Jason Slaughter

W jaki sposób samosterujące samochody zniszczą miasta (i co można na to zaradzić)

Linki:

Wiele mówi się o przyszłości samosterujących samochodów. Niektórzy przyjmują bardzo negatywne stanowisko, twierdząc, że to mrzonka, która nigdy nie stanie się rzeczywistością i że te samochody są jedynie kolejnym przykładem przereklamowanego nonsensu, który jest typowy dla dzisiejszych firm technologicznych. I to może być prawdą, ale już dziś w kilku amerykańskich miastach możesz dosłownie otworzyć aplikację, wybrać swoje miejsce docelowe i samochód bez nikogo w środku podjedzie po Ciebie. A więc samosterujące samochody są tutaj już dzisiaj, co prowadzi do innego rodzaju komentarzy, które często widuję w internecie: że samosterujące samochody są rzeczywistością i niedługo pojawią się w większej ilości miast i rozwiążą wszystkie nasze problemy transportowe. Sprawią, że drogi będą bezpieczne, wyeliminują korki i będą przyjazne środowisku. Zapewnią mobilność każdemu i nasze miasta będą lepsze niż kiedykolwiek wcześniej. Cóż. Nie zgadzam się z obydwoma z tych stanowisk. Dlatego postanowiłem zrobić to nagranie. Ponieważ wierzę, że samosterujące samochody są rzeczywistością i niedługo pojawią się w każdym mieście. Technologia codziennie staje się coraz lepsza i jeśli te usprawnienia będą dalej postępować, w ostateczności zniszczą one tkankę naszych miast.
Istnieje ostrożny optymizm wśród urbanistów co do samosterujących samochodów. Przecież większość problemów miast jest powodowanych przez samochody. Korki, zanieczyszczenia, hałas, niebezpieczne ulice. I nigdy, zdaje się, nie ma wystarczająco miejsca na chodniki, ścieżki rowerowe, parki, czy cokolwiek innego, ponieważ wszystko zostało zamienione w szerokie drogi i parkingi. Ktokolwiek, kto próbował się poruszać bez samochodu w mieście zaprojektowanym dla samochodów, wie, że ludzcy kierowcy potrafią być przerażający, zwłaszcza kiedy przekraczają prędkość lub są rozkojarzeni, co zdarza się zbyt często. A więc samochody prowadzone przez komputery nie mogą być gorsze, niż to, co jest teraz. I być może przy odpowiednich zachętach i regulacjach nasza przyszłość mogłaby tak wyglądać. Lecz ja wierzę, że taka przyszłość jest coraz mniej prawdopodobna, zwłaszcza jeżeli rozpatrzymy, w jaki sposób samochody zniszczyły miasta w dwudziestym wieku, ale również, jeśli rozpatrzymy skutki pieniężne i kapitałowe. Szacuje się, że zainwestowano już 60 miliardów dolarów w rozwój samosterujących samochodów, a więc ogromna kasa jedzie na tej technologii, a więc jest ogromna presja, by wprowadzić samosterujące samochody na rynek tak szybko, jak to tylko możliwe.
Kiedy ludzie widzą te pojazdy jeżdżące na ulicach San Francisco, mogą wierzyć, że ta technologia jest tuż za rogiem. Możecie tam pojechać teraz i zobaczyć, jak wożą pasażerów, przestrzegają ograniczeń prędkości i wydają się jeździć bezpiecznie. I to jest niesamowite, że nie ma nikogo na miejscu kierowcy, lecz to nie oznacza, że są zawsze prowadzone przez komputer. W Listopadzie 2023 firma Cruise potwierdziła, że ich robotaksówki wymagały ludzkiego wspomagania raz na każde 4 do 5 przejechanych mil. Nie wiem, jak często zdarza się to dzisiaj, lecz nie musicie długo obserwować tych samochodów, by zobaczyć, że ludzie nadal czasem muszą zdalnie przejąć kontrolę. Jedna z ich robotaksówek utknęła za toitoiem przy placu budowy i ktoś musiał zdalnie przejąć kontrolę, by go wyminąć. Inna po prostu zatrzymała się na światłach i stała tak przez kilka cykli świateł, gdyż myślała, że nie może skręcić w prawo. Możecie się zastanawiać nad tymi asystentami, którzy przejmują kontrolę nad tymi samochodami. Kim oni są, gdzie oni są, ile im płacą, jakie są warunki ich pracy… ale nie przejmujcie się tym. To cud technologii, ok? Zamknij się i wsiadaj do samochodu.
Oczywiście, że ta technologia stanie się lepsza, ale nikt nie wie, ile zajmie rozwiązanie tych wszystkich rzadkich przypadków, które mogą się przytrafić w dużym mieście. Jak powie ci każdy doświadczony kierownik produktu – pierwsze 90% projektu zajmuje 10% czasu, a ostatnie 10% projektu zajmuje 90% czasu. Technologia jest zaawansowana, lecz fundamentalnie rzecz biorąc, samosterujące samochody są głupie. Są bezmózgie. Robią masy głupich decyzji. Ostatnio na parkingu samosterujących samochodów Waymo samochody zaczęły nagle jeździć w kółko i trąbić na siebie nawzajem. To trwało całe dni i ktoś nagrał to o 4 rano. Ludzie mieszkający w okolicy nie byli zadowoleni.
Istnieją tuziny udowodnionych przypadków, w których samosterujące samochody przeszkadzały w akcjach ratowniczych poprzez blokowanie ambulansów i wjeżdżanie w pojazdy straży pożarnej. Ale to jeszcze nic. W październiku 2023 roku kobieta w San Francisco została potrącona przez samochód prowadzony przez człowieka i upadła na trasie samosterującego samochodu firmy Cruise. Cruise informuje, że samochód zahamował agresywnie, by zminimalizować uderzenie i chociaż nie był w stanie zahamować na tyle szybko, by uniknąć uderzenia, nadal zahamował szybciej niż człowiek, by zahamował, a więc to jest plus dla samosterujących samochodów. Ale to pomijając fakt, że kobieta wpadła pod samochód – a według rozumowania robotaksówki kobieta zniknęła, więc robotaksówka kontynuowała jazdę, ciągnąc kobietę pod podwoziem; kluczowy szczegół, który firma Cruise próbowała zataić przed prasą i twórcami przepisów.
Na szczęście kobieta przeżyła i samochody firmy Cruise zostały zdjęte z ulic, lecz to jest przerażający przykład tego, że te samochody będą popełniać nowe błędy, o których nawet nie zdołaliśmy jeszcze pomyśleć. Nie są inteligentne, nie rozumieją trwałości obiektów na poziomie małego dziecka, lecz to nie przeszkodziło im w odbywaniu beta testów na publicznych drogach, gdzie obywatele tych miast nie wyrazili na to zgody. Kilka ugrupowań w Kalifornii protestowało przeciwko byciu poddawanymi testom przez multimilardowe firmy technologiczne, na które nie wyrazili zgody. Jeden z samochodów Waymo został nawet podpalony. Samosterujące samochody stworzyły wiele problemów w San Francisco. Samochody Waymo spowodowały ogromny korek, kiedy fani bejsbola opuszczali Oracle Park […] dwa samochody po prostu zatrzymały się na środku drogi. Grupa Safe Street Rebel opublikowała nagrania, w których samosterujące samochody przejeżdżają na czerwonym świetle, przecinają drogę przechodniom, blokują skrzyżowania, blokują ulicę, blokują transport publiczny, parkują na ścieżkach rowerowych. […] A więc idea, że te samochody będą zawsze przestrzegały zasad ruchu drogowego, jest bzdurą.
Safe Street Rebel organizuje również wydarzenia, takie jak tydzień pachołka drogowego. Ponieważ samosterujące samochody są zaprogramowane, by unikać pachołków za wszelką ceną, najlepszy sposób, by unieruchomić taki samochód, to położyć pachołek na jego masce. To jest nazywane „coning” (pachołkowanie) i jest przezabawne. Jestem pewien, że te megakorporacje będą lobbować, by uczynić pachołkowanie karalnym wykroczeniem, więc rób to, póki możesz. […] Tego typu protesty mogą spowolnić wprowadzanie samosterujących samochodów, ale nie oszukujmy się, nie ma możliwości, że przestaną, ponieważ jest to sprawa setek miliardów dolarów.
Warto wspomnieć, że większość z tych przypadków nie miałaby miejsca, gdyby samosterujące samochody nadal używały kierowców dla bezpieczeństwa, tak jak kiedyś, ale są pod taką presją, by dostarczyć produkt, że wolą rozpieprzyć miasto i potencjalnie zabić ludzi, zamiast przyznać się, że ich technologia nie jest jeszcze gotowa. Firmy technologiczne dumnie obwieszczają, że robią szybki postęp i psują rzeczy, lecz jedną z tych zepsutych rzeczy może być twój kręgosłup pod robotakstówką – lecz jest to ryzyko, które są w stanie podjąć. Firmy zajmujące się samosterującymi samochodami już przekupują polityków, by ci pozwolili im działać w oparciu o certyfikaty, które te firmy same sobie przyznają i zatrzymali wprowadzanie praw, które zmuszają je do podawania szczegółowych danych dotyczących bezpieczeństwa. Ostatnio w Kalifornii wprowadzono uchwałę, według której policja nie może nawet ukarać tych firm, jeśli ich samochody naruszają reguły ruchu drogowego. Być może kiedyś, średnio rzecz ujmując, samosterujący samochód będzie bezpieczniejszy od samochodu kierowanego przez człowieka, lecz niesamowicie naiwne jest wierzenie w to, że nie wprowadzą one nowych problemów w kwestii bezpieczeństwa. Samosterujące samochody starają się nie uderzać ludzi i przedmiotów i mają tuziny czujników, które upewniają się, że to się nie wydarzy, lecz te czujniki nie są niezawodne i wymagają przetwarzania przez oprogramowanie.
To również ważne, by samosterujące samochody nie robiły takich rzeczy, jak np. ta jedna Tesla, która nagle się zatrzymała na autostradzie i spowodowała karambol. Nie chcemy, by samosterujący samochód zatrzymał się, jeżeli wiatr wrzuci kilka śmieci na jezdnię. Samochód musi przeanalizować obiekt, który wykryje.
Pierwszą osobą, która została zabita przez samosterujący samochód, była kobieta w Tempe w stanie Arizona w 2018. Przechodziła przez drogę nocą wraz z rowerem i została uderzona przez SUVa marki Volvo prowadzonego przez system stworzony przez Uber. Dlaczego więc cała ta zaawansowana technologia zawiodła i zabiła ją? To nie było tak, że samochód jej nie wykrył – po prostu nie uważał, że nie warto jest się zatrzymywać. Raport dotyczący wypadku informował, że samochód naprzemiennie identyfikował ją jako pojazd (z powodu roweru) oraz jako niesprecyzowany statyczny obiekt. Oprogramowanie nie uznawało jej za coś ważnego aż do 1,2 sekundy przed wypadkiem, kiedy było już za późno. Więc jeżeli samosterujący samochód zacznie jechać w twoim kierunku, lepiej miej nadzieję, że nie zidentyfikował Cię jako niesprecyzowany obiekt.
Lecz cała ta gadka o czujnikach i samosterowaniu zakrywa rzeczywistą przyczynę tego wypadku, którą jest okropny stan amerykańskiej inżynierii drogowej. Ta okolica jest zaprojektowana jak autostrada. Ma wysokie ograniczenie prędkości i nie ma prawie żadnych udogodnień dla pieszych, pomimo tego, że znajduje się bezpośrednio pomiędzy stacją kolejową a szlakami spacerowymi. Pomiędzy jezdniami była wybrukowana droga, która miała być używana przez samochody, jeżeli jeden z mostów jest zamknięty, lecz wyglądała jak coś, co zostało stworzone dla pieszych i była używana przez ludzi, którzy przechodzili na drugą stronę. Zamiast zbudować jakąkolwiek rzeczywistą infrastrukturę dla pieszych, miasto postawiło po prostu znaki zakazujące pieszym przechodzić. To skandaliczne, że inżynierowie ruchu drogowego stawiają te znaki, gdzie ludziom jest naturalnie i wygodnie przechodzić, zamiast po prostu, wiecie, zbudować przejście dla pieszych.
Lecz co gorsze – w 2018 nie istniała nawet fizycznie możliwość podejścia stamtąd do przejścia dla pieszych z powodu drzew i krzewów, które zostały tam zasadzone. Od czasu wypadku rozwiązaniem było zamienienie brukowanej drogi w drogę z nierówno ułożonego kamienia, który jest nieprzyjazny dla pieszych. Lecz piesi teraz wycięli sobie drogę przez kaktusy, więc teoretycznie podejście do przejścia dla pieszych jest możliwe, tylko że nadal trzeba przejść 200 metrów w stronę, gdzie ludziom jest nie po drodze i trzeba jeszcze doliczyć czas oczekiwania na zielone światło. Amerykańscy inżynierowie drogowi dwoją się i troją, by sprawić, żeby jazda samochodem była możliwie wygodna i jednocześnie sprawiają, że te miejsca są w aktywny sposób wrogie pieszym. Obwiniają pieszych, jeżeli ktoś w nich wjedzie. W USA około 42.000 ludzi co roku ginie w wypadkach samochodowych, a setki tysięcy zostają poważnie ranne, czasami nabawiając się urazów, które zostaną z nimi do końca życia. Nie jest więc zaskakujące, że jednym z najatrakcyjniejszych atutów obiecywanych przez producentów samosterujących samochodów jest bezpieczeństwo, lecz USA ma jedne z najbardziej niebezpiecznych dróg w rozwiniętym świecie.
Najbardziej morderczym rodzajem dróg w USA są tak zwane Stroads (drogolice, ulicrogi – to nazwa, która bardzo brzydko brzmi, gdyż ma odzwierciedlać rzeczywistą brzydotę drogolic. Droga jest miejscem, które głównie służy do przemieszczania się, najlepiej przy większej prędkości i bez zatrzymywania się. Ulica jest miejscem, przy którym znajdują się miejsca docelowe – sklepy, domy itd. Drogolica jest próbą połączenia tych dwóch funkcji i jest bardzo często spotykana w Ameryce Północnej), zaprojektowane dla szybkiego ruchu, ale również pełniące funkcje destynacji. Drogolice są rzadkie w innych krajach, zwłaszcza w miastach, lecz w USA i Kanadzie są wszędzie. Organizacja nonprofit Strong Towns ostrzegała o niebezpieczeństwach tego rodzaju dróg już od ponad dekady. […] Gdyby USA zbudowało drogi tak bezpieczne, jak w Szwecji, zmniejszyłoby liczbę śmierci na drogach o ponad 80% bez wprowadzania żadnych nowych technologii. Lecz te rozwiązania wymagają spowolnienia lub ograniczenia samochodów, a to już o krok za daleko dla USA. Nie można zrobić żadnych pieniędzy na przebudowie dróg dla bezpieczeństwa, a więc jedynym rozwiązaniem dla niebezpieczeństw stworzonych przez stare samochody musi być kupowanie nowych, samosterujących samochodów. Korporacje motoryzacyjne nie interesują się bezpieczeństwem dróg, interesują się sprzedażą samochodów i technologią. Bezpieczeństwo obchodzi ich tylko na tyle, na ile zezwala im na sprzedaż samochodów. W momencie, w którym mogą przekonać ustawodawców i populację, że ich samochody są wystarczająco bezpieczne, przestają się interesować bezpieczeństwem. Więc możemy się spodziewać, że propaganda ich departamentów marketingowych szybko zmieni się z: „samosterujące samochody będą zapobiegać śmierciom w wypadkach drogowych” na „cóż, to jasne, że samosterujące samochody zabijają ludzi, lecz robią to rzadziej, niż zwykli kierowcy, więc to jest w porządku”.
Nawet jeśli te samochody będą bezpieczniejsze niż amerykańscy kierowcy na amerykańskich drogach, reszta świata otrzyma te samochody niezależnie od tego, czy ich chce, czy nie. To interesujące, gdyż te samochody są teraz ćwiczone w niektórych z najbardziej zdominowanych przez samochody miejscach na Ziemi. Pierwsze lokalizacje dla tych samochodów zostały wybrane ze względu na dobrą pogodę, ale gwarantuję wam, że Phoenix w stanie Arizona był również wysoko na liście, dlatego, że prowadzenie w Phoenix jest bardzo łatwe. Drogi są szalenie szerokie, nie ma prawie żadnych ograniczeń na to, gdzie samochody mogą wjeżdżać i jest stworzone z siatki kwadratowych bloków. Prawie każdy porusza się w Phoenix wszędzie i zawsze za pomocą samochodu. Powiedzieć, że Phoenix jest miastem podporządkowanym samochodom, to niedopowiedzenie. Gdyby antropomorficzne samochody mogły projektować miasta, zaprojektowałyby Phoenix. To również jedno z najniebezpieczniejszych miejsc dla pieszych w całym rozwiniętym świecie. Ale nie martwcie się – samosterujące samochody wszystko naprawią.
San Francisco jest z pewnością bardziej miejskie. Istnieją ludzie, którzy przemieszczają się na pieszo lub na rowerze i istnieje transport publiczny. Sam mieszkałem w Bay Area i mogę wam powiedzieć, że San Francisco jest bardziej podporządkowane i przyjazne samochodom niż większość miast Europy. Czuję, że to będzie problemem, kiedy ta technologia zostanie wprowadzona międzynarodowo. Te samochody są ćwiczone, by jeździć jak amerykanie na amerykańskich drogach, gdzie samochody są uznawane za świętsze i lepsze od wszystkich innych form transportu. Widzieliście kiedyś Amerykanina, który po raz pierwszy próbuje prowadzić samochód w Europie? To nie najładniejszy widok. Oczywiście te firmy technologiczne mogłyby spędzić lata, by wyćwiczyć swoje samochody tak, by jeździły, jak Europejczycy, lecz zarówno ja, jak i ty, wiemy, że to się nie wydarzy. Puszczą swoje samochody luzem na Europejskich ulicach. Mam nadzieję, że się mylę, ale nie zdziwiłbym się, jeśli europejskie miasta będą pod presją, by zamerykanizować swoje ulice, by stały się bardziej przyjazne samosterującym samochodom.
To prowadzi nas do kolejnego potencjalnego problemu. Te samochody nie są programowane – są ćwiczone, by jeździć, poprzez obserwacje tego, jak prowadzą ludzie. Powiedzmy więc, że w przyszłości miasto będzie chciało przebudować swoje ulice, by poprawić bezpieczeństwo, usprawnić transport publiczny, lub zapewnić więcej miejsca dla pieszych i rowerzystów. Nie będzie wystarczające napisanie łatki i zaktualizowanie oprogramowania. Rządy będą musiały przekonać każdą firmę zajmującą się samosterującymi samochodami do ponownego przećwiczenia swoich samochodów. A biorąc pod uwagę, że są to multimiliardowe korporacje z armią lobbyistów – jak myślicie, jak prawdopodobne jest to, że te zmiany zostaną na nich wymuszone?
To sprawi, że nasze miasta zostaną zamrożone w tym, czym są dzisiaj, a jakiekolwiek nowe zmiany będą dyktowane przez korporacje samochodowe. Te zmiany – gwarantuję wam – nie będą wspierały niczego, co zaowocuje mniejszą ilością samochodów. Oczywiście istnieją problemy z naszymi obecnymi systemami transportacji, lecz wątpię, że samosterujące samochody prawdziwie rozwiążą jakiekolwiek z nich. Oprócz problemów z bezpieczeństwem, jeżeli sprowadzimy sprawę do sedna, samosterujące samochody obiecują jedynie bycie tańszymi taksówkami. Tak, nie prowadzi ich człowiek, a przynajmniej nie prowadzi ich człowiek, który jest obecnie w samochodzie. Ale oprócz tego są po prostu tańszymi taksówkami.
Czy serio uważacie, że wszystkie nasze miejskie problemy transportowe zostaną rozwiązane, jeżeli taksówki będą tańsze? Szczerze to wątpię nawet w to, że będą tańsze. Widzieliśmy co stało się z Uberem i Lyftem. Kiedy te aplikacje taksówkowe zostały wprowadzone, Uber był tani. Tak się dzieje, kiedy inwestorzy kapitału dużego ryzyka pompują pieniądze. Były tak tanie, że niektóre miasta w USA ograniczyły inwestycje w transport publiczny i zamiast tego przeznaczały dotacje na te aplikacje. To działało przez chwilę, ale Uber nie jest już tani. Ta zmiana w cenach nie może być wyjaśniona wzrostem kosztów, legislaturą, czy inflacją – podnieśli ceny, ponieważ właściciele i inwestorzy chcieli zwrotów swoich inwestycji. To samo dzieje się z samosterującymi samochodami. Setki miliardów dolarów kapitału wysokiego ryzyka są pompowane, by ceny robotaksówek mogły konkurować na rynku z cenami tradycyjnych taksówek. Dla mnie jest to szalone, że niektórzy ludzie nieironicznie twierdzą, że w przyszłości samosterujące samochody będą tańsze, niż taksówki, ponieważ nie trzeba opłacać kierowcy. Czy serio wierzycie, że ceny, które wyznaczają korporacje, są oparte na kosztach? Oczywiście, że nie są. Oni ustawiają takie ceny, by maksymalizować zyski. A kiedy wyeliminują lub dogadają się z konkurencją, ustawiają takie ceny, jakie chcą. Nie powinienem musieć o tym nawet wspominać, ale przekazanie całego systemu transportu w ręce kilku wartych miliardy dolarów korporacji nie zapewni dobrych rezultatów nikomu innemu niż właścicielom tych korporacji.
Często mawia się, że samosterujące samochody obniżą ilość samochodów na drogach i wyeliminują parkingi. Idea jest taka, że samosterujący samochód cię podwiezie i nie musisz już parkować. To prawda. Ale możesz to zrobić już dziś, co nie? Możesz codziennie jeździć do pracy taksówką, zamiast posiadać samochód, ale oczywiście niewiele ludzi tak robi. To oczywiste, że jeżdżenie taksówką wszędzie, jest kosztowne, ale nawet bogaci ludzie tak nie robią, ponieważ ludzie po prostu lubią posiadać rzeczy i być we własnym samochodzie.
Istnieje ta niewyraźna obietnica, że twój samochód mógłby zarobić dla Ciebie trochę dodatkowych pieniędzy jako taksówka, kiedy jesteś w pracy. Ale ilu ludzi chce, żeby ich prywatny samochód skończył, wyglądając i pachnąc jak wnętrze taksówki? A więc te samochody będą musiały gdzieś parkować, a ich właściciele będą chcieli, żeby parkowały w pobliżu, by mogły szybko po nich przyjechać. Ale zapomnij o płaceniu za parking, ponieważ taniej jest kazać swojemu samochodowi po prostu jeździć w kółko, kiedy jesteś na zakupach lub w pracy, a więc tak ludzie będą robić.
Inną częstą obietnicą jest to, że te samochody zapewnią uniwersalną mobilność każdemu, zwłaszcza niepełnosprawnym. Lecz wielu niepełnosprawnych i tak wymaga pomocy od innych, by wejść i wyjść z pojazdu, lub zabezpieczyć wózek, a więc potrzebny i tak będzie asystent. A biorąc pod uwagę, że potrzebujesz smartfona i karty debetowej, by wynająć robotaksówkę, to sprawia, że jest ona poza zasięgiem wielu ludzi. Oczywiście bogaty boomer z problematycznym biodrem nie będzie miał problemów, ale mogą oni już dzisiaj po prostu zamówić taksówkę. To jest po prostu przedłużeniem często powtarzanego mitu, że samochody są jedynym sposobem transportu, który jest możliwy dla niepełnosprawnych i tak długo, jak są samochody, tak długo dbamy o sprawy niepełnosprawnych. Jest świetny artykuł rzeczników spraw osób niepełnosprawnych, który mówi, że samosterujące samochody jedynie odwracają uwagę od problemów, z którymi niepełnosprawni rzeczywiście się borykają.
Spośród wszystkich obietnic orędowników samosterujących samochodów najśmieszniejszą według mnie jest idea, że samosterujące samochody zmniejszą korki. Nie ma absolutnie żadnych podstaw, by w to wierzyć oraz istnieje wiele historycznych dowodów na to, że tak nie będzie. Za każdym razem, gdy robiliśmy cokolwiek, co sprawiało, że transport stawał się tańszy lub wygodniejszy, rezultatem było to, że ludzie przemieszczają się częściej i dalej. Istnieją dekady dobrze udokumentowanych dowodów na to, że poszerzanie dróg i budowanie nowych autostrad zwiększało ilość pojazdów. Opisuje to w moim nagraniu o wywołanym popycie. Uber i Lyft również obiecywały, że zmniejszą korki, ale wydarzyło się dokładne przeciwieństwo, ilość mil przebytych w samochodach znacznie wzrosła.
To będzie dotkliwsze w przypadku robotaksówek, ponieważ ludzie będą ich używali częściej niż Uberów dzisiaj, zwłaszcza gdy otrzymują sowite dotacje. Widziałem, że niektórzy ludzie twierdzili, że robotaksówki zmniejszą ilość samochodów w miastach, ponieważ będą parkowały na parkingach na granicach miasta i będą wjeżdżały do miasta tylko, kiedy zostaną wezwane. Nie wierzę w to nawet przez chwilę. Głównym konkurencyjnym aspektem pomiędzy firmami zajmującymi się robotaksówkami będzie to, jak szybko są w stanie zapewnić transport klientom. Biorąc pod uwagę to, jak niecierpliwi ludzie się stają, gdy czekają na windę, nie istnieje możliwość, że będą chcieli czekać 14 minut na robotaksówkę. To dlatego parkingi samosterujacych samochodów dzisiaj są w samym sercu San Francisco. Lecz przyszłość może być jeszcze gorsza, ponieważ jeżdżenie w kółko jest bezpłatne, a podatki za benzynę są często jedyną rzeczą, która w jakiś sposób odzwierciedla opłatę za używanie dróg. Robotaksówka będzie elektryczna i ładowana w prywatnych przybytkach. Tak długo, jak używanie dróg jest darmowe, nie istnieje nic, co zatrzymałoby te firmy przed tym, żeby ich robotaksówki ciągle krążyły w kółko, aby mogły możliwie szybko odpowiedzieć na wezwania klientów. A skoro te samochody są mniej wydajne pod względem zajmowanego miejsca niż autobusy i tramwaje, samo to wystarczy, by sprawić, że będzie mniej miejsca w naszych miastach.
Lecz będzie jeszcze gorzej. Pomyśl o dzisiejszym rodzicu na przedmieściach, który odwozi swoje jedno dziecko do szkoły podstawowej, drugie do liceum, a potem jedzie do pracy. Z samosterującymi samochodami te dzieciaki zostaną wysłane prosto do swoich szkół w osobnych robotaksówkach, a więc przejazd jednym samochodem w przyszłości zmieni się w trzy. To już się dzieje w San Fransisco i będzie tylko gorzej. Świetną sprawą dla dzieciaków jest mieć niezależną mobilność, lecz musimy im to zapewnić w inny sposób, niż poprzez wepchnięcie większej ilości samochodów na drogi. W jednym z moich nagrań mówiłem o problemach, z którymi napotkały się Europejskie miasta po wprowadzeniu usług dostawy w dziesięć minut. Istnieją teraz opowieści kierowców Door Dash, którzy zostali wezwani, by dostarczyć trywialnie małe zamówienia, takie jak jedna tubka pasty do zębów. Jeżeli robotaksówki staną się tańsze i wygodniejsze, to sprawi, że ta sytuacja stanie się bardziej powszechna. Robotaksówki będą dostarczać cokolwiek w czasie kilku minut osobnym samochodem dla każdego zamówienia.
Kiedy samochody stały się powszechne, ludzie nie musieli już mieszkać w okolicy swojej pracy i miasta zaczęły się rozlewać, kiedy budowano więcej i więcej przedmieść, w których jedyną opcją poruszania się były samochody. To spowodowało, że ogromny wolumen ruchu drogowego wlewał się w arterie i autostrady, ponieważ coraz więcej samochodów pokonywało długie dystanse. Samosterujące samochody tylko pogorszą ten problem, gdyż ludzie zwolnieni z obowiązku zachowania swojej uwagi na drodze będą mogli sprawdzać swoje emaile i brać udział w spotkaniach online ze swoich samochodów. Więc po co żyć na przedmieściach – czy nie lepiej żyć w chatce pośrodku niczego, gdzie pełno jest ziemi i podatki są niskie? To sprawi, że jeszcze dalsze dystanse będą pokonywane pojazdami i jeszcze bardziej obciąży nasz system transportu. Już istniejący problem finansowania infrastruktury przedmieść stanie się jeszcze gorszy. Możesz dowiedzieć się więcej w mojej serii nagrań o tym jak przedmieścia i infrastruktura priorytetyzująca samochody dosłownie doprowadza amerykańskie przedmieścia do bankructwa.
Lecz jeśli wierzysz w marketing samosterujących samochodów, to wiesz, że ta technologia sprawi, że pojazdy będą komunikowały się ze sobą. Będą włączały się do ruchu płynnie przy dużych prędkościach na autostradach specjalnie zbudowanych dla samosterujących samochodów, by można było podróżować jeszcze szybciej. Pojazdy będą wydajniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. W tej wizji przyszłości dzisiejsze problemy transportowe wydają się śmiesznie archaicznie i osiągniemy poziomy wydajności, o których mogliśmy tylko marzyć. Jest marketingowe wideo firmy Ford, które pokazuje, jak wydaje im się, że miasto przyszłości będzie wyglądać. Spójrzcie na wszystkie problemy dzisiejszych miast. Oczywiście są one powodowane przez to, że ludzie używają swoich samochodów, lecz nie martwcie się, ponieważ kupienie nowych samochodów wszystko naprawi. Spójrzcie – są elektryczne rowery, parki, futurystyczne pociągi, mniej parkingów, ludzie mogą przejść przez drogę, kiedy chcą, a magiczne przejścia dla pieszych automatycznie się pojawią, a samochody ich natychmiast ich przepuszczą. Są pociągi próżniowe, place dla pieszych, niebieskie nieba i pełno drzew. Każdy problem rozwiązany, czego tu nie lubić. Lecz zanim staniemy się zbyt podekscytowani naszą utopijną, samosterującą przyszłością, warto spojrzeć na dawne obietnice przemysłu motoryzacyjnego. Podczas New York World Fair w 1939 General Motors zaprezentował Futuramę – oparte na nowoczesnej technologii miasto przyszłości. W 1960 ta wystawa była ogromna. Mieli kolejkę, która zabierała cię ponad miastem i nawet model miejskiego osiedla w rzeczywistej skali. W Futuramie korki zostałyby całkowicie wyeliminowane przez zaawansowane autostrady, które byłyby odseparowane od innego ruchu. To pozwoliłoby samochodom jeździć szybciej, niż kiedykolwiek wcześniej, piesi mogliby komfortowo przemieszczać się po mieście na kładkach, a cały ruch samochodowy bezpiecznie odbywałby się na autostradach poniżej. Lecz rzeczywistość była całkiem inna. Autostrady obiecywane przez Futuramę zostały zbudowane, lecz zwiększyły one popyt na używanie samochodów. To było od początku rzeczywistym celem korporacji samochodowych. Oczywiście, że chcieli sprzedać więcej samochodów. Zamiast być zbawieniem dla miasta, estakady autostradowe podzieliły i zniszczyły osiedla i zalały miejskie ulice korkami, zanieczyszczeniami i pozostawiły miejskie samorządy z ogromnymi kłopotami w kwestii konserwacji dróg do tego stopnia, że wiele miast wydało miliardy dolarów, by usunąć te estakady i spróbować naprawić szkody, których dokonały.
To, co chcę powiedzieć, to to, że nowa technologia transportowa może zmienić i z pewnością zmieni nasze miasta, zwłaszcza jeśli można na tym zarobić. A więc musimy poważnie rozważyć potencjalne negatywne skutki samosterujących samochodów w naszych miastach i musimy już się na to przygotować. Ta technologia będzie usprawniana i zacznie pojawiać się w osobistych pojazdach. Tak samo, jak w przypadku samochodów, pierwsze masowe użycie tej technologii odbędzie się na przedmieściach. Zwłaszcza w USA i Kanadzie mieszkańcy przedmieść spędzają zbyt wiele czasu w korkach. To pozwoli tym ludziom żyć jeszcze dalej od centrum z powodów cen gruntu, a więc będzie to opłacalne dla względnie zamożnych przedmieścian. Projektowanie samosterujących samochodów dla przedmieść jest o wiele łatwiejsze niż projektowanie ich dla zatłoczonych centrów miast, a więc samosterujące samochody najpierw uderzą w rynek mieszkańców przedmieść. Gdy zostanie udowodnione, że samosterujące samochody są bezpieczniejsze niż kierowcy, firmy będą lobbować, żeby zarezerwować jezdnie tylko dla tych samochodów na autostradach i przedmieściach. Jeżeli niektórych nie będzie stać na własne samosterujące samochody, samorządy przedmieść ustanowią dotacje na robotaksówki zamiast transportu publicznego. Będą budowane przedmieścia, do których dostęp będą miały wyłącznie samosterujące samochody. To ma dodatkowe korzyści, gdyż osoby niechciane będą trzymane z dala od tych osiedli. To następny logiczny krok, skoro osiedla zamknięte są już powszechne w USA. Przedmieścia zaczną szybko się rozszerzać, używając jeszcze więcej wartościowej ziemi, linii energetycznych, rur wodociągowych. Wszelka inna infrastruktura zostanie jeszcze bardziej przedłużona i rozciągnięta, lecz na podstawie obietnicy budowy miasta przyszłości pieniądze i pożyczki zaleją przedmieścia i nikt nie będzie myślał o tym, żeby to zatrzymać. Poza tym, rachunki za utrzymanie tego wszystkiego staną się problemem dopiero za kilka dekad.
Innymi słowy stanie się dokładnie to samo, co stało się w przypadku powojennych przedmieść ostatniego wieku. Firmy zajmujące się autonomicznymi samochodami będą robić rekordowe zyski dzięki przedmieszczanom, lecz linia na wykresie musi ciągle iść w górę, a więc zwrócą się ku miastom. Ich pierwszym celem będzie wyeliminowanie konkurencji. W latach 20 Los Angeles miało największą sieć tramwajów na świecie, lecz ich wydajność drastycznie spadła, gdy tramwaje zaczęły utykać w korkach za samochodami. Tramwaje nie mogły konkurować z systemem dróg samochodowych i autostrad, gdyż te otrzymywały ogromne dotacje. Prywatne firmy tramwajowe zostały wykupione przez National City Lines – firmę, która była finansowana przez General Motors i inne powiązane z nią firmy. National City Lines została założona w celu rozdarcia linii tramwajowych w całym USA ponieważ, dobrze funkcjonujący transport publiczny jest zagrożeniem dla korporacji motoryzacyjnych.
Historia się powtórzy. Firmy, które finansują autonomiczne pojazdy, będą robiły wszystko w swojej mocy, by zatrzymać projekty rozwoju transportu publicznego, by lobbować przeciwko dotacjom dla transportu publicznego i by zastąpić transport publiczny ich prywatnymi robotaksówkami. Będą obiecywać i tworzyć projekty autonomicznych autobusów i niektóre z nich nawet wejdą do użytku, by zastąpić dzisiejsze autobusy i tramwaje, lecz prawdziwa kasa leży w prywatnych samosterujących samochodach i robotaksówkach. Robotaksówki będą reklamowane jako bardziej wydajna metoda transportu oferująca przejazd od drzwi do drzwi. Jakikolwiek pociąg czy tramwaj zostanie zastąpiony przez pasy ruchu zarezerwowane dla autonomicznych pojazdów.
Lecz nie ma nic wydajniejszego od pociągu. 18-sto pasmowa autostrada w Toronto ma ponad 100 metrów szerokości, lecz zapewnia transport mniejszej ilości osób niż jedna linia metra, gdyż pociągi są aż tak wydajne pod względem zajmowanej powierzchni. We wczesnym dwudziestym wieku Brooklyn Bridge w Nowym Jorku zapewniał przejazd 420.000 osób dziennie. W latach 50 usunięto z niego tramwaje, by zrobić więcej miejsca dla samochodów i od tego czasu most nie zapewnił przejazdu więcej niż 180.000 osób dziennie – przepustowość mostu spadła o ponad połowę.
To samo stanie się naszym miastom dzięki samosterującym samochodom. Spadek w wydajności przestrzennej, przejście z transportu publicznego do prywatnego połączone z masowym wzrostem popytu na tanie, podlegające dotacjom przejazdy robotaksówkami zaowocują ogromnym wzrostem ilości pojazdów w naszych miastach. Firmy zajmujące się samosterującymi samochodami będą lobbować, by zarezerwować pewne drogi wyłącznie dla samosterujących samochodów. Będą mówić, że to poprawi bezpieczeństwo i wydajność, ale ostatecznym celem będzie wyeliminowanie transportu publicznego, samochodów kierowanych przez ludzi i zmuszenie każdego, by kupił sobie zamiast tego subskrypcję na robotaksówki.
Powstał koncept zwany Loop NYC. Firma inżynieryjna w Nowym Jorku zaprezentowała wideo, w którym pewne główne ulice Nowego Jorku zarezerwowano dla samosterujących samochodów. Twierdzą, że byłoby to tak wydajne, że można by zamknąć inne ulice dla samochodów i przekształcić je w parki. Lecz firmy zajmujące się samosterującymi samochodami na to nie pozwolą. Nie zrezygnują z żadnej ulicy. Ich sukces zależy od oferowania usługi od drzwi do drzwi. Autonomiczne samochody będą musiały jeździć wszędzie. Będą twierdzić, że autonomiczne samochody powinny zostać dopuszczone do ruchu w strefach dla pieszych, gdyż są bezpieczniejsze niż normalni kierowcy i zapewniają mobilność niepełnosprawnym.
Skoro nie będzie opłaty za jeżdżenie, robotaksówki będą jeździć w kółko po mieście w celu osiągnięcia jak najkrótszego czasu odpowiedzi na wezwanie. Prywatne autonomiczne samochody będą jeździć w kółko, gdy ich właściciele są w pracy, by nie płacić za parkingi. Parkingi, które miały stać się bezużyteczne zostaną zamienione w farmy energii słonecznej, by ładować prywatne autonomiczne samochody i robotaksówki, a te będą przeskakiwały od stacji do stacji w zależności od tego, która oferuje najtańszą energię. Pomimo tego, co pokazuje wam propaganda korporacji motoryzacyjnych, samosterujące samochody nie pozwolą nam zamienić ulic i parkingów w parki. Autonomiczne samochody będą żądały jeszcze więcej przestrzeni w naszych miastach i dostaną tę przestrzeń.
Następnym problemem będą piesi. Gdy autonomiczne samochody staną się bardziej powszechne, ludzie zrozumieją, że mogą przejść przez ulicę gdzie i kiedy tylko chcą, ponieważ autonomiczne samochody zawsze się zatrzymają. Nie ma możliwości, że korporacje będą to tolerowały. Będą twierdzić, że ludzie przechodzący przez ulicę wstrzymują samochody, zakłócają system transportu i będą żądać ustawienia płotów przy głównych, ważnych ulicach i drogach.
Bamberg jest małym miasteczkiem w stanie Południowej Karoliny. Jest prawie takie samo, jak każde inne amerykańskie miasteczko. Miało niegdyś główną ulicę, lecz ta główna ulica została przekształcona w główną autostradę przez środek miasteczka. Cała aktywność centrum miasta, a zwłaszcza ludzie przechodzący przez ulicę zakłócały przepływ samochodów, a więc poszerzono ulice i zainstalowano płoty przy chodnikach, żeby ludzie mogli przechodzić jedynie przy skrzyżowaniach. Po ukończeniu konstrukcji przepływ samochodów był znacznie bardziej wydajny i w przeciągu kilku lat każdy sklep przy głównej ulicy Bamberg zbankrutował i dziś to miejsce wygląda jak miasto duchów, ponieważ ludzie nie czerpią przyjemności z bycia ściśniętymi na wąskim chodniku bezpośrednio obok drogi szybkiego ruchu. To oczywiście był monumentalnie kretyński pomysł, lecz wspominam o tym, ponieważ przed wdrożeniem tego projektu dyrektor regionalnej izby handlowej powiedział, że projekt „znacznie wzmocni gospodarkę regionu i centrum Bambergu”. Istnieje wielu ludzi, którzy szczerze wierzą, że jeżeli ruch samochodowy przepływa wydajnie, to biznesy będą rozkwitać. Rzeczywistość jest zupełnie odwrotna. Samochody nie kupują rzeczy, więc jeżeli sprawisz, że miejsce jest niegościnne dla ludzi, nikt tam nic nie kupi.
Spodziewajmy się, że to samo stanie się dzięki autonomicznym samochodom. Kiedy zostaną postawione płoty, nie będzie żadnego powodu, by autonomiczne samochody jeździły powoli, a więc nie będą. Ulice wszędzie będą wyglądały jak centrum Bambergu. Niegościnne miejsca, w których ludzie nie będą chcieli przebywać. Życie na ulicy zacznie powoli umierać. Gdy autonomiczne samochody zmiotą z drogi pieszych, kierowców i transport publiczny, korporacje zażądają zniesienia ograniczeń prędkości. Będą twierdzić, że te ograniczenia zostały stworzone dla ludzkich kierowców i są bezsensowne dla pojazdów sterowanych przez komputer. To spowoduje duży wzrost w przepustowości dróg i będzie uznawane za wielki sukces. Lecz kiedy wzrośnie prędkość samochodów, wzrośnie ilość śmiertelnych wypadków z rowerzystami i pieszymi. Autonomiczne samochody mają czas reakcji o prędkości światła, ale przy dużych prędkościach za każdym razem wygrywają prawa fizyki. Za każdym razem, gdy ktoś zostanie zabity, powstanie oburzenie i ludzie będą żądali spowolnienia autonomicznych samochodów. Lecz historia znów się powtórzy. Dziś samochody są rzeczywistością, na którą musimy się godzić prawie wszędzie, lecz kiedy samochody zostały wprowadzone po raz pierwszy, ludzie nie chcieli ich w swoich miastach. Ogólnie populacja była bardzo negatywnie nastawiona do samochodów. Kilka miast chciało zakładać ograniczniki prędkości na wszystkich samochodach, które wjeżdżały do miasta i wprowadziły wysokie grzywny za niebezpieczne prowadzenie, lecz przemysł motoryzacyjny nie miał zamiaru poddać się bez walki. Walczyli, by politycy przyjaźni samochodom zostali wybrani i przegłosowali i wycofali wszelką antysamochodową legislaturę. Czy korporacje zrobiły cokolwiek, by ich samochody były mniej zabójcze? Oczywiście, że nie. Wydano miliony dolarów na promowanie pojęcia „jaywalking” , by zamiast kierowców obwiniać pieszych za to, że nie patrzą gdzie idą. To pojęcie zmieniło miasta prawie z dnia na dzień [Jaywalking jest pojęciem, które nie istnieje w Europie. W Polsce można legalnie przechodzić poza przejściem dla pieszych, jeżeli odległość do najbliższego przejścia wynosi ponad 100m i jeżeli nie zakłócamy ruchu, ustępujemy pierwszeństwa pojazdom i przechodzimy jezdnię w najkrótszy możliwy sposób. W niektórych krajach, np. w Wielkiej Brytanii dozwolone jest przechodzenie na czerwonym świetle, jeżeli nie zakłóca się tym samym ruchu pojazdów i nie powoduje niebezpieczeństwa. W USA w większych miastach przechodzenie poza przejściem dla pieszych jest całkowicie zakazane]. Ulice przestały być wspólnym miejscem dla wszystkich, a stały się miejscem wyłącznie dla samochodów. „Jaywalkingiem” 21 wieku będzie transponder, który każdy będzie musiał zawsze ze sobą nosić, kiedy porusza się w mieście i chce uniknąć bycia potrąconym przez samochód. Gdy ktoś zostanie potrącony przez autonomiczny samochód, ludzie będą pytać: „Cóż, czy miał ze sobą transponder?” a media będą informować o tym, że ofiara nie nosiła reflektora LIDARowego.
Te samochody również spowodują więcej zanieczyszczeń i hałasu. Samochody są jedną z głównych przyczyn zanieczyszczeń w miastach. Jakość powietrza się poprawi podczas gdy samochody elektryczne stają się popularniejsze, ale to nie rozwiąże problemu, ponieważ wielkim źródłem zanieczyszczeń jest erozja opon, hamulców, asfaltu, znaków poziomych, a wszystkie te emisje rosną, kiedy samochody stają się cięższe i jeżdżą z większą prędkością. Samochody również powodują wiele hałasu w miastach. To jest nie tylko po prostu nieprzyjemne – hałas dosłownie powoduje w nas stres, który prowadzi do problemów fizycznych. Mówiłem o tym w innym moim nagraniu.
Istnieje popularne przekonanie, że samochody elektryczne rozwiążą problem hałasu, ale to po prostu nieprawda, ponieważ gdy samochód jedzie z prędkością ponad 50-ciu kilometrów na godzinę, dźwięk wydawany przez opony staje się głośniejszy niż dźwięk silnika. Ten dźwięk staje się tym głośniejszy im cięższy jest samochód i im szybciej on jedzie.
W Oslo jest wiele elektrycznych samochodów, lecz na kładce dla pieszych nad autostradą jest wciąż bardzo głośno. Z całą dodatkową elektroniką i komputerami autonomiczne samochody będą cięższe, niż dzisiejsze samochody i będą jeździć szybciej. To sprawi, że powietrze przy autostradach dla autonomicznych samochodów będzie prawie toksyczne, a hałas pochodzący ze styku opon i jezdni będzie ogłuszający, co sprawi, że te miejsca będą nieprzyjemne i niebezpieczne dla kogokolwiek w okolicy.
W końcu autonomiczne samochody pochłoną każdą ulicę w mieście i wypchną wszystkie inne formy transportu. Ostatnim krokiem będzie usunięcie sygnalizacji świetlnej. Prawie dekadę temu widziałem nagranie stworzone przez Uniwersytet Teksański w Austin. Proponowali protokół AIM, który pozwoliłby na autonomiczne zarządzanie skrzyżowaniami przy wysokich prędkościach. (Dla ludzi, którzy słuchają, lecz nie oglądają – tutaj autor pokazuje animację tego projektu. Animacja pokazuje skrzyżowanie dwóch dwunastopasmowych dróg i masy samochodów, które przy dużych prędkościach przemierzają skrzyżowanie mijając się o włos). Ta animacja sprawiła, że naprawdę zacząłem myśleć o przyszłości samosterujących samochodów. Gdy zobaczyłem to wideo, pierwszą myślą, jaka zawitała do mojej głowy, było: przemierzanie tego skrzyżowania na pieszo lub na rowerze byłoby naprawdę przerąbane.
Oczywiście będą ludzie, którzy będą protestować i narzekać. Nie będą chcieli, by ich okolica została przecięta w pół przez autostradę z autonomicznymi samochodami. Lecz nie możemy pozwolić, by ci luddyści odebrali nam naszą transportową utopię. Jako kompromis powstanie obietnica kładek dla pieszych, by osiedla pozostały połączone, lecz z powodu kosztów niewiele z tych kładek zostanie faktycznie zbudowanych. Kiedy autostrady pojawiły się w Nowym Jorku, całkowicie zniszczyły niektóre osiedla, a inne z nich podzieliły. Zbudowano kilka kładek dla pieszych, by ponownie połączyć niektóre osiedla, lecz te kładki są okropne. Musisz wejść w górę po wysokich schodach lub pochylniach. Sprawiają wrażenie brudnych, betonowych okopów. Są naprawdę brzydkie. Płot z siatki oddziela cię od szybkiego ruchu pod spodem, lecz hałas i zanieczyszczenia są nieznośne. Te kładki oczywiście istnieją na korzyść kierowców, a nie na korzyść ludzi, którzy chodzą w okolicy.
W mieście autonomicznych samochodów nie będziesz mógł po prostu przejść przez ulicę. Będziesz zmuszony iść tam, gdzie ci nie po drodze, by dostać się do najbliższej kładki, wspiąć się po schodach, przejść przez kładkę i dopiero ruszyć w kierunku, w którym chciałeś iść. W tym czasie będziesz musiał znosić ogłuszający hałas i toksyczne powietrze pochodzące z ruchu o dużej prędkości pod spodem. To będzie miasto przyszłości. Ulice, które są całkowicie opanowane przez autonomiczne samochody. Skrzyżowania, przez które nie da się przejść. Miasta, które są podzielone przez autostrady dla autonomicznych samochodów, tworząc wysepki, gdzie nie da się poruszać pieszo. Zanieczyszczenia i hałas tak okropne, że poruszanie się na zewnątrz, poza samochodem, będzie nieznośne. Będziemy mieli system transportu, który będzie składał się wyłącznie z autonomicznych samochodów, a więc nie będziesz mógł zrobić nic – nie będziesz mógł iść do pracy, do szkoły, a nawet kupić jedzenia dla swojej rodziny – bez płacenia korporacjom zajmującymi się autonomicznymi samochodami. A kiedy jakakolwiek inna forma transportu zostanie wyeliminowana lub stanie się niemożliwa w praktyce, korporacje podniosą ceny i będą mogły zażyczyć sobie tyle, ile chcą, ponieważ nie będą istnieć żadne alternatywy.
Co możemy więc zrobić przeciwko temu? To sprowadza mnie z powrotem do mojego podstawowego zarzutu do całej koncepcji samosterujących samochodów. Dorastałem w mieście uzależnionym od samochodów – London, Ontario, Kanada. Pomimo tego, że jest tam rzeka Tamiza, ulica Oxford i rynek Covent Garden, w żaden sposób nie przypomina ono prawdziwego Londynu. Jest w pewien sposób fałszywym Londynem. Kiedy przyjeżdżam do fałszywego Londynu pociągiem, znajduję się na uboczu drogolicy i naprzeciwko parkingu. Nie pozostało wiele z centrum miasta. Jedyną moją opcją, by przedostać się gdziekolwiek, jest taksówka. Miasto jest bardzo rozległe i rozproszone. Jest zaprojektowane prawie wyłącznie dla samochodów. Istnieją autobusy, ale nie można na nich polegać i są wolne. Nie ma możliwości, że będę czuł się wystarczająco bezpiecznie, by jechać na rowerze. Muszę jeździć samochodem praktycznie gdziekolwiek, by zrobić cokolwiek, co muszę przyznać, jest przerąbane. Wielu ludzi prowadzi w bardzo niebezpieczny sposób. Rutynowo w mediach pojawiają się historie o ludziach, którzy stracili życie w wypadkach. Kiedy siedzę w korku na ogromnej drogolicy, idea, że samochód mógłby zająć się tym całym niebezpiecznym i nudnym prowadzeniem za mnie, brzmi świetnie, lecz wtedy myślę o Utrechcie.
Utrecht jest miastem w środku Niderlandów. Muszę tam jeździć dość często z różnych powodów. Populacja Utrechtu jest podobnej wielkości do populacji fałszywego Londynu, lecz poza tym te miasta są zupełnie różne. Możecie więc myśleć, że porównywanie Utrechtu do fałszywego Londynu jest wręcz komiczne. Cóż, wydaje się całkiem komiczne porównywanie ich, ponieważ te miasta nie mają prawie nic wspólnego. A jednak 100 lat temu były bardzo podobne. Co prawda architektura była różna, ale fundamentalny plan miasta był dość porównywalny. Obydwa miasta dało się przemierzać na pieszo, były kompaktowe, były pełne osiedli, które pełniły różne funkcje (mieszkanie, sprzedaż, produkcja, biznes). Te osiedla były połączone tramwajami. Te miasta były podobne dlatego, że powstały przed powstaniem samochodów.
W trakcie dwudziestego wieku oba miasta zaakceptowały samochody i wybudowały szerokie drogi i autostrady. Utrecht zasypał kanał w centrum miasta i zamienił go w autostradę, a Londyn wyburzył osiedle, by zbudować szeroką drogę prosto do samego centrum. Utrecht i Londyn zburzyły fragmenty centrum, by zbudować centra handlowe w przedmieściańskim stylu – i te centra handlowe były pierwszymi centrami handlowymi tego typu w tych krajach. Utrecht zalegał około dekadę za Londynem, lecz poza tym te miasta były na tej samej ścieżce rozwoju – aż do lat 90. Utrecht zdecydował zmienić kierunek rozwoju, ponieważ z powodu rosnących zmartwień dotyczących negatywnego wpływu samochodów na miasto, podjęto decyzję, by sprawić, że miasto stało się przyjaźniejsze dla pieszych i rowerzystów, ograniczyć ruch samochodowy, stworzyć lepsze miejsca publiczne. Autostrada wokół centrum została z powrotem zamieniona w kanał. Wspomniane centrum handlowe jest bezpośrednio połączone z nową stacją kolejową poprzez strefę pieszą i zintegrowane zresztą miasta po drugiej stronie.
Przyjeżdżanie w to miejsce pociągiem jest niesamowicie inne w porównaniu do fałszywego Londynu. Pomimo iż oba miasta mają taką samą populację, Utrecht posiada najruchliwszą stację kolejową w Niderlandach, przez którą przejeżdża 200.000 ludzi dziennie. Codziennie ponad tysiąc narodowych i międzynarodowych pociągów stąd wyrusza. W zasięgu pieszym są tysiące miejsc docelowych oraz istnieją świetne połączenia z innymi formami transportu publicznego, wliczając w to nowy system tramwajów pod stacją, największy podziemny parking rowerowy na świecie, który zapewnia miejsce dla ponad 12.000 rowerów i mogę również użyć jednego z setek rowerów na wynajem używając karty miejskiej. Mogę pojechać na rowerze gdziekolwiek chcę, mogę to zrobić szybko i łatwo ponieważ istnieje wysokiej jakości infrastruktura. Nigdy nie czuję się niebezpiecznie. Pomaga też fakt, że ilość samochodów jest niewielka, tak samo jak dozwolona prędkość w okolicach stacji. Blisko stacji jest ulica dostępna tylko dla pieszych, rowerzystów i transportu publicznego. Widuję tu więcej rowerzystów w ciągu pięciu minut niż widziałem przez całe życie w fałszywym Londynie. Chodzenie po mieście również jest wygodne i komfortowe. Ulice są pełne interesujących sklepów i restauracji. Nie widać żadnych parkingów. Jest wiele ładnych osiedli mieszkaniowych i jest zaskakująco cicho. Ponieważ – czego zrozumienie zajęło mi wiele lat – miasta nie są głośne. To samochody są głośne.
Czuję się bezpiecznie gdy tu chodzę lub jeżdżę na rowerze. A więc obietnice o bezpieczeństwie autonomicznych samochodów zdają się nie mieć znaczenia. Nie ma również dużego ruchu samochodowego, ponieważ ludzie nie są tutaj zmuszeni poruszać się samochodami, a więc jedyni ludzie, którzy są w samochodach, to ci, którzy muszą poruszać się samochodami, albo ci, którzy naprawdę tego chcą.
Autonomiczne samochody mają zapewnić mobilność dzieciom, niepełnosprawnym i starszym. A jednak widzę tych wszystkich ludzi poruszających się bez problemu w Utrechcie. Uniwersalny dostęp do mobilności nie jest tutaj problemem. To problem, który jest tworzony przez uzależnienie, poleganie na samochodach, jako jedynej formie transportu. [Tu autor pokazuje człowieka niepełnosprawnego poruszającego się bez problemu przy względnie dużej prędkości pojazdem elektrycznym na ścieżce rowerowej i pyta] – czy ten koleś miałby lepiej, gdyby był w autonomicznym samochodzie? Nie pytałem się go, ale to mało prawdopodobne, gdyż jest w stanie się samodzielnie przemieszczać, a nie byłby w stanie tego robić w fałszywym Londynie.
Utrecht nie jest idealny i nadal widać wiele blizn skupionego na samochodach rozwoju lat 60-tych. Lecz Utrecht po prostu zwyczajnie nie posiada większości problemów, które w domniemaniu mają być rozwiązane przez autonomiczne samochody – a jednak zrobili to bez zaawansowanej technologii, bez wydawania setek miliardów dolarów i bez pozwalania na kontrolę nad swoim miastem zachciankom multimiliardowych korporacji. Gdyby wszyscy byli w autonomicznych samochodach, to miejsce byłoby o wiele gorsze. A więc zdaje się, że to, czego naprawdę potrzebujemy, to nie samochody bez kierowców, a kierowcy bez samochodów.
Myślę, że Utrecht i podobne miasta są przykładem tego, co powinniśmy robić, by przygotować się na autonomiczne samochody. Musimy ograniczyć to, gdzie samochody – w tym autonomiczne samochody - mogą wjeżdżać. Utrecht ma wiele miejsc, do których samochody nie mają dostępu, ale pojazdy zmotoryzowane są bardzo użyteczne, więc dostęp jest zapewniany dla pojazdów dostawczych, ambulansów itd. oraz transportu ludzi niepełnosprawnych. Potrzebujemy mniej samochodów w miastach. Musimy zburzyć autostrady w miastach, które dzielą osiedla i zamienić te miejsca w parki, sklepy i domy. Samochody powinny jeździć na około miast, a nie przez miasta. Musimy sprawić, by przejeżdżanie samochodem przez środek miasta było niemożliwe, a najbardziej bezpośrednia trasa powinna być dostępna jedynie rowerzystom, pieszym i przez transport publiczny, co będzie zapewnione przez filtry modalne. Musimy ograniczyć dozwoloną prędkość jeszcze bardziej, by ulice stały się bezpieczniejsze już teraz, lecz musimy to zrobić również po to, by ograniczyć zanieczyszczenia i hałas. Ograniczanie prędkości zazwyczaj jest kontrowersyjne, lecz gdy to zostanie dokonane, zazwyczaj okazuje się, że istnieje prawie całkowite poparcie, by ograniczenia pozostały niskie. Zróbmy więc to teraz, zanim pojawią się autonomiczne samochody. Musimy pozbyć się parkingów, zwłaszcza parkingów naziemnych. Nie będziemy mogli pobierać opłat za parking, kiedy samochody będą prowadziły same siebie, więc zacznijmy burzyć parkingi już teraz i zamieńmy je w coś bardziej użytecznego. I zaprzestańmy również budowania nowych garażów parkingowych, skoro i tak mają być niepotrzebne, kiedy autonomiczne samochody wejdą do powszechnego użytku. Zamiast tego budujmy więcej osiedli, w których można poruszać się pieszo i które pełnią wiele funkcji, zapewniając miejsca do mieszkania, miejsca pracy i handlu. Jeśli te miejsca są blisko siebie, nie ma potrzeby używania samochodu. Ścieżki rowerowe powinny stać się częścią standardowych wytycznych dla budowy ulic, muszą być od razu budowane wraz z każdą nową konstrukcją. Musimy inwestować w funkcjonalny i efektywny transport publiczny, a zwłaszcza w infrastrukturę, którą ciężko jest usunąć. Historia udowodniła nam, że trasy autobusów zostaną zdominowane przez samochody, więc potrzebujemy więcej tramwajów, pociągów i pasów przeznaczonych dla transportu publicznego. I musimy upewnić się, że transport publiczny pozostanie pod demokratyczną kontrolą i nigdy nie zostanie przejęty przez prywatne korporacje. A co najważniejsze z tego wszystkiego – i nie umiem wystarczająco tego podkreślić – musimy wprowadzić opłatę za prowadzenie. Nie możemy pozwolić, by autonomiczne pojazdy jeździły w kółko i zapychały ulice. Podatek od benzyny i tak zniknie, gdyż samochody stają się elektryczne, więc zamieńmy go czymś lepszym – niech będzie pobierana opłata w zależności od tego, jak dużo jakiś samochód jeździ oraz kiedy jeździ. Niech największe opłaty będą pobierane w godzinach szczytu. Jeśli zrobimy to wszystko, to być może zdołamy ufortyfikować nasze miasta przed nawałnicą autonomicznych samochodów. Wtedy będziemy mogli wpuścić autonomiczne samochody do miasta na naszych warunkach, by zapewniały transport tam, gdzie jest on faktycznie potrzebny, a nie gdzie zapewnia on największe zyski technologicznym korporacjom. A jeżeli niedowiarki mają rację i autonomiczne samochody faktycznie nie mogą się udać i nie wejdą do powszechnego użytku – to wtedy zrobimy całą tę robotę i jedyne, co nam zostanie, to piękne, funkcjonalne, wydajne i odnawialne miasta, z których wszyscy mogą korzystać – i to być może będzie najlepszą z opcji.

Dodatkowe informacje

Jason Slaughter z kanału Not Just Bikes wyraża swoją opinię na temat autonomicznych samochodów. Przypomina on, że kiedy samochody się pojawiały w miastach, w mediach obiecywano, że wprowadzą nas one na drogę ku lepszej przyszłości - a zapewniły nam życie w korkach i w spalinach. Jason ostrożnie rozważa treści medialne i nawołuje nas do trzeźwego spojrzenia – te korporacje, które produkują te samochody, nie mają w swoich priorytetach ludzkiego dobrobytu, a jedynie zysk. Przy okazji Jason wyjaśnia

Wersja PDF