Terrence Mckenna
Natura, psychodeliki i kapitalizm
LIGHT OF THE THIRD MILLENNIUM, 1997
Przez ostatnie sto lat […] wiedza o praktykach rdzennych kultur docierała do nas. Dotarło do nas, że rozbijają zwyczajne rzeczywistości, zwyczajne wartości kulturowe, poprzez interakcję, przez symbiozę, przez relację z lokalnymi roślinami, które zakłócają chemię mózgu. W tej domenie zakłóconej chemii kulturowy system operacyjny zostaje usunięty i coś znacznie starszego – nawet dla tamtych ludzi – coś starszego, bardziej witalistycznego, bliższego zwierzęcej duszy zajmuje jego miejsce. Coś nieokreślonego przez historię i geografię – coś napisanego w języku samego ciała.
To jest to, czym jesteś. To jest prawdziwa nagość. Kiedy zdejmiecie ubrania, nadal nie jesteście nadzy. Nadal nosicie swoje religijne założenia, swoje uprzedzenia, swoje strachy, urojenia i złudzenia. Kiedy zrzucisz z siebie kulturowy system operacyjny, wtedy stajesz nago przed inspekcją własnej psychiki. Desmond Morris nazywał to „nagą małpą”. To z tej pozycji można zacząć zadawać prawdziwe pytania: „co to znaczy być człowiekiem?”, „czym jest ta sytuacja, w której się znaleźliśmy?”, „Jakie rodzaje struktur możemy ustanowić, by uśmierzyć ból i podkreślić chwałę i cuda, które czekają na nas w tym krótkim odcinku czasu pomiędzy kanałem rodowym a ziejącym grobem?”
THE WORLD AND ITS DOUBLE, 1993
Kultura i język mają tendencję do stawania się pułapkami, a jednak potrafią być platformą ogromnej wolności, kiedy zrozumiesz, o co w tym wszystkim chodzi – a o to w tym chodzi, że chodzi o ciebie. Ty jesteś centrum mandali. Nie jesteście marginalizowani w żaden sposób, lecz wiadomość, którą wysyła nam kultura, mówi nam, że wszyscy jesteśmy. Nie ważne czy masz sto milionów dolarów – Magazyn Fortune poinformuje cię, że tyle ma również dziesięć tysięcy innych ludzi w Ameryce Północnej. Nie ma w tobie nic specjalnego. To jest część demokratycznego dziedzictwa. Ciągle mówi nam się, że nie ma w nas nic specjalnego. Wyjątkowość nie jest wyjątkowa. Zawsze patrzymy w stronę instytucji. Pójdę na uniwersytet, pójdę do armii, zrobię coś. Ktoś mi powie, da mi wyższy cel, ale tak naprawdę to ty jesteś ostatecznym arbitrem i jeżeli pozostaniesz własnym ostatecznym arbitrem, pozostaniesz mniej narażony na infekcję kulturową iluzją. […] Powodem, dla którego czujemy się wyobcowani, jest to, że społeczeństwo jest infantylne, trywialne i głupie, więc kosztem zdrowia psychicznego w tym społeczeństwie jest pewien stopień wyobcowania.
[…]
Naprawdę wierzę, że poza-środowiskowość, która uważam, że jest ładniejszym, aczkolwiek dłuższym słowem na wyobcowanie, da się obronić i nie powinna być odbierana jako patologia. To, co zauważyłem, idąc do Amazonii i Indonezji i wszystkich tych miejsc, jest to, że osobą, do której chcesz się dostać, jest szaman i że szaman jest inny od wszystkich pozostałych. Kiedy dostaniesz się do Amazońskiego plemienia daleko w głąb rzeki czy czegoś podobnego, ludzie będą się zachowywali tak, jak wyobrażasz sobie zachowanie naiwnych ludzi, którzy nigdy nigdzie nie byli. Chcą dotknąć twojego gore-texu, spojrzeć na twój aparat i przez lornetkę, pobawić się twoim otwieraczem puszek i tak dalej. Żaden szaman nigdy nie zniżyłby się do takiego zachowania. Szaman wie, że kultury są tymczasowe i jest zainteresowany tobą jako osobą. Inni nie widzą cię nawet jako osoby, bo jesteś wielki, biały, dziwnie śmierdzisz i nie da się ciebie zrozumieć. Szaman widzi cię jako osobę dlatego, że jest wyobcowany. Powodem, dla którego szamani mogą czynić swoją magię, jest to, że są poza systemem wierzeń. Inni myślą, że jakiś koleś w innej wiosce może rzucić na ciebie urok i się z tobą droczyć. Szaman wie, że to nie działa w ten sposób i że może w pewien sposób wejść za kulisy i nastroić telewizję kulturową, którą wszyscy oglądają. Tak więc myślę, że poza-środowiskowość, szamanizm, jakkolwiek chcemy to nazwać, jest po prostu indywidualizmem w kontekście kultur, które nie cenią indywidualizmu – a kultury nie cenią indywidualizmu. Mawia się, że „natura działa tak, by zachować gatunki, kultura działa, by zachować urojenia populacji”. Nie są zainteresowani, czy jesteś Einsteinem, czy Jacksonem Pollockiem, dopóki mogą cię zmieścić w uprzednio ustanowiony system komercji i w kanony porządków estetycznych itd. – i to się wtedy nazywa byciem „cywilizowanym”.
APPRECIATING IMAGINATION, 1997
Paranoja – kultura jest zinstytucjonalizowaną paranoją. Bardzo ciężko się od niej zdekondycjonować – nieważne jak bardzo zdekondycjonowani myślicie, że jesteście, zawsze jest więcej i więcej roboty do wykonania w tym kierunku. […] Psychodeliki wchodzą tutaj w grę, ponieważ rozpuszczają kutlurowe, językowe i zwyczajowe założenia, […] bardziej dramatycznie i efektywnie niż cokolwiek innego. To prawda, co jest napisane w biblii – że „musicie stać się jak małe dzieci”. To znaczy, że musicie stać się tym, czym byliście przed kulturą. Musicie odzyskać to, kim byliście, zanim napęd kultury zaczął na was pracować, zmolestował was i sprawił, że jesteście przerażeni i ogłupił was, zniekształcając wasze wartości.
Wydaje mi się, że to, co się stało, to to, że na szczycie nasza kultura jest głęboko zbankrutowana intelektualnie. Nie ma żadnego planu, oprócz sprzedawania szpeju aż lasy znikną i planeta zostanie zanieczyszczona. To nie jest złośliwe, po prostu nie mają pojęcia, że skończyła im się moc, więc ich odpowiedzią jest kontynuować grę tak długo, jak to tylko możliwe – za pomocą dziennej telewizji, hazardu w kasynach, loterii, masowych morderstw i niekończących się igrzysk. Ludzie na górze mówią „prędzej czy później to gówno uderzy w wentylator”, „prędzej czy później tama pęknie”. A inni mówią „Cóż, dopilnujmy, żeby to było później, bo mam dwójkę dzieci na studiach i mercedesa do spłacenia, muszę to ogarnąć, zanim wszystko się rozpadnie”. W obliczu braku jakiekolwiek kulturowego planu rozgrywa się ta dziwna dynamika.
Terence Mckenna on anthropology and modern anxiety (https://www.youtube.com/watch?v=UciBY6U5Tpg)
Możecie sobie mówić, to wszystko bardzo interesujące, że ten koleś ma jakąś rewizjonistyczną teorię antropologii, ale co to ma do czynienia z nami? Otóż ma to do czynienia z nami, bo jesteśmy w stanie ogromnego, dysfunkcyjnego niepokoju […] Rolnictwo […] jest niesamowicie skuteczne jako strategia produkcji żywności, ale to oznacza, że nie można już być koczownikami. O nie, teraz trzeba zbudować wieżę, by trzymać w niej zboże i trzeba się upewnić, że możemy wnosić wielkie kamienie na jej szczyt, by zrzucać je na głowy ludzi, których zbiory nie były tak wielkie, jak nasze. Widzimy to w Jerycho, gdzie najbardziej zaawansowanym budynkiem świata 10 tysięcy lat przed naszą erą była wieża na zboże – i był to budynek obronny. Mówi to wiele o naszej pierwotnej paranoi, która rozpoczęła się, kiedy ludzi przestali się przemieszczać po ziemi, kiedy zdewastowali ją ostrzem pługów. Pojawiła się osiadła populacja i podział na sferę profanum miasta i sferę dziczy poza nim. To jest moment, kiedy pojawił się podział na świadome i podświadome i wraz z nim cały zestaw instytucji: męskie panowanie, stojące armie, specjalizacja ról, niewolnictwo, kobiety jako majątek ruchomy i tak dalej – jesteśmy nieszczęśliwymi spadkobiercami tego pogrążenia się w dysfunkcyjność.
[…]
Ego jest późno powstałą, bardzo wątłą i niepewną siebie społeczną strukturą, która zakorzeniła się w ludzkiej psychice jak rak, jak jakaś narośl pozostała z tego małpiego kompleksu dominacji i manifestuje się poprzez ustanawianie granic: przede wszystkim – to moje ciało, nie dotykaj go. Po drugie – to są moje bronie i narzędzia rolnicze, nie dotykaj ich. Po trzecie – to jest moja kobieta i moje dzieci. Ja poluję tutaj. Itp itd. To podzielenie świata pozwoliło ego powstać, a tym, co robią psychodeliki, […] jest rozpuszczenie tych granic. Każde społeczeństwo […] ustanawia zestaw granic, który nazywa rzeczywistością i który zostanie do ciebie przywiązany – a jeśli przekroczysz granice, staniesz się wyrzutkiem, dziwakiem i cała wściekłość społeczności obróci się przeciwko tobie – dobrze wiemy, co to znaczy, jako poganie. Wierzę, że ego jest dysfunkcyjnym, psychicznym okupantem, który będzie rósł w siłę i utrwalał się, jeżeli nie stworzymy [...] regularnie odprawianego rytuału spotkania się z siłami, które rozpuszczają te granice.
CULTURE AND IDEOLOGY ARE NOT YOUR FRIENDS, 1999
W naszym społeczeństwie mamy inne metody. Nie potrzebujemy majaczenia nietrzeźwych szamanów. Mamy metodę naukową, mamy gospel, mamy talmud, mamy wszystkie te rzeczy i wystarczą nam w nawigacji. Ale nawigacji dokąd? Jeśli dwudziesty wiek świadczy o osiągnięciach i metodach zachodniego umysłu, to niech bóg nam dopomoże, ponieważ dwudziesty wiek to hańba. I do tej pory jest to hańba! Było bardzo wygodnie patrzeć wstecz na Auschwitz i mówić… „Lata 30, 40, Hitler, te wszystkie szare, ziarniste filmy – to nie ma z nami nic wspólnego. To była jakaś straszna rzecz, która wydarzyła się w Europie 50 lat temu”. Nie, nie, nie. To się dzieje! Wiecie… to się dzieje w tym momencie, jak rozmawiamy: ludzie są wpychani do wagonów i wywożeni, by zostać ustawionymi w szeregu i zastrzelonymi, bez żadnego powodu, podczas gdy szklanki brzęczą i toasty są wznoszone przez tych, którzy określają siebie obrońcami wolności, godności i zachodnich wartości – nie nauczyliśmy się nic! Dwudziesty wiek to najbardziej potępiający dowód, którego można użyć przeciwko zachodniemu umysłowi i wydaje mi się, że jest to nokautujący cios. Nie wiem, kto jest za to odpowiedzialny, ale ktokolwiek nim jest, jest winny, winny, winny zbrodni przeciwko ludzkości.
Jak mamy to pokonać? Jak mamy znaleźć prawdziwe wartości? Znajdziemy je w dbaniu o naszą planetę.
[…]
To wezwanie do przebudzenia się: czy nasze kulturowe wartości można uratować? Nie sądzę. Nie obchodzi mnie to. […] To znaczy, myślę, że powinniśmy zachować obrazy Rembrandta i Piero della Francescas itd. Ale nie możemy uratować wartości rasizmu, seksizmu, homofobii, ksenofobii, fetyszyzacji produktów, ogromnych piramid klasowych przywilejów – nic z tego nie da się uratować, nic z tego nie jest warte ratowania. Nauka jest warta ratowania, jest warta reformowania, ponieważ, jako metoda, jest potężna. Ale w obecności ludzi zanieczyszczonych tymi innymi wartościami, staje się napędem szaleństwa, fetyszyzacji konsumpcji, propagandyzowania oraz wywoływania wojen na niewyobrażalną skalę. Religia, tak jak ją do tej pory praktykowaliśmy, nie sądzę, że może być uratowana, ponieważ religia dała nam brudne listy nakazów i zakazów moralnych, które na pierwszy rzut oka są niedorzeczne. Jeżeli ci, co byli przed nami, wierzyli w to wszystko, to znaczy, że ten świat jest konsekwencją ich wierzeń; a ten świat to piekło! To jest piekło.
Jeśli jest tu jakaś wiadomość, oprócz po prostu tyrady, jest to powrót do natury. Obserwuj. Otwórz oczy. Zmądrzej. Kultura nie jest twoim przyjacielem. Religia nie jest twoim przyjacielem. Wartości tych kultur są śmiertelne. […] Zegar tyka; Natura nie wybacza. Inteligencja to wspaniały eksperyment, ale jeśli nie służy ona nowości, różnorodności i tworzeniu miłości, wspólnoty i prawdziwej troski, to kto w ogóle jej potrzebuje? Kto jej potrzebuje?
CAMDEN CENTRE TALK, 1992
Mamy w zwyczaju wyobrażać sobie, że wyzwanie spoczywa na kimś innym. Zostaliśmy zrobieni obserwatorami życia przez osłabiający obraz nas samych, który przynosi nam nauka oraz masowe media. Wiesz, że masz utożsamiać się z Madonną, czy z Elvisem, czy z kimś tam, lecz bogactwo – wewnętrzne bogactwo – własnego istnienia, ponieważ nie można go kupić ani sprzedać, jest uważane za bezwartościowe przez naszą kulturę. Żyjemy w odczłowieczającej kulturze i jak już wiecie, konsekwencje kilku tysięcy lat czegoś takiego sprawiły, że mierzymy się teraz potencjalną śmiercią planety. Wymyśliliśmy grzech, dla którego nie ma jeszcze słowa w języku angielskim, które bym znał – jest to grzech okradania naszych własnych dzieci z ich przyszłości.
[…]
Tak, wartości zachodniej cywilizacji są nie do utrzymania. Wartości zachodniej cywilizacji są trzymane przy tej planecie w ten sam sposób, w który szaleniec trzyma pistolet przy swojej skroni. Do tego to doprowadzi. Dla przykładu weźmy coś takiego jak wolne rynki – sygnał wszystkiego, co teraz politycznie poprawne. Wolne rynki oznaczają prawo do produkcji i sprzedaży szpeju wszędzie – nikt nie będzie mógł powiedzieć „nie”. Nie chcemy wolnych rynków […] Musimy zdematerializować nasze wyposażenie kulturowe. Potrafię sobie wyobrazić świat, w którym ludzie żyją w idyllicznym, pasterskim naturaliźmie, nadzy, z idealnymi, wiecznymi ciałami. Wygląda to, jak istnienie w paleolicie, lecz kiedy ci ludzie zamkną oczy […] obiekt, nie większy niż szkło kontaktowe na wewnętrznej części ich powiek jest drzwiami do wirtualnej, globalnej kultury, która jest natychmiastowa, wielopoziomowa, wielozmysłowa, transformatywna – cała baza danych naszego gatunku dostępna ot, tak, i tak dalej. To jest rozsądny cel technologiczny. Jeżeli zależałoby nam na nim tak bardzo, jak zależy nam na bombach atomowych i zakaźnych chorobach dostarczanych przez pociski artyleryjskie, mielibyśmy to dziś. Niewłaściwe marzenia zostały zrealizowane – marzenia paranoika, psychotyka i dominatora – i to, czego potrzebujemy dzisiaj, to marzenia, które celebrują świadomość, różnice, różnorodność, i wzmacniają sens. […] Jesteśmy tak kompletnie wyobcowani, wyobcowani od nas samych, że gdy spotykamy własne dusze w psychodelicznym wymiarze, myślimy, że są to kosmici.
???????
[…] Kanabis pozwala umysłowi włóczyć się w o wiele większej domenie informacji niż zazwyczaj. To znaczy – jeżeli nie zapalisz kanabisu, możesz spędzić wieczór na balansowaniu rachunku czekowego, a jeśli zapalisz kanabis, to możesz spędzić swój wieczór, kontemplując przyczyny renesansu.
[…]
Kanabis nie jest problemem zdrowotnym – problemem jest, że promuje on społeczne wartości i postawy, które są niemile widziane w kapitalistycznym, rynkowym społeczeństwie. Narkotyk taki jak kawa, który ma okropny profil zdrowotny w porównaniu do kanabisu, jest zupełnie mile widziany na rynku, w domach i w stylu życia nowoczesnych ludzi. Po prostu cenimy pewne stany umysłu, a innych się boimy i podejrzewamy. To jest całkowicie oparte na odgórnie wpajanych systemach wartości.
THE WORLD AND ITS DOUBLE, 1993
[…] Jeżeli spojrzysz na tysiące eksperymentów [z psychodelikami] dowiesz się, że rozpuszczają granice. Rozpuszczają granicę pomiędzy tobą a twoją przeszłością; tobą i częścią twojej podświadomości, na którą nie chcesz patrzeć; tobą i twoim partnerem/partnerką; tobą i kobiecością, jeśli jesteś mężczyzną i vice versa; tobą i światem; wszystkie bariery, które tworzymy, by uchronić się przed odczuwaniem otaczających nas warunków, są rozpuszczane, a rozpuszczanie granic jest najgroźniejszą czynnością, jaka może zajść w społeczeństwie. Rządowe instytucje są bardzo nerwowe, kiedy ludzie zaczynają ze sobą nawzajem rozmawiać. Całą grą zachodu jest tworzenie granic i utrzymywanie ich. Kościół i państwo; biedni i bogaci; czarni i biali; mężczyzna i kobieta; młody i stary; gej oraz hetero; żywy i martwy; obcy i znany; wszystkie te podziały na kategorie tworzą sposób myślenia, który jest całkowicie idiotyczny. W końcu rzeczywistość jest czymś, co nie ma szwów; rozumiemy, że by zrozumieć rzeczywistość musimy podzielić rzeczywistość, ale to nie jest koniec programu zrozumienia! Dane cząsteczkowe muszą zostać połączone ponownie w paradygmat, w bezszwowy przegląd tego, co się dzieje; a narkotyki, które były tradycyjnie faworyzowane przez zachodnie społeczeństwo, były narkotykami, które albo utrzymują bariery, albo promują bezmózgą, powtarzalną fizyczną aktywność, na linii montażowej, na galerze niewolników, w latifundium napędzanego niewolnictwem projektu rolniczego, w korporacyjnym biurze.
To dlatego każda umowa o pracę na tej planecie – przynajmniej w zachodniej cywilizacji – posiada wzmiankę o tym, że wszyscy pracownicy mają pozwolenie na używanie narkotyków dwa razy dziennie, w określonym czasie; ale tym narkotykiem ma być kofeina. Powodem, dla którego kofeina jest tak mile widziana w miejscu pracy, jest to, że ostatnie trzy godziny dnia roboczego są zupełnie nieproduktywne, chyba że wszystkich nafaszerujesz dwoma kubkami kawy i wtedy mogą wrócić do programu do przetwarzania tekstu, maszyny do zaciskania wihajstrów, czy cokolwiek robili i bezmyślnie i szczęśliwie kontynuować. Gdyby zasugerowano, że powinniśmy dwa razy dziennie brać przerwę na jaranie zioła, pomyślanoby, że cywilizacja uderzyła w górę lodową. A alkohol… nasze społeczeństwo jest kulturą alkoholu, czerwonego mięsa, cukru i tytoniu. W ten sposób, w jaki ich używamy, one wszystkie są formą spidu. Możesz znieczulić się alkoholem, ale popychasz się do poziomów, gdzie żywot znieczulania się alkoholem będzie krótkim żywotem.
Jest więc wiele napięcia pomiędzy eksploracją duszy a obywatelem z linii montażowej. Obywatel jest zdefiniowany przez obowiązki, przez granice zdefiniowane przez innego obywatela – sąsiada, współpracownika, pracodawcy itd.; wspaniały czyn eksploracji duszy jest marginalizowany jako coś ekscentrycznego, albo jeśli to konieczne, jako coś szalonego. Nawet do poziomu przemocy fizycznej – „zachowujesz się w sposób, który sprawia, że czuję się niekomfortowo. To znaczy, że z Tobą musi być coś nie tak”.
??????? (HTTPS://YOUTU.BE/GIZOBRK-U7K)
Technologia wnosi ze sobą ukrytą agendę i kształtuje użytkownika w sposoby, których użytkownik nigdy nie jest świadomy. McLuhan powiedział, że liniowa i jednolita natura druku stworzyła umysł prekondycjonowany do zaakceptowania demokracji, linii montażowej, koncepcji obywatelstwa i wielu innych nowoczesnych pomysłów. Narkotyki również są technologiami i kształtują użytkownika w sposoby, których oni się nie spodziewają. Nasze fanatyczne, zorientowane na osiąganie celów, powierzchowne społeczeństwo jest społeczeństwem cukru, alkoholu, czerwonego mięsa i telewizji – telewizja jest wielce inwazyjnym i potężnym narkotykiem. Typowy Amerykanin ogląda sześć godzin telewizji dziennie. Wyobraźcie sobie, gdyby po drugiej wojnie wprowadzono narkotyk, który sprawia, że typowy Amerykanin spędza sześć godzin dziennie, będąc absolutnie nim naćpany i nie robi nic innego. Lecz dlatego, że jesteśmy materialistyczni, nie rozumiemy telewizji jako narkotyku – a jednak krew gromadzi nam się w tyłkach, fale mózgowe spowalniają do mierzalnej częstotliwości, jesteśmy zafiskowani, istnieje cały zestaw symptomów niemniej dramatyczny niż symptomy smolenia bata, czy wciągnięcia krechy – lecz nie rozumiemy telewizji jako narkotyku. Koszmar telewizji polega na tym, że oglądając ją, nie mamy nawet własnego tripa – mamy trip kogoś innego; sponsorowany przez kosmetycznie ulepszone produkty.
LIVE IN NEW YORK, 1993
Jedną rzeczą, której dokonaliśmy, było całkowite zatrucie studni języka, jeśli chodzi o temat substancji. Ponieważ słowo „narkotyk” dosięga od heroiny do aspiryny, przez psylocybinę do propagandy. Mam na myśli, że jest to tak rozwiąźle używane słowo, że jest ono bez znaczenia. Żyjemy w atmosferze kompletnej hipokryzji; najniebezpieczniejsze narkotyki kiedykolwiek odkryte przez człowieka są swobodnie rozdysponowywane wszędzie wokoło. Mam na myśli tytoń, cukier, alkohol – to są wielce uzależniające i niszczące narkotyki, przy czym najmniej ingeruje się w nie i są one najbardziej skomercjalizowane. W przypadku psychodelików – nikt nie składa roszczeń, że są one uzależniające – nawet ich krytycy. Problem z psychodelikami jest taki, że kwestionują one iluzje naszych panów. I myślę, że niezależnie od tego kim nasi panujący są. Niezależnie czy mowa jest o faszystowskiej dyktaturze, rozwiniętej technologicznie przemysłowej demokracji, czy trzecioświatowej republice bananowej – jeśli zaczniesz brać psychodeliki, zaczniesz kwestionować rzeczywistość wokół siebie – a zadawanie pytań nie jest czymś, czym są zainteresowani maniacy kontroli. Chcą, żebyście pracowali w swojej idiotycznej robocie, kupowali syf, który wciskają wam przez media i zatrzymywali swoje opinie dla siebie. Albo zaoferowane jest spektrum opinii, reprezentowanych przez grupę McLaughlin i jeśli wyjdziesz poza nie, musisz być jakiegoś rodzaju szaleńcem. To wszystko nonsens – pozwalamy najgorszym z nas wszystkich kontrolować agendę. To byłoby złe w jakichkolwiek warunkach, ale my jesteśmy w stanie wyjątkowym. To jest kryzys. Powinniśmy teraz przechodzić przez ćwiczenia na łodziach ratunkowych, a zamiast tego zespół gra dalej i gra toczy się dalej. Gra narkotyków i rola rządu w niej, pozorne tłumienie i milczące wsparcie, miliony i miliardy dolarów wykorzystywanych do morderstw redaktorów lewicowych gazet oraz finansowanie prywatnych armii we wszelakich zadupnych krajach, które są częścią pozostałości imperium, które stworzyliśmy, by sprzeciwić się Związkowi Radzieckiemu. To wszystko GÓWNO. Im szybciej zdołamy to zatrzymać, tym lepiej myślę, że będzie dla nas wszystkich.
TAXONOMY OF ILLUSION, 1993
Musimy podkreślać powagę sytuacji i potencjalne rozwiązania, a to oznacza o wiele bardziej radykalne zerwanie z Amerykańskim społeczeństwem, niż do tej pory byliśmy skłonni rozważyć przez ostatnie dwadzieścia lat. […] To jest wciąż bezsensowny rząd. To byłoby ok, gdybyśmy mieli pięćset lat, by wydostać się z tego dylematu. Jeżeli nie zostanie otwarta radykalna polityczna alternatywa w tym kraju, to będziemy się zabawiać i zajmować rozrywką aż wyginiemy. […] Te instytucje [rządowe] są skorumpowane i skompromitowane od samego początku. Tak już po prostu jest. Te instytucje istnieją dla „biznesu jak zwykle”. Biznes jak zwykle, na tym etapie, oznacza wyrok śmierci na rasie ludzkiej.
THE WORLD AND ITS DOUBLE, 1993
To nie jest racjonalny sposób postępowania. […] Rozsądek, nauka, nieokiełznany kapitalizm nie doprowadził nas do anielskiego królestwa. Wręcz odwrotnie – doprowadził trzy procent z nas do anielskiego królestwa, które jest kompletnie przyćmione poczuciem winy za to, co się dzieje pozostałym dziewięćdziesięciu siedmiu procentom.
Nowoczesna cywilizacja to nie jest najpiękniejszy obrazek. Większość ludzi dzisiaj jest w gruncie rzeczy nieszczęśliwa. Mają bardzo mało nadziei; ich religie, tradycyjne systemy wartości są niszczone przez Dallas kontra Hawaje – 5 do 0 codziennie na wioskowym telewizorze. Długość życia jest zmniejszana przez środki owadobójcze, wszelkiego rodzaju chemikalia w środowisku; na horyzoncie nie widać wiele politycznej nadziei. Wierzę, że uzasadnione jest spojrzeć na tę sytuację i stwierdzić, że historia zawiodła; wielkie marzenie zachodniej cywilizacji w rzeczywistości nas zawiodło. A teraz próbujemy zawrócić krążownik drewnianym wiosłem. To bardzo frustrujące przedsięwzięcie.
TAXONOMY OF ILLUSION, 1993
To, co musi zostać zrobione, to uplemiennienie kultury, [...] i rozbicie hierarchii, poprzez dekoncycjonowanie od propagandy […] To oznacza faktyczne zrozumienie, że twoje życie jest twoją własnością. Twoje przeznaczenie jest twoją własnością. […]
Wszystko, co do tej pory działało, już nie działa. To znaczy: globalne systemy ekonomiczne, kontrola epidemii chorób itd. Wszystkie te systemy walą się, lecz nowe systemy nie zostały jeszcze ustanowione. To sytuacja wyjątkowo plastyczna, w której ludzie wielkiej wizji i wielkiego ego mogą wywrzeć ogromny wpływ. Więc jest to bardzo niebezpieczna sytuacja. Widzieliśmy to w latach 30stych w Niemczech i całej Europie, gdzie istniały wszelkie rodzaje potencjałów i możliwości. Zapominamy, jak potężnym wizjonerem był marksizm przed powstaniem faszyzmu. Ruchy takie jak Bauhaus, Dada i Surrealizm wszystkie miały swoje agendy, które zniknęły pod faszyzmem. To nie może się powtórzyć. To oznacza opieranie się obrazom nadawanym w telewizji, przez gazety i stworzenie społeczności opartej na psychodelikach, seksualności, czułości i dobrym rozsądku – przez co mam na myśli dbanie o planetę, dbanie o różnorodność, dekondycjonowanie od fetyszyzacji produktu, dekondycjonowanie od nadużycia energii.
??????? (https://www.youtube.com/watch?v=Eb_UJrefejU)
Nie powinniśmy oglądać. Oglądanie jest jakąś podglądacką, sadomasochistyczną osobliwością, […] Oglądanie jest straszliwie osłabiającą rzeczą. Miliony ludzi żyją półświadome, larwalne życia, oglądając sześć i pół godziny telewizji dziennie i tak długo, jak zostają w domach i kupują przez telezakupy, wszyscy są zadowoleni – ale oni w ogóle nie biorą udziału w społeczeństwie i konsumują; konsumują media, rozrywkę, ubrania, style, marki – to oni są kretynami, którzy utrzymują ten system przy życiu.
A CRISIS IN CONSCIOUSNESS, 1995
[…] w tej kulturze nie dojrzeliśmy jeszcze do zrozumienia głębi tego kryzysu. Ostatnimi czasy wokół nas jest bardzo dużo samogratulacyjnych klepań po plecach wobec faktu, że komuniści wszędzie mają przerąbane i muszą przyznać, że zrobili to źle. To daje wiele satysfakcji wszystkim tym, którzy myślą, że my zrobiliśmy to dobrze. Nie zrobiliśmy tego dobrze. Oni zrobili to źle i teraz przyznają, że zrobili to źle. My robimy to źle i nie zaczęliśmy nawet rozważać możliwości zmiany kierunku, w którym podążamy.
Global Perspectives and Psychedelic Poetics, 1993
To, co musimy zrozumieć w następstwie upadku komunizmu, to to, że kapitalizm również jest systemem ze śmiertelną wadą; wadą przeciwną naturze ludzkiej. Kapitalizm zakłada niewyczerpaną ilość zasobów. Tego nie mamy. Kapitalizm jest teraz, jeżeli nie można go radykalnie przearanżować, antyludzką filozofią – dosłownie niszczy ziemię, na której stoimy.
??????? ---- DO NAGRANIA
Wielkim złem, któremu pozwalamy rozkwitać w braku obecności matematycznego zrozumienia, jest relatywizm. Czym jest relatywizm? Relatywizm jest ideą, że nie da się odróżnić gówna od złota. Jest ideą, że wszystkie idee w jakiś sposób operują na równych prawach. A więc jedna osoba jest teoretykiem chaosu, inna podąża za objawieniami tego, czy innego new age’owego guru, a jeszcze inna przekazuje informacje pochodzące z plejad. Nauczono nas, że polityczna poprawność wymaga, abyśmy traktowali wszystkie te rzeczy z równą powagą. Ponieważ nie mamy żadnych zdolności matematycznych, żadnych zdolności logicznych, nie potrafimy zadać pytań, które ukazują pewne przekonania jako niedorzeczne, trywialne, obrażające dla inteligencji i niewarte powtarzania. Jesteśmy komfortowi z krytykowaniem nauki, ale nauka nie jest naszym wrogiem. Nauka jest zdolna do reformowania i krytykowania samej siebie i robi to dość zaciekle od długiego czasu. Wrogiem, który prawdziwie utrudni zadanie tworzenia świata opartego na klarowności, jest przekonanie, że nie możemy wytknąć pewnych zgubnych form idiotyzmu. Weźcie magazynu „Magical Blend” albo „Shaman’s Drum” a znajdziecie w nich apel do poziomu intelektu, który sprawia, że to, co się dzieje w reklamach telewizyjnych, będzie wyglądało, jak instytut studiów zaawansowanych w Princeton. […] Opanowaliśmy uprzejmość do perfekcji, opanowaliśmy umiejętność słuchania cholernych bzdur bez zdradzania poprzez chociażby ruch brwią, że zdajemy sobie sprawę, z czym mamy do czynienia. Teraz wydaje mi się, że nadszedł czas, aby popracować nad naszymi umiejętnościami matematycznymi, żebyśmy nauczyli się trzeźwo myśleć i przestali się bać potępiania zgubnych form głupoty, które wysysają energię naszej społeczności i sprawiają, że wydajemy się marginalni i absurdalni w dyskursie o rzeczywistej transformacji społeczeństwa.
A CRISIS IN CONSCIOUSNESS, 1995
Mao Zedong powiedział: rewolucja nie jest przyjęciem obiadowym. I z pewnością ekologiczna rewolucja nie jest przyjęciem obiadowym. Poetycka wrażliwość na śmierć planety nie jest tym, do czego tutaj dążymy. Naszym celem jest powstrzymanie, zawrócenie i wycofanie się z procesu niechybnej śmierci planety. Nie ma różowych perspektyw dla domków na przedmieściach, które będą się ciągnąć w nieskończoność, bo zbliżamy się do rozwidlenia, gdzie musimy wybrać albo niebo, albo piekło.
Dodatkowe informacje
Cały tekst: https://jakdzialasystem.pl/texts.php?id=26
Terrence McKenna był myślicielem blisko związanym z psychodelikami. Był niesamowicie wrażliwy na naturę, na połączenie człowieka z naturą, które według niego zostało zatracone. Według McKenny żyjąc w kapitaliźmie stajemy się wyobcowani od natury i samych siebie w dość ekstremalny sposób. W zamian kapitalizm oferuje konsumpcjonizm i programowanie umysłów za pomocą telewizji, podczas gdy substancje pomagające nam odnowić nasze połączenie z