Stanisław Pestkowski
Czas nas nauczył
W latach 1917-1919 pracowałem w Komisariacie Ludowym Spraw Narodowościowych jako zastępca komisarza ludowego. Tym ostatnim był towarzysz [Józef] Stalin, któremu partia powierzyła bezpośrednie kierownictwo polityką narodowościową rządu sowieckiego. Towarzysz Lenin także brał żywy udział w tych sprawach, albowiem w tym okresie początkowego formowania się państwa sowieckiego prawidłowe rozstrzygnięcie kwestii narodowościowej było rzeczą pierwszorzędnej wagi nie tylko dla wewnętrznego, ale i dla zewnętrznego, między-narodowego umocnienia pierwszego w historii ludzkości rządu robotniczo-chłopskiego.
Tow. Stalin często wyjeżdżał na front, początkowo do Carycyna (teraźniejszego Stalingradu), później na fronty południowy i zachodni. Czasami bywał nieobecny w ciągu kilku miesięcy. W tych wypadkach we wszystkich ważniejszych sprawach naszego Komisariatu musiałem chodzić po radę do towarzysza Lenina.
Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że towarzysz Lenin nigdy nie uciekał się do metody „rozkazu”, a zawsze starał się oświecać i przekonywać. W tej pracy wykazywał on dużo cierpliwości i wyrozumiałości.
Ja i wielu innych odpowiedzialnych pracowników Komisariatu do Spraw Narodowościowych hołdowaliśmy wtedy zasadom „lewego bolszewizmu”. Dużo przyczyniła się do tego stara szkoła z SDKPiL, która, jak wiadomo, miała fałszywe stanowisko w sprawie narodowościowej. W stosunku do kwestii narodowościowej w państwie sowieckim rozumowaliśmy w sposób następujący: „Ucisk narodowościowy jest tylko jednym z przejawów ucisku klasowego. Ponieważ Rewolucja Październikowa zniosła ucisk klasowy, więc w ten sposób kwestia narodowościowa została już rozstrzygnięta. Nie ma więc żadnej potrzeby tworzyć wewnątrz państwa sowieckiego różne «rzeczypospolite narodowościowe». Autonomię powinno otrzymać każde terytorium, które ma jakieś osobliwości ekonomiczno-społeczne. Dla zaspokojenia zaś «potrzeb narodowościowych» wystarcza zniesienie ucisku narodowościowego i równouprawnienie językowe”.
Lenin śmiał się zawsze ze mnie, że stałem się „nacjonalistą rosyjskim”. Przekonywał mnie, iż władza sowiecka może wzmocnić się tylko wtedy, kiedy potrafimy zainteresować w budownictwie państwowo-społecznym jak najszersze masy robotników i chłopów. A masy te mogą być zainteresowane w tej pracy tylko wtedy, kiedy władza sowiecka będzie całkowicie uwzględniała wszystkie miejscowe potrzeby, a takie szerokie uwzględnienie potrzeb miejscowych jest możliwe tylko w tym wypadku, kiedy wszystkie narodowości, zamieszkałe na olbrzymim terytorium byłego imperium rosyjskiego, będą miały możność szybkiego rozwoju ekonomicznego, społecznego i kulturalnego, co daje się osiągnąć tylko przez tworzenie dla nich osobnych jednostek autonomicznych. Później przekonałem się całkowicie, iż Lenin miał rację, iż my, „lewi bolszewicy”, laliśmy wodę na młyn nacjonalizmu rosyjskiego. W tym przekonaniu utwierdził mnie fakt następujący: w 1919/1920 roku byłem prezesem pierwszego rządu Republiki Kirgiskiej (obecnie Kazachstan). Organizacja tej rzeczypospolitej napotkała na zawzięty opór ze strony dwu kierunków – miejscowych „lewych bolszewików” i ... urzędników-„speców” pochodzenia rosyjskiego, byłych przedstawicieli władzy carskiej.
Pamiętam na przykład, jak wybitny „spec” wojskowy, były generał [rosyjskiego] sztabu generalnego, Bazyli Nowicki, który przez cały czas wojny domowej wiernie służył władzy sowieckiej, tak odezwał się w mojej obecności, krytykując naszą politykę względem Kirgizów: „Ja powiem wam szczerze: tym g...om nie trzeba dawać autonomii…”
*
Lenin bardzo żywo interesował się sprawami polskimi. Latem 1918 roku polska legionowa „Brygada Podkarpacka” pod wodzą generała Józefa Hallera zbuntowała się przeciw austriacko-niemieckiemu rządowi okupacyjnemu i usiłowała przedrzeć się do Rosji Sowieckiej.
Poszedłem do tow. Lenina, aby się go poradzić, czy my możemy okazać pomoc tym „nacjonalistom”.„Oczywiście powinniśmy pomóc im – rzekł bez żadnego wahania Lenin. – Są oni wprawdzie nacjonalistami i zapewne odnoszą się do nas wrogo, ale w tym wypadku są oni ofiarami przemocy imperialistycznej i pomóc im jest naszym obowiązkiem”.
Przy tej sposobności zapytałem się, czy należy pomagać polskiej POW (peowiakom – Polska Organizacja Wojskowa), prześladowanej wówczas przez władze austriacko-niemieckie. „Oczywiście – powiedział Lenin. – Należy pomagać im w walce przeciw okupacji austriacko-niemieckiej. Ale w tej pomocy należy być bardzo oględnym, gdyż organizacja ta jest prawdopodobnie w obecnym czasie agenturą Ententy”.
Na podstawie tej rozmowy nasz Komisariat zaczął okazywać pewne względy POW. W tym czasie został przez nasze władze aresztowany obecny komendant miasta Warszawy [Bolesław] Wieniawa-Długoszowski. Był on wówczas adiutantem Piłsudskiego. Przyjechał do Moskwy i starał się cichaczem przedostać na Murmań, gdzie już został wysadzony desant angielski. Długoszowskiego aresztowano na dworcu i uwięziono w tagańskim więzieniu. Dowiedziawszy się od peowiaków, pod jakim nazwiskiem on siedzi, pojechałem tam z sędzią śledczym z Czeka. Zbadaliśmy więźnia. Oświadczył on, iż POW wysłała go „w pogoń” za generałem Hallerem z zawiadomieniem, iż ten ostatni został zamianowany „ogólnodowodzącym polskimi formacjami wojennymi na terytorium Ententy” . Na poręczenie moje i towarzysza [Edwarda] Próchniaka Czeka zwolniła z więzienia pana Wieniawę, wziąwszy od niego uprzednio pisemne zobowiązanie, iż nigdy i nigdzie nie będzie występował przeciw władzy sowieckiej...
Wieść o tym, iż pomagamy POW, zainteresowała żywo PPS (prawice). Pewnego dnia (było to w październiku 1918 r.) zatelefonował do mnie „przedstawiciel” tej partii, [Stanisław] Pławski, iż chce się ze mną zobaczyć przybyły z Polski Tomasz Arciszewski. Arciszewski przyszedł do mnie do mieszkania razem z Pławskim i zainterpelował: „Słyszałem, że dajecie pieniądze. Może byście i nam co dali?”
Nie spodobało mi się takie „materialistyczne” podejście do sprawy. W duszy postanowiłem sobie nie dawać im pieniędzy. Głośno zaś odpowiedziałem, iż najprzód, zanim mowa będzie o pieniądzach, trzeba byłoby omówić warunki, na zasadzie których możemy okazać materialną pomoc PPS. Moja odpowiedź musiała ochłodzić zapał Arciszewskiego. Przedstawiciele PPS pożegnali się i wyszli.
*
Jak już wspomniałem, w 1919 roku zostałem mianowany prezesem pierwszego rządu rewolucyjnego Kirgiskiej Rzeczypospolitej. W tym czasie przyjechała do Moskwy delegacja kirgiska w celu omówienia sprawy dekretu o utworzeniu tej rzeczypospolitej. Wspólnie z nimi opracowałem dekret i broniłem go na posiedzeniu Rady Komisarzy Ludowych. Przedstawiciel organizacji partyjnej Środkowej Azji, towarzysz Tobolin, oponował przeciw utworzeniu rzeczypospolitej, ale przegrał sprawę, gdyż towarzysz Lenin gorąco poparł wszystkie nasze wnioski. Po załatwieniu tej sprawy delegacja kirgiska prosiła Lenina, aby mnie zamianowano prezesem Wojskowo-Rewolucyjnego Komitetu.
„Czy nie lepiej byłoby zamianować kogoś z Kirgizów?” zapytał Lenin. -„Nie – odpowiedzieli przedstawiciele – pomiędzy Kirgizami trwa wciąż walka rodowa i dlatego konieczne jest, aby prezes rządu był człowiekiem neutralnym”. Takim sposobem, chcąc nie chcąc, musiałem jechać do stepów kirgiskich. Robota tam była bardzo trudna. Nieliczna ludność była rozrzucona na olbrzymiej przestrzeni, cztery razy przewyższającej Francję. Kolei nie było z wyjątkiem jednej magistrali między Orenburgiem a Taszkientem. Poważną część [ludności] stanowili koczownicy. Rządzili się oni rodowymi prawami zwyczajowymi.
Każdego razu, kiedy przyjeżdżałem do Moskwy „za interesami”, chodziłem po radę do Lenina i zwykle zabierałem ze sobą któregoś z Kirgizów. Jednego razu w czasie takiej rozmowy wskazywaliśmy na to, iż „starsi rodów” i różni inni bogacze kirgiscy wyzyskują w niemożliwy sposób swoją biedotę. „A czy nie można by dla złamania ich wpływów ekonomicznych zorganizować konfiskaty wielkich stad bydła należących do bogaczy i rozdzielić je między biedotę?” – zaproponował Lenin.
Odpowiedzieliśmy, iż w obecnym czasie, kiedy kraj kirgiski jeszcze niezupełnie jest uwolniony od białych i kiedy rząd jest jeszcze słabo związany z masami, taki krok wydaje się nam przedwczesny, trzeba trochę zaczekać. Lenin zgodził się z nami. Rozdział bydła zaczął się dopiero w roku 1927.
Innym razem mówiliśmy o trudnościach agitacji wśród koczowników. Ludność jest rozrzucona na wielkiej przestrzeni i nie umie czytać nawet po kirgisku. W jaki więc sposób prowadzić agitację? Lenin pomyślał i poradził: „Trzeba dostać kilkaset gramofonów. Towarzysze kirgiscy powinni wygłosić szereg mów i odczytów popularnych, które winny być utrwalone na płytach gramofonowych. A później gramofony z tymi płytami rozesłać po stepach”. Pomysł ten jest jasnym dowodem silnie rozwiniętego wynalazczego zmysłu praktycznego, którym tak odznaczał się Lenin.
*
Latem 1920 roku odbył się II Kongres Międzynarodówki Komunistycznej. Byłem delegowany na kongres przez Biuro Partyjne Kraju Kirgiskiego. Ciekawe jest, iż drugim delegatem został wybrany Bajtursunow, Kirgiz, który nie był wówczas członkiem partii. Gdy na zebraniu delegacji sowieckiej oświadczyłem, iż drugim delegatem jest bezpartyjny Kirgiz, zebrani nie ujrzeli w tym nic nadzwyczajnego i na wniosek Lenina Bajtursunow został przyjęty w skład delegacji.
W swoim referacie o projekcie programu Międzynarodówki Lenin między innymi wypowiedział zdanie następujące: „Niedawno rozmawiałem z jednym z lepszych komunistów polskich. Zapytałem go, czy oni w Polsce chcą i mogą zrobić rewolucję sowiecką. Odpowiedział on: my zrobimy w Polsce rewolucję sowiecką, ale zrobimy ją lepiej, jak wy w Rosji. Uważam, że to jest uwaga zupełnie słuszna i że partia komunistyczna w krajach, które pod względem ekonomicznym i kulturalnym stoją wyżej od Rosji, powinna dążyć do tego, aby zrobić lepszą rewolucję niż my w Rosji”.
Kiedy Lenin mówił te słowa, to w Polsce i we Włoszech sytuacja była rewolucyjna: Armia Czerwona szybkim marszem zbliżała się do Warszawy, a we Włoszech rozwijał się wtedy masowy rewolucyjny ruch robotniczy: robotnicy zagarniali w swe ręce zarządy fabrykami. Lecz wskutek słabości partii komunistycznych Polski i Włoch nie doszło w tym czasie do skutku zwycięstwo rewolucji proletariackiej. Takim sposobem nie ziściły się życzenia Lenina, aby Polacy zrobili lepszą rewolucję niż Rosjanie.
Poważną rolę w naszej ówczesnej porażce w Polsce odgrywały te błędy, które zostały popełnione przez naszych „lewych bolszewików”. Głównym z tych błędów było fałszywe stanowisko w kwestii agrarnej. Nastrojeni „lewo” komuniści polscy uważali, że w kapitalistycznej Polsce nie należy dać chłopom „rozdrapywać” wielkich gospodarstw rolnych. Te gospodarstwa należy zachować dla bezpośredniej organizacji wyższej formy kultury rolniczej – sowchozów i kołchozów (komun). Takim sposobem komuniści polscy nie potrafili we właściwym czasie zainteresować mas chłopskich w Polsce sprawą rewolucji bolszewickiej. Na równi z większością polskich bolszewików ja także byłem zwolennikiem tego fałszywego, „lewego” stanowiska w kwestii agrarnej.
Po ukończeniu kongresu Kominternu na moją własną prośbę zwolniono mnie z obowiązków prezesa rządu kirgiskiego i skierowano na Front Zachodni. Poszedłem pożegnać się z tow. Leninem. „Jedziecie na Front Zachodni? Wierzycie, że uda wam się po raz drugi razem z Armią Czerwoną dotrzeć do Warszawy?” Odpowiedziałem, że pewności nie mam, lecz nadziei nie tracę.
„Ja – rzekł Lenin – myślę, że porażka, która spotkała nas teraz w Polsce, nie da się naprawić w szybkim czasie, gdyż Partia Komunistyczna Polski absolutnie nie jest przygotowana do ujęcia władzy w swe ręce. Wy, polscy socjaldemokraci, w przeszłości zawsze bagatelizowaliście kwestię władzy. Powiedzcie mi, jakich poglądów trzymacie się w kwestii agrarnej w Polsce?”
Odrzekłem, iż uważam stanowisko KPP za słuszne z marksistowskiego punktu widzenia. „Otóż widzicie – odparł Lenin – chcecie zaraz zrobić rewolucję w Polsce, a trzymacie się starych poglądów niemieckiej s[ocjal]d[emokracji] na kwestię rolną i stosunek do chłopstwa. Wtedy kiedy niemiecka s[ocjal]d[emokracja] przyjęła tę taktykę, nikt tam nie myślał o prędkim zagarnięciu władzy przez klasę robotniczą. Nie zapominajcie także, że Niemcy są wysoko rozwiniętym krajem kapitalistycznym, gdzie większość ludności stanowi klasa robotnicza. A teraz, kiedy mowa o kraju rolniczym, jakim jest Polska, gdzie klasa robotnicza nie może zwyciężyć bez pomocy biednego i średniego chłopstwa, staracie się o zachowanie wielkich majątków ziemskich... dla szlachty. Po takiej drodze maszerując, władzy nie zdobędziecie. W ten sposób pozostanie wam piękna teoria, którą zupełnie niesłusznie uważacie za marksistowską, a ziemia w Polsce pozostanie u wielkich właścicieli, władza zaś w ręku bloku agrariuszy i kapitalistów... Do widzenia! Nie mam teraz czasu szczegółowo was uczyć, lecz jestem przekonany, iż czas was nauczy”.
Lenin miał rację. Czas nas nauczył. Szkoda, że za każde doświadczenie trzeba drogo płacić.
Dodatkowe informacje
Stanisław Pestkowski, działacz rewolucyjnego ruchu robotniczego. Urodzony w 1882 roku w Kiełczygłowie w pow. wieluńskim w rodzinie szlacheckiej. Ukończył gimnazjum klasyczne w Łodzi (1902 r.) i wydział społeczno-polityczny na Uniwersytecie Londyńskim (1917 r.). Działalność polityczną rozpoczął w patriotycznym i socjalistycznym ruchu młodzieżowym w Łodzi. W 1903 r. wstąpił do SDKPIL, członek Komitetu Łódzkiego i funkcjonariusz Zarządu Głównego SDKPIL. Po aresztowaniu w 1906 r. zesłany na Syberię.