany do dziś w różnych częściach świata, wliczając w to USA. Ten proces popiera tezę, którą zaprezentowałem w książce „Dirty Truths” – a mianowicie, że to bogactwo tworzy biedę. Rzadko myślimy o tym jako o problemie dystrybucji. Lecz w rzeczywistości to jest dynamika.
Rzym był republiką bardziej w formie niż w treści. Lecz warto wspomnieć, że nawet sama forma nie była zbyt demokratyczna, gdyż wszystkie ważniejsze decyzje polityczne były podejmowane przez senat – nie-elekcyjne zgromadzenie arystokratycznej oligarchii liczące 600 bogaczy. Senat decydował o polityce zagranicznej, wyznaczał prowincjonalnych gubernatorów, kontrolował i ciągnął za sznurki republiki. Senat kontrolował użycie armii i wyznaczanie najważniejszych przywódców militarnych. Członkowie senatu nie byli wybierani przez nikogo. To była oligarchia, która sama wybrała siebie na to stanowisko. Wraz z senatem istniały dwa, a potem trzy zebrania organizowane na podstawie plemiennych przynależności i na podstawie posiadanej własności. Na tych zebraniach bogaci posiadali więcej głosów. Na zebraniu plemiennym proletariat posiadał jeden głos, a najbogatsi czternaście, czy dwadzieścia, jeśli dobrze pamiętam. A więc bogaci byli w stanie przegłosować większość kwestii.
Ci obecni na zgromadzeniach mogli głosować na propozycje podane przez jeden z wyższych magistratów. Mogli jedynie powiedzieć tak lub nie i nie posiadali prawa proponowania poprawek. Mogli wybierać kandydatów jedynie z list przygotowanych przez państwowych oficjałów, zazwyczaj zaproponowanych przez senat. Debata na zgromadzeniu była ograniczona do tych, którzy otrzymali zaproszenie od magistratu, który wezwał to zebranie.
Cyril Robinson nie znajduje nic złego w takim ustawieniu. Pisze: „ci, którzy nosili większe brzemię walczenia i finansowania wojen Rzymu powinni również posiadać większy głos w kierowaniu kursem Rzymu”. Cóż… W rzeczywistości najbogatsi nie nosili większego brzemienia w postaci walczenia – to niebezpieczne zadanie spadało głównie na barki zwykłych ludzi. W rzeczywistości bogaci senatorowie nie nosili nawet wiele z finansowego obciążenia. A może nie nosili nawet jakiegokolwiek finansowego obciążenia. Nie płacili podatków, pożyczali pieniądze państwu, które były im spłacane z odsetkami z funduszy, które państwo zebrało z podatkowania biedniejszych w Rzymie i poza nim. Powstawała redystrybucja bogactwa w górę, która brzmi bardzo znajomo.
Aby stawić się jako kandydat w wyborach trzeba było być bogatym, lub posiadać wsparcie bogaczy. Kupowanie głosów było powszechne. Kandydaci rzadko reprezentowali zasady lub programy, które różniłyby ich od siebie. Kładli nacisk na swoje osobiste zalety, ich uczciwość, przywództwo, prestiż, nazwisko, ich powiązania z ważnymi osobistościami, ich byłe działania i wojenny heroizm. Czy cokolwiek z tego brzmi znajomo? Jedyne czego im brakowało, to telewizji.
Powiedziałbym, że wewnątrz senatu kontrola była skoncentrowana w walce około dwudziestu arystokratycznych rodzin o zarówno patrycjuszowskim, jak i plebejskim pochodzeniu. Zawsze słyszeliśmy o walce patrycjuszy i plebejuszy. Lecz wtedy ta walka była już zakończona. Bogaci plebejusze byli teraz w senacie, byli częścią arystokracji. Jeżeli miałeś wystarczająco pieniędzy, w trakcie kilku pokoleń mogłeś wejść po drabinie. Oczywiście, że istniały genealogie i każdy dobrze wiedział, kto jest patrycjuszem a kto plebejuszem. Lecz wielu najbogatszych senatorów było plebejuszami i byli reakcjonistami – byli arcy-konserwatystami, byli elitą, byli elitarną częścią senatu.
W połowie drugiego wieku PNE, w czasach Tyberiusza Grakchusa, ta grupa podzieliła się na dwie grupy, a większa z nich nazywała się Optimates – tłumacząc dosłownie, sami skromnie nazwali siebie „najlepszymi”. Byli konserwatystami oddanymi polityce rozszerzania gospodarczych przywilejów bogatych i dobrze urodzonych. Druga, mniejsza frakcja elitarnej części senatu nazywała się Populares. Byli reformatorami przejawiającymi tendencje demokratyczne, którzy czasami stawali po stronie zwykłych ludzi przeciwko samemu senatowi i przeciwko zgromadzeniom. Posiadali pewien wpływ. Przy rzadkich okazjach, jeśli sprzyjała im wystarczająca jedność i masowa mobilizacja, byli wstanie przepchnąć zmiany, które sprzeciwiały się dominującej frakcji senatu. Lecz to nie był częsty przypadek. Dzisiejsi historycy są całkowicie świadomi tego, że senat cieszył się prawie monopolem na niedemokratyczną władzę, a jednak są pełni podziwu dla tych oligarchów, opisując ich jako… dam wam tutaj kilka cytatów: „wychowanych w silnej tradycji ostrożnego zdrowego rozsądku i opanowania. Byli odważnymi i zrównoważonymi patriotami”. Historycy patrzą bardzo łaskawie na tę republikę dla niewielu. Dla nich senatorska plutokracja jest akceptowalna i mniej niebezpieczna niż proletariacki egalitaryzm. Wychwalają Cycero – wzbogacającego siebie lorda slumsów i właściciela niewolników, rzecznika klasy rządzącej, kata i oligarchy. Uważają go za orędownika wolności, który sprzeciwił się Juliuszowi Cezarowi i który odmówił życia w tyranii.
Jakieś 95% dzisiejszych historyków popiera Cycero. Jedynie garstka, taka jak Arthur Kaplan, G. E. M. de Ste. Croix, ja – jeżeli kwalifikuję się jako historyk – i jedynie kilku innych; jedynie garstka jest przychylna Populares i Demokratom.
Co to mówi o naszym systemie edukacji i naszych uniwersytetach? Cycero – ten wielki orędownik republikańskiej wolności – brzydził się takimi rzeczami jak anonimowymi głosowaniami. Mówił, że anonimowe głosowanie – to znaczy głosowanie, w którym nikt nie wie na kogo głosujesz – ułatwia zwykłym ludziom niezależne działanie i dokonywanie szkód. Rok po morderstwie Cezara w 44 PNE Cycero, który nie znajdował się pośród morderców, ale im pogratulował i w pełni ich popierał, napisał do Brutusa i innych, wzywając do „upuszczenia krwi, jako ostatecznego rozwiązania kwestii Demokratów. Nie powinniśmy być łaskawi, powinniśmy być surowi. Jeżeli będziemy łaskawi wojny domowe nigdy się nie zakończą. Potrzebujemy podjąć ekstremalne środki”.
Należy wspomnieć rolę Cycero jako konsula dwadzieścia lat wcześniej, kiedy dokonał kampanii przeciwko reformatorom senatu i bez procesu sądowego nakazał egzekucję pięciu ludzi, których oskarżył o konspirację przeciwko państwu na podstawie bardzo niespójnych i nadinterpretowanych dowodów. Ta sytuacja nazywana jest Sprzysiężeniem Katyliny.
Niewielu dzisiejszych historyków poważnie potępia to okrucieństwo. H. H. Scullard, jeden z wiodących klasistów twierdzi, że Cycero mógł być „odrobinę zbyt pochopny, ale miał dobre powody, by czuć, że wykonał swój obowiązek. W rzeczy samej uratował swój kraj”.
Za tą chęcią represjonowania sił ludowych kryje się chroniczny strach przed demokratycznymi nadużyciami przez lud. Nie mówię tu o st. Croix, lecz o Scullardzie i innych z nim powiązanych. Możemy zrozumieć Croix, był arystokratą. Lecz wśród innych istnieje ten sam strach przed demokratycznymi ekscesami, przed ludem, który się mobilizuje i dokonuje agitacji. Ta mobilizacja i agitacja musi zostać ograniczona przez wyższe klasy – przez ludzi umiarkowanych i uczciwych. To umiarkowanie i uczciwość klas wyższych istnieje przede wszystkim w głowach historyków-dżentelmenów, a nie w rzeczywistości.
Nie mówi się nic o tych, którzy ograniczali tych na szczycie – którzy ograniczali tych, którzy mają rzeczywistą władze i ciągle jej nadużywają. Najlepiej znanym i być może największym liderem Populares był Juliusz Cezar – lecz dzięki temu, w jaki sposób opowiadana jest historia, niewielu z nas słyszało o jego roli jako członka Populares. Opowiem o kilku rzeczach, które Cezar zrobił jako konsul oraz co zrobił później, po wojnie domowej, kiedy zdobył władzę. Jako konsul założył nowe osady dla weteranów swojej armii i ośmiuset osiemdziesięciu tysięcy rzymskich proletariuszy. Dokonał redystrybucji części najlepszych ziem okolic Rzymu i innych miejsc dla 20 000 biednych rodzin, które miały trójkę lub więcej dzieci. Cezar wysłał wielu bezrobotnych proletariuszy, by odbudowali starożytne miasta w koloniach, albo zapewnił im zatrudnienie przy pracach publicznych wewnątrz Rzymu. Planował nakazać, by siła robocza wielkich właścicieli ziem składała się przynajmniej w 1/3 z zatrudnionych, opłacanych ludzi wolnych, a nie z niewolników. Ta zasada miała sprawić, że część bogactwa arystokrata wypłacał pracownikom w pensjach, a więc obniżała tempo akumulacji bogactwa. Zasada ta również miała obniżyć bezrobocie i przestępczość i zapewnić mieszkania dla biednych najemców. Cezar również zwolnił biedne i średnio zamożne domostwa z płacenia czynszu przez rok. Idąc w kroki Gajusza Grakchusa i innych Populares Cezar podniósł cła na luksusowe importy. To miało na celu zachęcenie rozwoju krajowego przemysłu oraz zmuszenie bogatych, by płacili coś na rzecz państwa, jeżeli chcą cieszyć się swoim obscenicznie rozrzutnym stylem życia.
Cezar usiłował ustanowić uczciwą administrację w prowincjach, gdzie zachłanni gubernatorowie żerowali na podbitych ludach. Uratował niektóre prowincje przed bezlitosnymi poborcami podatków, ustanowił maksimum podatków i wyeliminował samowzbogacających się pośredników. Wydalił z senatu wszystkich powiązanych z prowincjonalną grabieżą. Ułatwił życie ogromnym ilościom dłużników zezwalając im na to, by spłacali długi po niższych, przedwojennych cenach. Usunął opłaty, które nakładano na dłużników, jeżeli nie byli oni w stanie spłacać swoich długów. Sprawił, że opłacanie odsetek obniżało również samą kwotę długu, a nie tylko spłacanie samych odsetek. Ah, gdybyśmy byli w stanie sprawić, żeby banki zrobiły tak dzisiaj. Cezar anulował wszystkie odsetki nagromadzone przez okres wojny domowej i niestabilności politycznej. Samo to sprawiło, że, jak wylicza Swetoniusz, ćwierć wszystkich długów została wymazana, a bogacze ponieśli ogromne straty.
A propos, istnieją dwie teorie wyjaśniające, dlaczego ludzie popadają w długi. Jedną z nich jest to, że ludzie są pozbawieni wystarczającego przychodu, poddani wysokim podatkom i nie są w stanie zarobić wystarczająco, aby zatrzymać dla siebie wystarczająco z tego, co zarobili, a więc muszą pożyczyć pieniądze, co staje się obligacją do pracy wykonanej w przyszłości. Lecz teraz część pieniędzy schodzi im na spłatę odsetek, a więc mają jeszcze mniej środków na zaspokojenie potrzeb i muszą znów pożyczać, a więc utykają w pogłębiającym się cyklu. Muszą sprzedać to, co mają, a czasem nawet sprzedają siebie lub swoje dzieci. Ludzka niezależność mogła być traktowana jako własność. Taki był los wielu mieszkańców późnej republiki i taki jest los wielu dzisiaj, gdy widzimy całe narody, które utknęły w cyklu pogłębiającej się biedy, sprzedaży ziemi i pracy przyszłych pokoleń dla międzynarodowych inwestorów lub bogatszych narodów na niesprawiedliwych warunkach.
Druga teoria twierdzi, że ludzie popadają w długi, gdyż są nieodpowiedzialni i próbują żyć na koszt innych. Ta teoria odwraca role tego, który cierpi i tego, który zyskuje. Wierzyciel jest widziany jako ofiara, a dłużnik jest widziany jako oprawca. Jedyny problem tego modelu, moim zdaniem, to to, że jest on aplikowany do niewłaściwej grupy społecznej – do biednych. W rzeczywistości istnieje wielu, którzy pochodzą z uprzywilejowanych sfer społeczeństwa, którzy żyją rozrzutnie i kultywują magiczną sztukę pożyczania w nieskończoność i nie spłacania nigdy. Takie nielimitowane kredyty raczej są zapewniane nie biednym rolnikom i robotnikom, a tym o bardziej fortunnym pochodzeniu.
Wysiłki Cezara w uśmierzaniu długów miały na celu pomoc nie najbogatszej mniejszości, a harującym masom. Cycero, dla którego takie reformy były równoznaczne podważeniu państwa i rewolucji, wyraża strach wielu przedstawicieli swojej klasy. „Przewiduję rozlew krwi, napad na prywatną własności, powrót wygnanych i umorzenie długów”. Cycero wierzył, że „Cezar nie będzie miał litości w mordowaniu szlachty i grabieży”. W rzeczywistości Cezar wykazywał niesamowitą łagodność wobec swoich wrogów po wojnie domowej. W niektórych przypadkach nawet oszczędził życia tych, którzy później brali udział w spiskach przeciwko niemu. Wielu historyków twierdzi, że celem Cezara było zdobycie i utrzymanie autokratycznej władzy. Mamy nawet słowo „Cezaryzm”. Dziś nie używa się go tak często, nie jest już tak modne jak w 19stym wieku, gdy używano go do określenia autokracji.
W rzeczywistości, podczas gdy Cezar faktycznie gromadził władzę, powinniśmy również zwrócić uwagę na to jak jej używał i w jakim celu. Kto na tym skorzystał. Dam wam wiele przykładów. Cezar sam powiedział: „jestem już nasycony władzą i chwałą. Ważną rzeczą jest teraz, by wprowadzić zmiany”. Cezar był również zajęty unikaniem kolejnej wojny domowej.
Nie wiem, co Cezar by zrobił, gdyby żył dłużej, ale mogę dać wam wskazówki. To jak potraktował Ateny sugeruje, że mógłby prędzej czy później podjąć kroki, by zdemokratyzować rzymską konstytucję. Po wojnie domowej przebaczył Ateńczykom za to, że poprarły Pompejusza i wprowadził demokratyczną konstytucję w tym mieście. Ateny nie miały demokratycznej konstytucji pod władzą rzymską przez ponad sto lat.
To pewnie dlatego Ateny stanęły po stronie Pompejusza. Ateny były rządzone przez arystokratów, którzy widzieli wspólne klasowe interesy z siłami, które wspierały Pompejusza, czyli z siłami senatorów-oligarchów.
Cezar usiłował wzmocnić demokratyczne siły poprzez zapewnienie praw populacji w częściach Galii, które podbił. Z pewnością był to oświecony czyn.
We wczesnych latach swojej kariery pomógł odwrócić reakcyjną legislaturę Suli. Sula był dowódzcą wojskowym w okolicach roku 80 PNE. Sula dokonał zamachu stanu, zamordował około 1600 ekwitów i około 50 senatorów i tysiące innych demokratycznie nastawionych ludzi. Robił wszystko, by umocnić władzę oligarchów w senacie. Był Pinochetem późnej republiki. Obalił zgromadzenia ludowe – a jeśli nie obalił je całkowicie, to w praktyce je zdusił. Cofnął rzymską konstytucję o jakieś dwieście lat. Cezar przyszedł i odwrócił te zmiany. Wycofał różnorakie reakcyjne prawa, które wprowadził Sulla.
Cezar zaczął rutynowo omijać senat i zadawał się jedynie ze zgromadzeniami. To był ruch w demokratycznym kierunku. Ale historycy-elityści od Cycero aż po dziś dzień widzieli ten ruch jako autokratyczne pogwałcenie procedur.
Cezar zapewnił obywatelstwo wszystkim lekarzom i profesorom sztuk wyzwolonych, by zachęcić ich, aby pozostali w Rzymie. Cezar planował zapewnić rzymianom najlepsze możliwe publiczne biblioteki. Cezar zagwarantował Żydom prawo do praktykowania swojej religii i prawdopodobnie był jednym z pierwszych liderów starożytności, który zapewniał wolność religijną. Samo to są już czynności, które wskazują na kogoś innego niż niedemokratycznego tyrana.
Jedną z pierwszych czynności Cezara po zostaniu Konsulem było codzienne publikowanie ustaleń senatu i zgromadzeń tak, by podlegały one jakiemuś publicznemu wglądowi, oraz, by upokorzyć senatorów. Gdy był konsulem po raz pierwszy regularnie ignorował veto senatorów, usprawnił rejestrację wyborców. Po wojnie domowej sprawił, że połowa magistratu była wybierana elekcyjnie, a połowa była wyznaczana przez niego samego, co całkowicie omijało senat. Zakończył rozpoczęte przez Cycero polowania na demokratów, doprowadził Cycero do wygnania i wzniecił panikę w szeregach reakcjonistów. To wszystko było częścią jego wojny przeciwko Optimates.
Znacznie rozszerzył członkostwo w senacie, zapełnił szeregi senatu ekwitami, szlachtą z Galii, a jeśli tego było mało, wpuścił do senatu niewielką ilość liberini. Liberini byli synami wyzwolonych niewolników, którzy zostali wyróżnieni za swoje zasługi. Nie trzeba wspominać, że to wszystko było wielce pogardzane przez oligarchów i Optimates, a więc nie jest też niespodzianką, że Cezar był wspierany przez rzymski proletariat oraz wielu przedstawicieli wyższej klasy średniej oraz przedsiębiorców zadowolonych z uporządkowanej administracji.
Niektórzy z demokratów w Rzymie domagali się całkowitej socjalnej rewolucji, redystrybucji bogactwa dla biednych, niektórzy chcieli nawet wyzwolenia niewolników, zapewnienia obywatelstw zagranicznym.
Cezar znalazł użytek dla ich wsparcia, ale był reformatorem, a nie rewolucjonistą. Cezar obalił wszystkie gildie rzemieślników. Powstawało wiele nowych zrzeszeń ludzi pracujących, Cezar obalił je wszystkie, oprócz tych najstarszych. Nie spełnił wszystkich wymagań demokratów co do umarzania długów. Zgromadził wiele władzy i sam ustanowił siebie cesarzem, czy imperatorem Rzymu. Słowo imperator było tłumaczone przez zbyt wielu historyków jako dyktator. Zarówno imperator, jak i to drugie łacińskie słowo – dictator – były zbliżone raczej do naczelnego dowódzcy. Ich kadencja miała trwać sześć miesięcy, ale mało prawdopodobne, że zostaliby u władzy tylko na sześć miesięcy.
Plutarch donosi, że dominacja Cezara sprawiła, że senat i szlachta bała się, zę „wzbudzi teraz lud do każdego rodzaju zuchwalstwa”. Najgorsze zuchwalstwo było oczywiście tym, że lud domagał się więcej dla siebie. Cezar został zamordowany, kiedy prowadził zebranie senatu w 15 marca 44 PNE. Idy marcowe według kalendarza rzymskiego. Został zamordowany przez tuzin senatorów, których znał. Przeciwko Cezarowi istniało wiele spisków. Cezar wiedział o nich, ale nie robił nic przeciwko temu. Po prostu dawał im znać, że wie o spisku, a oni natychmiast kurczyli się i bali się prowadzić spisek.
Historia została opowiedziana przez Swetoniusza, Appiana, Plutarcha – jest wiele opisów tej sytuacji. Wchodził do senatu i odwołał swoich hiszpańskich strażników. Miał hiszpańskich ochroniarzy. Dobrych wojowników, którzy byliby w stanie pokonać cały senat, a tym bardziej tuzin zabójców – lecz odwołał ich i wszedł bezbronny. Gdy wchodził, ktoś dał mu kawałek papieru. Napis na papierze mówił mu, żeby był ostrożny, gdyż szykuje się atak na niego. Włożył ten papier w stertę papierów, które miał i kiedy wszedł, pierwszy senator, który podszedł do niego z propozycją uchwały wbił mu sztylet. Następni podeszli i również go dźgnęli. Historia głosi, że ogarnął swoją togę, próbował z nimi walczyć, a następnie upadł – ironicznie tuż przed statuą Pompejusza, która została postawiona dzięki naleganiom oligarchów.
Od tego czasu przez dwa tysiące lat dywagowano na temat tego dlaczego Cezar odwołał swoich strażników. Appian twierdził, że Cezar po prostu chciał umrzeć. Był coraz starszy i miał dosyć. Nie sądzę, by była to całkowicie prawda. Nie sądzę, że chciałby umrzeć w senacie. Myślę, że nie chciał pokazywać swojego strachu poprzez otaczanie się strażnikami wewnątrz senatu. Historycy, którzy rozważają wszystkie interesy oprócz interesów klasowych, zawsze wyjaśniają zabójstwo w sposób, który jest w pewien sposób dziwnie niepokojąco przychylny dla morderców. Mówią, że mordercy byli spiskowcami, którzy posiadali wielką niechęć dla dyktatury i nie zgadzali się na rządy pojedynczego człowieka. Chcieli uratować swoją ukochaną republikę i jej długotrwałe tradycje. Wielu, jak Cycero, ponoć głeboko szanowali prawa i nie potrafili przebaczyć, że Cezar je złamał. Cycero nie został zaproszony, by dołączyć do nożowania. Wśród morderców były naprawdę super-arystokratyczne elity. Brutus i Cassius byli głównymi sprawcami.
Inni ponoć czuli osobistą zazdrość i poczucie rywalizacji, ponieważ zostali tak bardzo przyćmieni przez rzeczywiście niebywałego człowieka. A propos – Cezar był człowiekiem niezwykłych cech. Mówiono, że był postacią dowodzącą i inspirującą, niepospolicie inteligentną, przystojną i czarującą, kiedy tego chciał. Rzadko sięgał po alkohol, w przeciwieństwie do wielu innych członków jego klasy. Nie żył w wielkim luksusie, chociaż był do pewnego stopnia modnisiem. Był synem jednej z wiodących rodzin arystokratycznych Rzymu. Był błyskotliwym, pozbawionym strachu dowódcą wojskowym, który naprawdę inspirował swoich żołnierzy. Był wysoko ceniony za jakość i klarowność swoich pism. Był uważany za jednego z wielkich mistrzów stylu prozatorskiego jego czasów. Jego zainteresowania intelektualne zawierały szeroką gamę tematów. Był uważany za jednego z najlepszych mówców Rzymu. Potrafił wzbudzić swoich słuchaczy siłą i perswazyjną przejrzystością swoich słów. Zazwyczaj unikał kwiecistego oratorstwa, które było w tamtych czasach standardem. Nawet inny wielki mówca i zagorzały rywal Cezara – Cycero – musiał przyznać, że nie znał bardziej imponującego mówcy niż Juliusz Cezar.
To było w czasach, gdzie wygłaszanie publicznych mów i retoryka były bardzo, bardzo, bardzo ważne. Publiczne przemówienia i retoryka to sztuki, które zatracamy w dzisiejszej epoce telewizji i soundbajtów.
Cezar posiadał również pewnie mniej niż nieidealne cechy. Tak jak inni dowódcy militarni Cezar podbijał i rabował. Wyłudzał ogromne sumy od bogatych królów – chociaż okradanie królów wcale mi nie przeszkadza.
To nie gromadzenie władzy przez Cezara tak naprawdę przeszkadzało senatorom-oligarchom, lecz to, jak tej władzy używał. Tak jak inni Populares przed nim Cezar usiłował pokonać problem bezrobocia, biedy, niesprawiedliwych podatków, próbował umarzać długi, próbował dokonać redystrybucji ziemi, próbował pohamować arystokratyczną zachłanność. To były niewybaczalne czyny. Klasa rządząca wybaczy wszystko oprócz ruszania ich interesów. Jeżeli przejdziesz na paluszkach po ich interesach, jeżeli naruszysz drobniutki kawalątek ich interesu – nigdy Ci nie wybaczą.
Jeżeli arystokraci chcieli bronić konstytucji – która a propos nie była nigdzie spisana, a była raczej konstytucją tradycji i praktyki; konstytucja nie powstała z jakiegoś abstrakcyjnego zobowiązania wobec republiki, a raczej dlatego, że broniła ona oligarchii. To były jej prawa, jej konstytucja, jej republika. To wszystko powstało, by chronić i umożliwiać tradycyjne klasowe interesy. Arystokratyczna wolność nie ma na celu służyć popularnemu władcy ani demokratycznej konstytucji. Arystokratyczna wolność nie służy nikomu oprócz samych arystokratów. Kiedy mówili oni o wolności – mówili jedynie o SWOJEJ wolności do robienia innym grupom społecznym czego tylko chcą bez żadnych reperkusji. Arystokratyczna wolność jest wolnością zachowania swoich ogromnych klasowych przywilejów, wolnością cieszenia się przywilejami władzy i bogactwa bez ograniczeń. Była ona i nadal jest antytezą ludowej demokracji. Arystokratyczna wolność jest czymś, czego dziś nadal pożądają korporacyjne elity, przez arystokrację międzynarodowych globalnych finansów. Szukają metod zapewnienia sobie władzy, która nie jest w żaden sposób ograniczana przez lud.
Juliusz Cezar był ostatnim z wielu Populares. Chcę opowiedzieć więcej o innych z nich. Pierwszym z Populares był Tyberiusz Grakchus. W 133 roku PNE wprowadził wielki program reformy ziemi, który zapewniał ziemię drobnym rolnikom. Został zamordowany. Jego dzieło kontynuował jego młodszy brat – Gaius Grakchus. Potem było 10 czy 12 innych Populares i ta linia zakończyła się na Juliuszu Cezarze – i kilku innych po nim, ale byli mniej warci uwagi. Prawie wszyscy z nich zostali zamordowani. Obydwaj bracia Grakchus zostali zamordowani wraz z kilkoma tysiącami ich popleczników przez arystokratyczne szwadrony śmierci. Inni Populares spotkali się z nagłą i przedwczesną śmiercią, zazwyczaj w podejrzanych warunkach. Mówimy tu o czasach ciągnących się przez sto lat przed śmiercią Cezara.
Wszystkich tych liderów łączy jedna kwestia – wszyscy z nich podważyli oligarchiczny system. Jeśli nie łamali żadnych praw arystokraci i historycy-dżentelmeni nazywali ich prowokatorami – czyli ludźmi, którzy podważyli święte tradycje poprzez uzurpowanie domeny senatu, którzy byli pomylonymi i krótkowzrocznymi przestępcami. Według niektórych historyków ci popularni liderzy sami byli sobie po trochu winni swoich śmierci, ponieważ działali w tak nagły prowokatywny sposób. Zwłaszcza bracia Grakchus.
Ta praktyka obwiniania reformatorów za morderczą przemoc dokonaną przeciwko nim przez siły konserwatystów jest długowieczną tradycją. Przypomina mi to jak współczesny popularny lider – prezydent Salvador Allende w Chile – próbował we wczesnych latach 70tych dokonać egalitarnych reform w obliczu armii i korporacji. Jego próba zakończyła się zamachem stanu. Niedługo po zamachu stanu redakcja New York Times pisała „duża część winy za tę katastrofę leży po stronie samego Allende. Wina za te wszystkie morderstwa i za morderstwo chilijskiej demokracji leży w dużej mierze po stronie Allende, ponieważ chciał przeprowadzić socjalistyczne reformy, na które nie miał przyzwolenia”.
W rzeczywistości Allende zezwalał na spory pluralizm w rządzie. Wygrał dwie duże narodowe elekcje i posiadał rosnące przyzwolenie ze strony społeczeństwa. To dlatego dokonano zamachu stanu. A jeśli założymy, że nie miał poparcia – czy to wystarczający powód, by stwierdzić, że jest sam sobie winny swojej śmierci? Za to obwinia go New York Times, amerykańska prasa. Według nich ostatnimi ludźmi, których należy obarczać winą, byli sami mordercy – członkowie chilijskiej armii, szkolonej, finansowanej i zaczerpującej porad od amerykanów. Wg wielu historyków, w których nadal żyje duch Cycero – senatorzy-oligarchowie nie ponoszą żadnej winy za masakry i morderstwa, których dokonali. Posłuchajcie polemicznej gimnastyki Scullardsa: „Roztropni senatorowie byli zmuszeni do konfrontacji z fanatycznym reformatorem – Scullards mówi tutaj o Tyberiuszu Grakchusie w roku 133 PNE – miejski motłoch na zgromadzeniu w Rzymie stawał się coraz bardziej nieodpowiedzialny. Tyberiusz groził, że zamieni trybunów w agentów woli ludu. To sprawiłoby, że zgromadzenie dzierżyłoby tak wielką odpowiedzialność, że nie byłoby w stanie sobie z nią poradzić”.
No więc oczywiście musieli go zabić. A propos – Tak samo jak każda inna oligarchia w historii rzymski senat miał długą tradycję pogwałceń własnych tradycji i własnej konstytucji, jeżeli sytuacja, jeżeli klasowe interesy tego wymagały.
To prowadzi nas do drugiej żelaznej zasady polityki według pana Parenti. Nie pytajcie mnie jaka jest pierwsza zasada – po prostu lubię nazywać ją drugą zasadą. Pisałem o niej w pierwszym wydaniu „Democracy for the few” w 1974. Ta zasada to: „jeżeli zmiany grożą, że staną się zasadami, to wtedy zasady się zmienia”.
W obliczu wyzwań rzuconych przez siły demokratyczne oligarchowie wielokrotnie wprowadzali prawo wojenne, wielokrotnie zawieszali własną konstytucję, zawieszali wszystkie prawa, ustanawiali u władzy własnych dyktatorów – oraz parafrazując Appiana – odnajdywali zbawienie we władzy absolutnej. Każdy Cesarz Rzymu po Cezarze dzierżył znacznie więcej władzy niż Cezar, lecz posiadali oni wsparcie senatorów. Zaczęli od wnuka siostry Cezara – Oktawiusza. Potem nazywany Cesarzem Augustynem. Później był cały szereg cesarzy – senat nigdy nie narzekał na ich władzę, a dzierżyli większą władzę niż Juliusz Cezar. Lecz Senatorowie ich wspierali, ponieważ zniszczyli oni jakąkolwiek władzę, jaką posiadały zgromadzenia ludowe, ponieważ wprowadzili przychylny im system podatkowy, ponieważ nie usiłowali dokonać redystrybucji bogactwa. Władza senatu również zmalała i senat stał się czymś przypominającym brytyjską izbę lordów – ciałem politycznym o wielkim prestiżu, lecz o niewielkiej rzeczywistej władzy. W senacie ci goście mogli sobie siedzieć i debatować, lecz ważną kwestią było to, że w czasach imperium arystokraci stali się jeszcze bogatsi.
W skrócie – kiedy ich interesy klasowe były zagrożone, senatorowie – tak jak i dzisiejsze elity – nie widzieli żadnego problemu w tym, by wprowadzić dyktaturę i wykorzenić śladowe ilości gospodarczej demokracji. Tak samo, jak Chilijskie elity nie widziały problemu, by stanąć po stronie Pinocheta – nawet jeśli oznaczało to koniec ich własnej oligarchicznej władzy. Gdy przyszło co do czego ich posiadłości, ich własność była dla nich ważniejsza niż „republikańskie wartości”. Ich bogactwa były dla nich ważniejsze niż ich władza – tak długo, jak mają zapewnienie, że władza państwowa będzie w rękach kogoś, kto będzie ich bogactw bronił.
Kilkaset lat po Cezarze opis Aureliusza Wiktora był nadal trafny: „senatorowie chełpili się lenistwem, a jednocześnie drżeli w strachu o swoje bogactwo, którego używanie i powiększanie uważali za ważniejsze niż samo wieczne życie”.
W historii popularni liderzy są ludźmi, którzy użyli władzy, by przeprowadzić jakiś rodzaj redystrybucji – instytucyjne, politycznie, konstytucyjnie i gospodarczo. Liderzy, którzy tak postępowali, byli w historii nazywani demagogami, awanturnikami, motywowanymi przede wszystkim osobistą ambicją. To nie tak, że chcieli władzy, by pokonać głód – po prostu byli głodni władzy. Ten obraz i te oskarżenia są wciąż dziś używane wobec komunistów i innych rewolucjonistów i reformatorów – nawet przez niektóre słynne postacie lewicy.
Co ciekawe historycy-dżentelmeni rzadko poruszają kwestię głodu władzy jeśli chodzi o oligarchiczne elity. Czym zajmowali się ci Populares? Posłuchajmy, co ma do powiedzenia Tyberiusz Grakchus w roku 133 PNE, gdy opisywał los mas nie posiadających ziemi, spośród których wielu było weteranami wojennymi: „Pozbawieni ogniska domowego i schronienia zmuszeni są zabierać swoje żony i dzieci i szlajać się po ulicach niczym żebracy. Walczą i umierają nie służąc niczemu innemu niż pomnażaniu własności i luksusu bogatych”.
Co więc robili bracia Grakchi i inni Populares? Czy byli wspinającymi się po drabinie władzy awanturnikami? Czy użyli władzy jako narzędzia poprawy warunków bytowych ludzkich mas? Moje zdanie jest takie: a. popularni liderzy poszukują okazji, by wprowadzić zmiany, na których skorzystają zwykli ludzie oraz b. zdobywają masowe poparcie i zdobywają władzę, ponieważ poparcie i władza są potrzebne by rzucić wyzwanie władzy klasy rządzącej i jej polityce. Jednocześnie c. mogą cieszyć się osobistą satysfakcją i chwałą, które towarzyszą takiemu ryzykownemu, lecz popularnemu przedsięwzięciu.
Niewielu jest liderów, którzy są albo całkowicie obojętni na popularność, lub motywowanych wyłącznie pogonią za popularnością. Podobnie żaden lider nie może być kompletnie obojętny na kwestie władzy i mieć nadzieję na to, że przetrwa jako lider. Oczywiście, że muszą martwić się o podstawy swojej władzy, muszą martwić się rozwijaniem podstaw swojej władzy. To wymaga geniuszu, żeby zbudować podstawy swojej władzy dzięki tym, którzy żadnej władzy nie posiadają. To nie sprawia automatycznie, że popularny lider jest demagogiem – zwłaszcza, kiedy tacy liderzy z gorszej pozycji stają naprzeciw istniejącym strukturom władzy.
Zamiast spekulacji na temat motywów i osobowości liderów, myślę, że lepiej jest spojrzeć na rzeczywiście podjęte przez nich czyny. Musimy zapytać się jakie społeczne siły wepchnęły tych populares na rzymskie forum. Jedną z takich sił społecznych był wielce oczerniany proletariat.
Jeżeli mamy wierzyć dzisiejszym burżuazyjnym historykom, proletariat nie odegrał żadnej kreatywnej roli w rozwijaniu demokracji w starożytnym Rzymie. W rzeczywistości proletariat długo istniał w antagoniźmie z arystokracją. Wsparcie proletariatu pomogło Populares walczyć politycznie. W roku 82 PNE proletariat aktywnie opierał się, kiedy armia reakcyjnego dyktatora Sulli wkroczyła do miasta. Istnieje opis tysięcy tych rzymian rzucających kamienie i wszystko co mają pod ręką. To zamieniło się w taki ostrzał, że żołnierze Suli musieli się zatrzymać. Proletariat zatrzymał rzymskie legiony przed wkroczeniem głebiej.
Przede wszystkim to było przestępstwem – przez wiele wieków istniała zasada, że rzymska armia, rzymskie legiony nie mają prawa wejść do samego Rzymu. Sula wysłał ich do Rzymu, by dokonali rzezi. Ludzie wiedzieli to i widzieli ich jako wrogów. W roku 50 PNE entuzjastycznie wspierali Cezara gdy przekroczył Rubikon ze swoimi legionami i powrócił do Rzymu z Galii.
Byli pewni germańscy przywódcy i germańskie ludy, z którymi Cezar walczył. Galowie sprzymierzyli się z Cezarem, uważając Rzym za mniejsze zło. Jeden z wrogów Cezara zeznał, że w rzymie są ludzie, którzy kochaliby go, gdyby dał radę go zabić. A więc rzymscy wrogowie Cezara już dokonywali zdrady. Chcieli wystawić rzymskiego militarnego dowódcę na śmierć. A potem zaprosili go z powrotem i powiedzieli mu, że musi powrócić bez swojej armii. To była ostatnia rzecz, jaką Cezar planował zrobić.
A więc przekroczył Rubikon i powrócił z całą swoją armią. W 48 PNE, po wojnie domowej pomiędzy Cezarem a Pompejuszem, proletariat dokonywał masowej agitacji, kiedy magistraci usiłowali sabotować umarzanie długów wprowadzone przez Cezara. Miejskie tłumy niszczyły posągi Pompejusza i Suli. Już przez prawie 4 dekady Sula wąchał kwiatki od spodu, lecz ludzie pamiętali, mieli historyczną pamięć i nienawidzili go. Plutoniusz oferuje krótki wgląd. Widzicie, muszę poszukiwać małych skrawków i z nich szukać prawdy, gdyż pisana historia jest tak jednostronna, że nie słyszymy prawie nic od tych co są na dole. Wielu historyków to ignoruje.
Plutoniusz zapewnia skrawki informacji, które sugerują, że istniało masowe poparcie, które napędzało braci Grakchus. Plutoniusz pisał, że kiedy Tyberiusz Grakchus zaproponował swój program reformy agrarnej, to właśnie sam lud wzniecał energie i ambicje Tyberiusza wypisując slogany i żądania na kolumnadach, monumentach i ścianach domów wzywając go do tego, by odzyskał publiczną ziemię i dał ją biednym.
Kiedy Gajusz Grakchus zaproponował swoje reformy, które były znacznie bardziej wszechstronne, błyskotliwy Plutoniusz pisze: „wielki tłum zgromadził się w Rzymie ze wszystkich stron Włoch, by go wspierać”. – w czasach, zanim istniały dobre drogi i telefony słowo się rozeszło i ludzie z całych włoch przybywali do Rzymu by wesprzeć demokratyczne reformy.
Po tym, jak bracia Grakchi zostali zamordowani w 133 i 121 PNE senatorowie-oligarchowie zabronili publicznie wspominać o ich istnieniu. Próbowali więc kontrolować historyczną pamięć. Ale zwykli ludzie nadal wspominali braci Grakchi. Plutoniusz pisał: „ludzie zostali upokorzeni upadkiem demokratycznej sprawy, lecz niedługo później pokazali, jak głęboko tęsknili za braćmi Grakchi. Postawili pomniki braci Grakchi w ważnych częściach miasta. Ludzie wyznawali te pomniki tak, jakby odwiedzali świątynie bogów”. To wszystko działo się pomimo represji.
W 44 PNE, natychmiastowo po śmierci Cezara, ludzie agitowali dla osiągnięcia gwarancji tego, że jego plan redystrybucji ziemi nie zostanie wycofany. Agitacja była wystarczająco silna, by zmusić Brutusa, by złożyć demonstrantom pewne obietnice. Brutus wyszedł i próbował uspokoić tłum – mówił, że senat nie będzie zmieniał reformy.
A propos – Szekspir w jego sztuce pt. Juliusz Cezar, w akcie piątym nazwał Brutusa najszlachetniejszym z rzymian. Cóż – pozwólcie, że opowiem wam o najszlachetniejszym z rzymian. Wraz z Kasjuszem był głównym konspiratorem w zabójstwie wielkiego lidera, który go uwielbiał. Cezar uwielbiał Brutusa. Jedną z jego wielu jego kochanek była matka brutusa, dlatego istniały podejżenia, że może była między nimi jeszcze bliższa więź.
Szlachetny Brutus. Powiem wam o nim coś innego. Był lichwiarzem najgorszego sortu. Pożyczał cypryjczykom pieniądze z 48% oprocentowaniem, zamiast typowych 12%. 12% to również lichwiarstwo, przynajmniej według tradycyjnych nauk kościelnych. Potem poprosił rzymską armię, by przyszła i pomogła mu i jego komornikom zbierać pieniądze od cypryjczyków, kiedy nie chcieli, albo nie mogli spłacić długu. A jednak większość historyków nie ma zbyt złego zdania o Brutusie.
Innym konserwatywnym senatorem, którego chcę wspomnieć, jest Katon. Katon jest zawsze wychwalany. Jest opisywany, jako człowiek zasad, jako człowiek twardy i niewzruszony – pomimo iż używał łapówek w wyborach. By pokonać Cezara pompował pieniądze i łapówki i mówił, że czasem trzeba robić takie rzeczy. Lecz zawsze jest przestawiany jako cnotliwy człowiek zasad.
To jego imieniem mianuje się dziś prawicowy think-tank, instytut Katona, ponieważ Katon ponoć był obrońcą republikańskich wolności, w przeciwieństwie do tyranii Cezara. To bardzo interesujące, że opisują Katona jako człowieka zasad. Ten opis przewija się wszędzie, ciągle się powtarza. To bardzo interesujące, ponieważ gdy lewicowi liderzy są zdeterminowani, bezkompromisowi i oddani walce klasowej w celu wprowadzenia demokratycznych reform, są nazywani dogmatykami, totalitarystami, a nawet stalinistami – to najmodniejsze określenie, którym rzuca się wszędzie na lewo i prawo. Jest to tylko bardziej przydatne, że to określenie nie posiada żadnej klarownej definicji. Kiedy bezkompromisowi konserwatyści tacy jak Katon bronią swoich klasowych interesów, wtedy nazywa się ich ludźmi zasad.
Wiecie co – kilka miesięcy temu przypomniałem sobie o Katonie. Siedziałem i pracowałem, chciałem zrobić sobie przerwę. Często kiedy robię sobię przerwę, relaksuje się czytając fikcję – a więc chwyciłem za New York Times. Czemu się śmiejecie? To prawda! Ludzie pytają mnie – czemu nigdy nie czytasz fikcji? Dałem ci kiedyś tę, czy tamtą powieść, a ty jej nie ruszyłeś. Nie potrafię czytać fikcji, nie umiem. Kiedy miałem 18 lat czytałem Dickensa, czytałem Dostojewskiego, kochałem to. Teraz nie umiem już tego czytać. W końcu zrozumiałem, że głównym powodem jest to, że już czytam fikcję dzień w dzień. Czytam New York Times, Wall Street Journal, Washington Post, San Francisco Chronicle.
No więc siedzę i czytam fikcję. I myślę sobie o Katonie. Dlaczego? Ponieważ czytam historię kongresmena Sunny Bono, który napotkał drzewo, które nie chciało się ruszyć. Nekrolog wspominał, że był on niezłomnym konserwatystą o solidnie konserwatywnym podejściu.
Solidnie konserwatywne podejście. A więc próbują go ukazać w pozytywnym świetle czy nie? Czy to jest ukazanie w pozytywnym świetle? Jak często słyszymy o kimś, kto był solidnie radykalny, albo solidnie marksistowski?
Przy okazji – historycy, którzy mówią, że aby zrozumieć epokę musimy się sami całkowicie zanurzyć w kontekst tej epoki i widzieć ją oczami jej uczestników – tacy historycy często zapominają, że kiedy to robisz, widzisz historię oczami jej dominujących uczestników. 90% źródeł pierwszorzędnych dotyczących późnej republiki pochodzi od Cycero. To dlatego wspominam go tak często.
Musisz widzieć przez oczy uczestników, a więc przez oczy klasy dominującej – i nie możesz dokonywać żadnych osądów! Jak daleko wstecz to działa? Czy mam tak robić np. z nazizmem? Można po prostu powiedzieć – no wiesz, takie były czasy, tak to wtedy było, to były lata trzydzieste, spróbuj ich zrozumieć, nie możesz ich oceniać w żaden sposób i z żadnej krytycznej perspektywy.
Ta zasada kulturowej imersji nigdy nie jest stosowana do innych… to znaczy nigdy nie widzę, żeby ci historycy mówili np. – no cóż, były zamieszki, ale spróbujmy zrozumieć te zamieszki, ponieważ ci proletariusze walczyli o dofinansowania na zakup chleba, walczyli o reformę ziemi, o prace w sektorze publicznym, walczyli o ustanowienie limitu na wysokość czynszu… spróbujmy zrozumieć zamieszki z tej perspektywy, zastanówmy się, co było hipokrytycznego w tej całej konstytucji i jej wolnościach.
Zamiast tego na zwykłych ludzi ciągle patrzy się z góry. Cycero był częścią już dawno ustanowionej tradycji opisywania biedoty jako: „miejski brud i plugastwo”, „szumowiny spoza miasta”, „niepokorni i niżsi”, „głodujący, godny potępienia motłoch”. Widzicie – to, że głodują, to ich wina. To znaczy, że coś jest z nimi nie tak, oczywiście.
Gdziekolwiek, gdzie lud mobilizuje się przeciwko klasowym niesprawiedliwościom, kiedy są w ruchu, w umyśle Cycero ci ludzie stają się najbardziej przerażającymi i najbardziej odrażającymi ze wszystkich istot. „Motłoch”. To jest określenie używane przez historyków-dżentelmenów od stuleci. Appion, pisząc sto lat po Cyceronie, opisuje Cezara jako kogoś, kto „wprowadzał prawa, by zyskać poparcie motłochu”. Opisuje on motłoch jako biedny i porywczy.
W dzisiejszych czasach Peter Brunt mówi o miejskim motłochu. Lily Ross Taylor mówi o miejskiej hołocie. Cyril Robinson pisze o głupim rzymskim motłochu, samolubnym, bezużytecznym, pasożytniczym motłochu. Nie hamuj się Cyril. Dla Scullarda jest to bezczynny miejski motłoch. Tak jakby bezczynność była ich wyborem. A jeżli rzeczywiście byli tak bezczynni, to kto wykonywał całą pracę? To nie była wyłącznie praca niewolnicza. W miastach praca niewolnicza stanowiła mniejszość. Tymczasem bezczynni arystokraci, rzeczywiste pasożyty, żyjące w obscenicznym luksusie, nie zasłużyli nawet na jedno niemiłe słowo ze strony większości tych historyków.
John Dickinson twierdzi, że „Cezar podobał się zachłanności tych, którzy chcieli żyć dzięki wsparciu państwa” – to znaczy zasiłkowe nieroby. Robinson wielokrotnie pisze o Klaudiuszu i jego motłochu. Klaudiusz był jednym z Populares. Był sojusznikiem Cezara i chciał zalegalizować polityczne kluby dzielnicowe i organizował dzielnice i gildie do akcji politycznej. Był świadom tego, co o tym myśli senat, a więc zorganizował ludzi w uzbrojone grupy. Zdelegalizował egzekucje bez sądu. To było bezpośrednim ciosem w kierunku Cycerona. Klaudiusz również powiększył państwowy przydział zboża. To wszystko Dickinson określa jako próby: „zacieśnienia kontroli motłochu nad życiem politycznym”. Inni historycy określają Klaudiusza jako demagoga i awanturnika. On i duża ilość jego demokratycznych popleczników zostali zamordowani przez bandytów nasłanych przez arystokratów. Jego ciało zostało spalone wewnątrz senatu, przy czym przypadkowo spalono cały senat.
W czasach wczesnego imperium rzymski pisarz Juwenalis pisał pogardliwie o tym, że motłoch zajmował się „chlebem i igrzyskami”. Echo tego wyrażenia pojawia się przez stulecia. To wyrażenie pomaga tworzyć obraz rzymskiego proletariatu, jako niezaradnej, niestabilnej masy, uzależnionej od ciągłych zasiłków i rozrywki. Darmowego jedzenia i darmowej rozrywki. Elitarni historycy, jak wszystkie elity, są zawsze wyczuleni na korumpujący wpływ, który państwowa pomoc wywiera na biednych. Appian mówi nam, że racje żywnościowe ściągały z całych Włoch do stolicy elementy bezczynne, biedne i porywcze. Przedstawia ich w kontraście do tych, którzy posiadali własność i zdrowy rozsądek. 1800 lat później Scullard pisze, że prawa Klaudiusza, które zamieniały subsydia w całkowicie darmowe racje żywnościowe przyśpieszyły demoralizację ludu.
Przy okazji – ten obraz bezczynnego motłochu, który jest pasożytem na państwie jest niczym więcej niż wytworem wyobraźni klasy wyższej i wyższej klasy średniej. To uprzedzenie – zarówno starożytne i nowoczesne. Bardzo interesujące jest widzieć, że tylu ludzi, którzy pisali o Rzymie, uważają, że odrażające jest to, że skromni Rzymianie są zainteresowani tym, czy będą mieli wystarczająco jedzenia dla siebie i swoich dzieci. O nie, chcieli chleba. Czy możesz sobie to wyobrazić? Ale to nie sprawia, że są w jakiś sposób zdegradowani. Tylko niewielka ilość rzymian dostawała darmowe racje żywnościowe. Poza tym człowiek nie może żyć tylko o chlebie. Nawet na fizjologicznym poziomie. Proletariusze potrzebowali pieniędzy na czynsze, na ubrania, na inne potrzeby. Wielu musiało znaleźć nisko opłacaną i nieregularną pracę. Racje żywnościowe były koniecznym dodatkiem, dzięki któremu śmierć głodowa zamieniała się w przetrwanie. Ale nie były nigdy całkowitym źródłem utrzymania, który pozwalał proletariuszom po prostu gnić bezczynnie w komforcie.
To prowadzi nas do kolejnego pytania. Kim w zasadzie jest ten motłoch? To samo pytanie pojawia się przy okazji rewolucji francuskiej. Czytając o rewolucji francuskiej widzimy ciągle: motłoch, motłoch motłoch. Byli tacy pisarze jak Stanley Loommis, który w książce liczącej 400 stron ani razu nie nazwał ich tłumem, ludem, biedotą – to był zawsze motłoch, motłoch, motłoch – motłoch wiwatował Robespierre, motłoch sprzeciwiał się arystokratom, motłoch. Kim on jest? Słyszymy, że są to lumpy, włódzędzy i hołota. W rzeczywistości, jeżeli przyjrzymy się bliżej okazuje się, że zarówno w Rzymie w 44 PNE, jak i w Paryżu w 1789 motłochem byli w większości rzemieślnicy, sklepikarze, robotnicy, godni poszanowania i ciężko pracujący proletariusze. Kiedy o tym piszą, pojawiają się jedynie wskazówki – piszą, że wszystkie sklepy były zamknięte.
A igrzyska? Kto chodził na igrzyska? Czy tylko biedacy? Czy w większości byli to ekwici, bogacze i arystokraci? Mieli swoje zarezerwowane miejsca, skąd mieli najlepszy widok na upust krwi poniżej. To nie biedni ludzie stworzyli i finansowali te okropne spektakle.
Zwykli ludzie Rzymu, tak samo jak zwykli ludzie wielu społeczeństw, nie mieli wielu możliwości pozostawienia po sobie swoich zmartwień i aspiracji na piśmie. Niewiele o nich wiemy, ale to co o nich wiemy, sugeruje, że proletariat czasami potrafił wykazywać społeczną świadomość, która była wyższego rzędu, niż ta, wykazywana przez tych, którzy ponoć byli od nich lepsi. Wielu z nich pracowała obok niewolników, wielu z nich było byłymi niewolnikami, lub potomkami niewolników. Wielu z nich było prawie tak biedni, jak niewolnicy.
W 63 roku PNE, kiedy Cyceron dokonywał egzekucji swoich wrogów politycznych, niektórzy niezadowoleni liderzy zachęcali robotników i niewolników, by podjęli zjednoczone działania przeciwko oligarchom. Taki apel nie zostanie dokonany, gdyby nie było zrozumienia, że istnieje jakaś wspólnota interesów pomiędzy proletariatem, a niewolnikami.
W częściach Sycylii rolniczy proletariat złączył się z niewolnikami, by dokonać rebelii przeciwko wielkim właścicielom plantacji – kilka razy. Mam na myśli naprawdę wielkie powstania.
RÓWNIEŻ REBELIA SPARTAKUSA.
A więc stoimy w obliczu jednostronnego zapisywania tego, co nazywa się historią. Cycero, Brutus i Katon są przedstawiani nam jako obrońcy wolności. W rzeczywistości byli czymś odwrotnym. Cezar, który rzeczywiście zrobił coś dla biedoty i działał przeciwko uprzywilejowanym, jest przedstawiany nam jako elitysta i tyran. A więc mamy tutaj to zamieszanie, pomylenie procedur demokratycznych i zawartości demokratycznej. Ci, którzy kryją się za demokratycznymi procedurami, czy republikańskimi procedurami byli definitywnie przeciwni jakiejkolwiek demokracji, to znaczy byli przeciwni zawartości, esencji demokracji. Ci, którzy walczyli o gospodarczą demokrację – dlatego, że grali w ustawioną grę, dlatego, że walczyli z systemem zaprojektowanym dla tych, którzy już posiadają władzę – czasami musieli łamać zasady, łamać procedury demokracji. A więc natychmiast zostawali oznajmiani tyranami, ludźmi głodnymi władzy. To tyczy się Cezara, Robespierre’a, Lenina, Castro, Huey’go Longa, Sandonistów.
Sami w tym żyjemy. Rządzące elity w ameryce nie są zainteresowane wolnością, tak samo, jak nie były nią zainteresowani hipokrytyczni oligarchowie w senacie. Nie byli zainteresowani wolnością – byli zainteresowani tym, że Sandoniści rzeczywiście dokonują zmian w społecznej i klasowej strukturze Nikaragui.
Musimy więc nauczyć się czytać historię pod prąd. Musimy spróbować znaleźć połączenie z tymi, co byli przed nami. Z pewnością nie mam na myśli Cyceronów i Klaudiuszy – tak jak nas uczono do tej pory. Ale nie mam też na myśli braci Grakchi, ani Cezara, ani Populares. Mam na myśli anonimowe masy, na barkach których stali ci popularni liderzy. Zwykli ludzie, którzy walczyli wbrew wszystkim przeciwnościom. Zwykli ludzie, z całą odwagą, z całym strachem i wszystkimi przywarami zwykłych ludzi, którzy ryzykowali, by coś zmienić. Ci, których imion nigdy nie poznamy, ci których krwi i łez nigdy nie zobaczymy i tych, których słów i okrzyków bólu nigdy nie usłyszymy, a z którymi jednak jesteśmy połączeni. Są oni w przeszłości, która nigdy nie umiera, która nigdy rzeczywiście nie przechodzi i w przyszłości, która nigdy nie nadchodzi, ale nas wzywa i pozwala iść dalej. Historia nigdy się nie kończy. Ostatnia strona nigdy nie zostaje spisana. Najlepsze strony nie zą zapisane przez księciów, prezydentów, premierów, papieży, ani nawet przez profesorów – lecz przez lud. Lud ze wszystkimi jego wadami i niedociągnięciami. Lud jest wszystkim co mamy, ponieważ to my jesteśmy ludem. Dziękuję panie i panowie.
Dodatkowe informacje
Juliusz Cezar - przez wieki określany archetypem dyktatora. Głodny władzy tyran, czy wyzwoliciel, który wystąpił przeciwko władzy oligarchów? Po co była mu władza? Dlaczego wszedł w konflikt z oligarchią? Jak historia cezara odbija się na świecie dzisiejszym - w jaki sposób historia pisana przez „historyków dżentelmenów” kształtuje nasze zrozumienie historii i polityki? O tym wszystkim i więcej dowiemy się w słowach jedynego, niezastąpionego, Michaela Parenti.